4 marca 2010 r. telewizja TVP
INFO wyemitowała film
dokumentalny zrealizowany przez telewizję
FRANCE 5, zatytułowany „Chiny – USA. Wojna bez granic”. W filmie wypowiadali
się narrator oraz przedstawiciele USA i Chin. Oto niektóre z tych wypowiedzi.
Motto filmu:
Polityka jest wojną bez rozlewu krwi, a wojna jest polityką z jej rozlewem.
Mao Zedong
Od wydarzeń z 11 września Ameryka prowadzi ciągłą wojnę z terroryzmem. Czy amerykańska dyplomacja nie sięga dalej niż przedmieścia Bagdadu czy Kabulu? W rzeczywistości kraj ten w tajemnicy przygotowuje się do nowego konfliktu. Nikt tej wojny nie wypowiadał, lecz informacje z nią związane nie schodzą czołowych miejsc raportów służb wywiadowczych dla Białego Domu. Umieszczane są przed danymi o Al-Kaidzie czy Iraku. Chodzi o chińskie zagrożenie, czyli o nową wojnę Ameryki.
Chińczycy mają takie powiedzenie – „globalna
potęga narodowa”. Obejmuje wszystkie aspekty życia: ekonomiczne,
polityczne, militarne i kulturowe. Mówią, że to istota Chin. Trzeba się
podnieść, gdyż nadszedł czas Chin. Wraca dynastia Tang. Jesteśmy wielką
światową potęgą. Realizują dawną strategię Sun Tzu – „wygrać bez
jednego wystrzału”, czy raczej – „wygrać bitwę nie tracąc ani
jednego człowieka; tak powinno się wygrywać”. Ta myśl ogarnęła ich
całkowicie i bardzo chcą się bić.
Światem będą rządzić trzy państwa z pierwszej ligi.
Pierwszym z nich są USA – Stany Zjednoczone Ameryki, drugim – Unia
Europejska – Stany Zjednoczone Europy, za nimi są wielkie Chiny. Obecnie
Unia Europejska nie ma specjalnych szans na stanie się potęgą. Pewne jest, że
Stany Zjednoczone pozostaną na podium. Chiny też staną się wielkie. Jestem
przekonany, że za kilka lat najważniejsze będą stosunki chińsko-amerykańskie.
To one będą kształtować sytuację na międzynarodowej arenie XXI wieku. Jeżeli
będą konfrontacyjne, to cały XXI wiek będzie wielkim konfliktem.
Chiny rozwijają swój potencjał nie tylko militarny. Zrozumieli, że muszą wykorzystać każdego obywatela, każde przedsiębiorstwo dla potrzeb konfrontacji ze Stanami Zjednoczonymi. Wyścig zbrojeń z Waszyngtonem nie miałby sensu. To wojna o energię, media, kulturę, surowce. Ameryka za dużo konsumuje, zadłuża się, obrosła tłuszczem nadmiernego sukcesu. Chiny przeciwstawiają jej najlepszą broń na świecie – wzrost gospodarczy.
Nowe zagrożenie różni się od tego klasycznego, czyli
militarnego starcia jednego państwa z drugim. Minęły już czasy konfrontacji
armat, samolotów czy czołgów. Starcie przyjmuje wiele postaci. Finanse czy
media też są celem ataków. W konfliktach nowego rodzaju chodzi wciąż o to samo
– zmusić przeciwnika do poddania się naszej woli. Wojna stała się
niekonwencjonalna, bitwy wykraczają poza sferę militarną. To nazywamy wojną bez
granic.
Chiny wykorzystują swoją potęgę gospodarczą. Zyskują większe
wpływy w Azji południowo-wschodniej i na całym świecie. Inwestują podczas
zagranicznych wizyt swoich przywódców, dzięki czemu podpisują nowe kontrakty.
Po drugie – sygnalizują swoje nowe możliwości. Podam przykład. W 2007
roku mieli bilion 200 miliardów dolarów rezerwy dewizowej. 40% tej kwoty to
bony amerykańskiego skarbu państwa. Zamiana ich na euro byłaby bardzo bolesna
dla Stanów Zjednoczonych. Chiny nie muszą tego robić, wystarczy, że o tym
wspomną, a Waszyngton dostaje migreny.
Chiny stały się problemem numer jeden waszyngtońskiej administracji. Są konkurentem w sferze gospodarki, mediów i technologii. Liczba głowic nuklearnych przestała mieć znaczenie. W kongresie powołano specjalną komisję. Zajmuje się wyzwaniami ekonomicznymi i militarnymi związanymi z Chinami. ZSRR nie zasługiwał na tyle uwagi, nawet podczas Zimnej Wojny.
Wojna w internecie jest tak stara jak sam internet. To nie
Chińczycy ją zaczęli. Amerykańskie CIA i NSA zatrudniają 25 000 osób pracujących
w sieci, dysponują ogromnymi centrami nadzoru i podsłuchu w internecie. Wojna
toczy się również tam, choć nie wystrzelono ani jednej rakiety. Ludzie o niej
nic nie wiedzą. Stała się możliwa dzięki nowym środkom technicznym. Technologie
cywilne można często wykorzystywać dla celów wojskowych. Dotyczy to również
elektroniki i internetu. To są nowe pola bitew w wojnie bez granic. Media,
finanse, handel – wszystko wchodzi w jej zasięg. To jest wojna, gdyż
chodzi o prawdziwy antagonizm, a strony chcą zdominować przeciwnika. Takie jest
nowe oblicze wojny – wojny bez granic.
Wojna już trwa. W wielu miejscach na świecie toczą się walki o ropę, wodę czy inne zasoby. Zdaniem Zachodu gwałtowny rozwój Chin utrudnił dostęp do wielu surowców. Ameryka wykorzystuje dominację militarną, by wzmocnić swoją pozycję i zapewnić sobie dostawy. Chiny wdrażają asymetryczną strategię – szukają słabych punktów przeciwnika. Wojnę widać już na całym świecie – w Korei Północnej, Birmie, Iranie, Darfurze. Za kulisami każdego punktu zapalnego ścierają się Chiny i Stany Zjednoczone. Nie zapominajmy słów Deng Xiaopinga:
Na wzgórzu nie ma miejsca dla dwóch tygrysów.