Zanim
przystąpię do prezentacji kolejnej książki, nie mogę oprzeć się pokusie
skomentowania najnowszego numeru (wrzesień 2002) czasopisma „Charaktery” poświęconego, jak pisze we wstępie jego redaktor naczelny - Bogdan Białek
- „tym razem umysłowi szalonemu bądź opętanemu, ale zawsze pięknemu”. W pierwszym, najważniejszym i niejako programowym artykule „Udręka
i opętanie” dr hab. med. Bogdan de Barbaro - psychiatra
i psychoterapeuta, kierownik Zakładu Terapii Rodzin Katedry Psychiatrii
Collegium Medicum Uniwersytetu Jagiellońskiego - pisze:
Zasadne wydaje się odrzucenie skrajności. Jedna zakłada, że opętanie to średniowieczny przeżytek i zajmowanie się tym problemem jest wyrazem upadku rozumu. Druga skrajność to lekceważenie wymiaru psychopatologicznego i traktowanie wszystkiego, co tajemnicze i groźne, a nasycone „pierwiastkiem religijnym”, jako obszar działania złego ducha. Konstrukcjonizm społeczny pozwala przyjąć wielość narracji. Dzięki temu uprawnione są trzy opowieści o opętaniu: jako zjawisku psychopatologicznym, jako zjawisku kulturowym i jako doświadczeniu duchowym.
Oddanie
„co duchowe - teologowi, co psychopatologiczne - psychiatrze”, chociaż jako
idea brzmi przekonująco, w praktyce okazuje się bardzo trudne. Nie jest
oczywiste, czy istnieje obiektywny sposób ustalania, która rzeczywistość będzie
w danym momencie „tą właściwą”. O wyborze w danym momencie tego, a nie innego
wymiaru mogą decydować względy pragmatyczne: kontekst sytuacji i dokonywane
przez zainteresowane osoby wybory językowe. Taka wielowymiarowość nie jest
zgodna z medycznym paradygmatem domagającym się jednoznaczności, lecz - być
może - oznacza to, że „tym gorzej dla paradygmatu”. Zjawisko opętania wymaga
korekty modelu biopsychospołecznego. Model ten powinien zawierać wymiar
duchowy.
Rozważania teoretyczne nie powinny przesłonić problemów praktycznych, z jakimi na co dzień borykają się duszpasterze i psychiatrzy. O ile bowiem w deklaracjach przesyconych swoistą „polityczną poprawnością” każda ze stron czyni ukłony pod adresem drugiej, o tyle w praktyce zarówno duszpasterze, jak i psychiatrzy roszczą sobie prawa do terytorium pod nazwą opętanie. Nie da się wykluczyć, że terytorium „opętanie” będzie stale polem bitew, prowadzonych wręcz lub metodami partyzanckimi.
I pomyśleć,
że takie rzeczy można przeczytać w bądź co bądź naukowym czasopiśmie w XXI
wieku. Na szczęście w tym samym numerze „Charakterów” Katarzyna Hamer - psycholog, pracownik naukowy Instytutu Psychologii PAN
i wykładowca akademicki - swój artykuł „Amok, lęk przed wiatrem i
utracona dusza” podsumowuje słowami:
Psychologowie i psychiatrzy mają niemały problem z kulturowymi zaburzeniami. Nie wiadomo, czy nie są one po prostu odmianami bardziej znanych zespołów chorobowych, takich jak na przykład zaburzenia osobowości czy nerwice, a nawet, jak w przypadku windingo, czy rzeczywiście istnieją. W ludzkiej naturze tkwi głęboko zakorzeniona skłonność, by to, co niezrozumiałe, tłumaczyć działaniem czarów lub sił „nie z tego świata”. Połączenie wrażliwej psychiki z wzorcami kulturowymi, wymaganiami społeczeństwa i nakazami otoczenia - owocuje czasem naprawdę zadziwiającymi skutkami.
A teraz zapraszam do lektury fragmentów książki autorstwa Jerzego Dowiata „Chrzest Polski” (Wiedza Powszechna, Warszawa 1961). Oto nota redakcyjna z okładki książki:
Ciekawe,
a wciąż jeszcze mało zbadane wierzenia Słowian;
złożone
przyczyny wyboru chrześcijaństwa przez władców Polski i innych krajów słowiańskich;
intrygi
i rozgrywki polityczne towarzyszące misji;
walka
chrystianizmu ze starym obyczajem;
sylwetki
oddanych sprawie apostołów Słowiańszczyzny;
wizerunek
psychologiczny św. Wojciecha, pierwszego patrona Polski
- oto
tematy, które podjął w swej pracy autor.
Dla
wielu czytelników pasjonująca będzie konfrontacja posiadanych wiadomości z tym,
co wnosi książka, gdyż autor daje szereg własnych interpretacji, opartych na
zbadanym przez siebie materiale historycznym.
Chrzest Polski czyta się z
przyjemnością. Duży zasób faktów, a przy tym potoczysty styl czynią zeń lekturę
interesującą i łatwą.
Książkę
potraktowałem bardzo fragmentarycznie. Lepsze pojęcie o jej treści oddaje Zakończenie, które przytaczam w całości.
Gdy Słowianie
byli poganami (str. 7-9, 20-25)
Chrześcijaństwo
wprowadza Piastów w „wielki świat” Zachodu (str. 79-82, 83-84)
O misji w
Polsce, jej przebiegu i rezultatach (str. 97, 100-102)
Polska
piastowska wyrywa z rąk Niemiec inicjatywę misji na Wschodzie (str.
131-133, 136)
Zakończenie (str.
166-168)