Strona główna

 

JEZUS  CUDOTWÓRCA

 

 

Jezus działał na tej samej zasadzie psychologicznej, na jakiej działają współcześni uzdrowiciele czy współczesne sanktuaria - sugestii i bardzo silnej wiary prostych, ufnych ludzi w uzdrowienie bożą mocą, która rzekomo działała poprzez niego1. A w tamtych czasach wiara w uzdrowienie czynione z boską pomocą była powszechna:

Łk 6,19

A cały tłum starał się Go dotknąć, ponieważ moc wychodziła od Niego i uzdrawiała wszystkich.

Sprzyjał temu ówczesny stan wiedzy, a raczej niewiedzy medycznej w Palestynie:

Lecznictwo ówczesne w Judei nie różniło się od tego, które dziś spotykamy na Wschodzie; nie opiera się ono na wiedzy, ale na subiektywnej inspiracji. Lecznictwo, traktowane przez Greków już od pięciu wieków naukowo, było za czasów Jezusa zupełnie nieznane w Palestynie. W takich warunkach obecność znakomitego człowieka, który do chorego zwraca się z miłością2 i przez jakieś widome znaki zapewnia go o uzdrowieniu3, jest już środkiem skutecznym.4

Ten szczególny stan psychiczny, który Jezus przejawiał w okresie wzlotu i jego kojący wpływ na napotykanych ludzi w ten oto sposób opisuje na swoim przykładzie Edward Stachura5:

Człowiek - nikt6 mógł nic nie robić. Mógł chodzić, zbierając przy okazji butelki, zarabiając w ten sposób na swoje utrzymanie, i zarazem sprzątając parki i miejskie promenady, i był cudownie spokojny, i promieniował tym spokojem na wszystkich napotykanych ludzi. Rozmawiał ze spacerującymi, starszymi ludźmi, dla każdego miał dobre słowo i dobrą radę. Nie żyjąc dla siebie, będąc prawie nieobecnym, mógł być jak powietrze, jak kojący balsam, jak człowiek - przyłóż - do - rany.

Tak oto na temat uzdrowień dokonanych przez Jezusa pisze Uta Ranke-Heinemann7:

Nie dlatego, że Jezus wielu uzdrowił, mnóstwo ludzi się doń zwracało, ale dlatego, że wielu się do Niego zwracało - wielu uzdrowił, w rezultacie czego jeszcze więcej ludzi napływało, a On jeszcze większą ich liczbę uzdrowił itd. To samonapędzająca się spirala cudów.8

Jak widać, na podstawie poniższego cytatu, przybrało to w końcu rozmiary zbiorowej psychozy:

Mk 6,53-56

Gdy się przeprawili, przypłynęli do ziemi Genezaret i przybili do brzegu. Skoro wysiedli z łodzi, zaraz Go poznano. Ludzie biegali po całej owej okolicy i zaczęli znosić na noszach chorych, tam gdzie, jak słyszeli, przebywa. I gdziekolwiek wchodził do wsi, do miast czy osad, kładli chorych na otwartych miejscach i prosili Go, żeby choć frędzli u Jego płaszcza mogli się dotknąć. A wszyscy, którzy się Go dotknęli, odzyskiwali zdrowie.

Ten fragment Ewangelii Marka skłania do refleksji nad siłą zbiorowej sugestii, której ulegli nie tylko współcześni Jezusowi prości Galilejczycy, ale również całe pokolenia żyjące po Jezusie. Przecież czytając relację Marka z przebiegu tamtych wydarzeń, zamiast pośmiać się serdecznie na przykład z naiwnej wiary tamtych ludzi w duchy nieczyste, czy ze zbawiciela świata przeklinającego drzewo figowe za to, że wiosną nie ma na nim owoców, traktują te wydarzenia całkiem serio jako cuda zdziałane przez Jezusa dzięki posiadanej przez niego boskiej mocy. Przecież relację Marka zatytułowaną “Uzdrowienie epileptyka” czytało na przestrzeni wieków już wielu lekarzy. Jak do tej pory nikt z nich nie miał odwagi głośno powiedzieć, że to nie było żadne uzdrowienie, lecz u chorego zakończył się jedynie jeden z kolejnych ataków padaczki. Do tej pory również żaden psycholog nie miał odwagi głośno powiedzieć, że półtora miliarda ludzi ma za boga człowieka, który był chory psychicznie. Niejeden z nich zresztą i dzisiaj uważa go za boga.


Przypisy:

1 Patrz - artykuł Romualda Polczyka “Uleczyła cię twoja wiara” (Charaktery - Lipiec 1998, s. 40-41) (patrz też: zał. 58, 59).

2 Patrz: Mk 1,31

3 Patrz: Mk 7,32-35

4 Ernest Renan “Żywot Jezusa” (Wydawnictwo Łódzkie, Łódź 1991), s. 138

5 Edward Stachura “Poezja i proza” T. 5 (Czytelnik, Warszawa 1982) s. 411

6 Stachura określał mianem “Człowiek-nikt” ten szczególny stan psychiczny w okresie wzlotu, który stał się jego udziałem.

7 Uta Ranke-Heinemann, “Nie i Amen”, AW URAEUS Gdynia 1994, s. 94

8 Oczywiście, w którymś momencie musiało nastąpić przesilenie. Jak już wiemy, miało to miejsce podczas tzw. rozmnożenia chleba.

 

Strona główna                         Następny rozdział