(...)
Zdolność przekształcania otaczającego świata, którą można uznać za cechę swoiście ludzką, mieści w sobie największą rozpiętość sprzeczności natury człowieka. Z niej rodzą się bohaterstwo, poświęcenie, sztuka i nauka, ale też okrucieństwo, znęcanie się człowieka nad człowiekiem, zniewalanie i zabijanie. By zmienić oblicze świata, prowadzi się wojny, męczy ludzi w obozach i więzieniach. Co nie pasuje do struktury, jaką się pragnie narzucić otoczeniu, to staje się obce i wrogie i musi ulec zniszczeniu.
(...)
Claude Eatherly, major Air
Force, rano 6 sierpnia 1945 roku dokonał nad Hiroszimą lotu sprawdzającego
warunki atmosferyczne i osłonę lotniczą miasta, po czym dał sygnał do nalotu
atomowego: go ahead. Dowiedziawszy się, że wybuch spalił 200 tysięcy
ludzi, Eatherly popadł w narastający konflikt moralny między otaczającą go
glorią bohatera a poczuciem współudziału w zbrodni i potrzebą pokuty. „Kompleks
winy” doprowadził go nawet do okresów ostrej depresji, lęków, halucynacji, prób
samobójstwa. Eatherly dobrowolnie podjął ciężką pracę fizyczną i dla
poszkodowanych w Hiroszimie wysyłał zasiłki pieniężne. Jego korespondencja ze
znanym filozofem i działaczem pacyfistycznym Güntherem Andersem, prześladowanym
w czasie wojny przez hitlerowców – jest zawarta w książce No more Hiroshima.
(...)
Nie osiągnęli hitlerowcy
swego celu, mimo milionów ofiar nie oczyścili świata z tego, co nie odpowiadało
ich ideałowi Herrenvolku, pokazali natomiast światu, do czego prowadzić może
obłędna ideologia. Dymy Oświęcimia, miejmy nadzieję, będą przez długi jeszcze
czas ostrzeżeniem przed zaślepieniem, nienawiścią i pogardą dla drugiego
człowieka. Gotowe formuły myślenia i działania, ślepe słuchanie rozkazu mogą w
skutkach być bardzo niebezpieczne i dlatego trzeba na siebie wziąć cały ciężar
odpowiedzialności za swe myśli, uczucia i czyny. Claude Eatherly wyraził to
następująco w liście do Günthera Andersa:
„W przeszłości bywały
okresy, kiedy człowiek mógł przeżyć życie, nie zaprzątając zbytnio sumienia
problemami nawyków myślowych i norm działania. Nasze czasy, jak wyraźnie widać,
do tych epok nie należą. Przeciwnie, sądzę, że zbliżamy się gwałtownie do
sytuacji, w której będziemy musieli zastanowić się na nowo, czy gotowi jesteśmy
oddać odpowiedzialność za nasze myśli i uczynki w ręce organizacji społecznych,
takich jak partie polityczne, związki zawodowe, Kościół czy państwo. Żadna z
tych organizacji nie jest zdolna udzielić nam niezawodnych wskazówek moralnych
i dlatego należy zakwestionować ich pretensje do udzielania nam takich
wskazówek.”
(...)
str. 6, 8-9, 10-11
Antoni Kępiński – Rytm życia – Wydawnictwo
Literackie, Kraków 2001