Strona główna

 

 

SCHIZOFRENICZNY  ALTRUIZM

 

 

 

 

Świat nerwicowca zamyka się w kręgu codziennych spraw, a świat chorego na schizofrenię, jak wspomniano, ogarnia krąg ludzkości, cały glob ziemski itp. Dzięki temu w codziennym życiu chory na schizofrenię jest znacznie mniej egocentryczny niż nerwicowiec, a także niż przeciętnie zdrowy psychicznie człowiek.

Porównanie życia społecznego na oddziałach nerwicowych i psychotycznych, zanalizowane dzięki badaniom psychosocjometryczynym, wypada na korzyść chorych w tym drugim typie oddziałów. „Naskórek psychiczny” w schizofrenii nie grubieje – dzięki temu może, że chorzy ci mało stykają się z otoczeniem, a ich wrażliwość utrzymuje się na poziomie wieku dziecięcego czy wcześnie młodzieńczego. Nie zawsze umieją oni lub chcą wyrazić to, co przeżywają. Wrażliwość ta może im utrudniać nawiązywanie kontaktów z otoczeniem, podobnie jak delikatny naskórek utrudnia ciężką pracę fizyczną. Ale tam, gdzie chory na schizofrenię czuje się względnie bezpieczny, jak np. na dobrze prowadzonym oddziale psychiatrycznym, gdzie styka się ze zrozumieniem i szczerą życzliwością – wrażliwość swą okazuje w formie przejęcia się losami współpacjentów i spieszeniem im z pomocą w miarę swych możliwości.

Nerwicowiec czy „psychopata” zachowuje „krótkowidztwo” ludzi zdrowych psychicznie, współpacjenci są dla niego rywalami w dążeniu do zwrócenia na siebie całej uwagi personelu lekarskiego i pielęgniarskiego.

Obserwując życie społeczne psychotyków, a zwłaszcza chorych na schizofrenię, odnosi się wrażenie, że societas schizophrenica jest zdrowsza niż przeciętna społeczność, ludzi psychicznie zdrowych. Więcej jest w niej wzajemnego zrozumienia, szczerego współczucia, gotowości pomocy, a nie ma rywalizacji, intryg, wzajemnego niszczenia się. Jeśli to wrażenie jest słuszne, należałoby się zastanowić, jak jest możliwe, że życie indywidualne wykazuje duże odchylenie od normy, a zbiorowe jest zdrowsze od normalnego. Oczywiście można by tę „dobroć” społeczeństwa schizofrenicznego tłumaczyć brakiem dynamiki życiowej, otępieniem uczuciowym itp. objawami schizofrenicznymi, założywszy, że dynamika i żywość uczuciowa wyraża się w bezwzględności i egoizmie.

Próbę analizy socjologicznej tego zjawiska należałoby, jak się zdaje, zacząć od wyjaśnienia patologii życia zbiorowego ludzi zdrowych psychicznie, którą określa dosadne stare powiedzenie: senatores boni viri – senatus mala bestia. W wypadku societas schizophrenica powiedzenie to można odwrócić, traktując oczywiście przymiotniki bonus i malus jako określenie zdrowia, a nie dobra czy zła. Nie jest wykluczone, że w życiu zbiorowym odgrywają większą rolę ukryte cechy członków społeczności, nie manifestujące się wyraźnie przy indywidualnej ich obserwacji, a występujące jaskrawo, gdy w społecznym życiu ulegną zsumowaniu. W ten sposób np. tlejące w każdym prawie człowieku pogotowie urojeniowe, niewidoczne u jednostki, uwidacznia się niejednokrotnie w tragicznej formie w życiu całych społeczeństw.

Odwrotnie, w wypadku społeczności schizofrenicznej cechy takie, jak wrażliwość, delikatność, chęć wczucia się w drugiego człowieka i gotowość niesienia mu pomocy, które przy rozpatrywaniu poszczególnej sylwetki kryją się pod bogatą symptomologią schizofreniczną, ujawniają się dopiero w zbiorowości. Wyraźne objawy bowiem w zbiorowości znoszą się, gdyż u różnych jednostek mają przeciwne znaki, np. inteligencja – głupota, dobroć – złośliwość u zdrowych; podniecenie i zahamowanie u schizofreników itp., natomiast dyskretne objawy, jak wspomniane pogotowie urojeniowe u psychicznie zdrowych a społecznie dodatnie cechy chorych na schizofrenię, istniejąc w małych dawkach u wszystkich, ulegają zsumowaniu.

Nie wiadomo oczywiście, czy przedstawiona interpretacja jest słuszna. W każdym razie społeczeństwo schizofreniczne może być niezwykle interesującym terenem pracy dla socjologa, a właściwe korzystanie z tendencji społecznych tych chorych odgrywa dużą rolę w leczeniu.

Zdarzają się – wprawdzie niezbyt często – wśród chorych na przewlekłą schizofrenię osoby, które świetnie sobie w życiu radzą, wykazują dużo sprytu, załatwiają doskonale interesy, dorabiają się nawet majątku. Mimo sukcesów w codziennym życiu można u nich zauważyć nieco lekceważący, jakby hebetymny stosunek do spraw życiowych; może właśnie dzięki tej „lekkości” tak dobrze im się wiedzie. Niemniej jednak do większości chorych na schizofrenię stosuje się powiedzenie, że „królestwo ich nie jest z tego świata”.

 

str. 161-163

 


 

Antoni Kępiński – Schizofrenia – Wydawnictwo Literackie, Kraków 2001

 

 

Strona główna