Fragment książki „Traktat o tolerancji”

 

 

 

ROZDZIAŁ  DWUNASTY

 

 

Czy nietolerancja była w judaizmie prawem boskim i czy zawsze była stosowana

 

 

 

„Prawem boskim” nazywa się, jak sądzę prawidła, które dał sam Bóg. a on chciał, by Żydzi jedli pieczonego baranka z polną sałatą i we wspólnej biesiadzie spożywali go stojąc, z laską w ręku, na pamiątkę ucieczki z Egiptu. Nakazał, aby konsekracja arcykapłana dokonywała się przez położenie krwi na jego prawym uchu, na jego prawej ręce, na jego prawej stopie. Zwyczaje to niezwykłe dla nas, ale nie dla starożytności. Chciał, aby obarczano kozła Hazazel nieprawościami ludu. Zakazał żywić się1 rybami bez łusek, świńmi, zającami, jeżami, jaskółkami, gryfami, orłami morskimi itd.

Ustanowił święta, obrzędy. To wszystko, co innym narodom wydawało się dowolne, podległe prawu pisanemu, zwyczajowi, stało się, będąc nakazane przez samego Boga, prawem boskim dla Żydów, podobnie jak to wszystko, co Jezus Chrystus, syn Marii, Syn Boży, nam nakazał, jest prawem boskim dla nas.

Strzeżmy się dociekań, dlaczego Bóg nowym zakonem zastąpił zakon dany Mojżeszowi, dlaczego dał więcej przykazań Mojżeszowi niż patriarsze Abrahamowi i więcej Abrahamowi niż Noemu.2 Bodajże raczy on stosować się do czasu i do wzrostu zaludnienia. To jego ojcowskie stopniowanie, wszelako owe otchłanie są zbyt bezdenne dla naszego słabego wzroku. Pozostańmy w granicach naszego przedmiotu. Przypatrzmy się nasamprzód, czym była nietolerancja u Żydów.

Prawdą jest, że w księgach Exodus, Numeri, Leviticus i Deuteronomium istnieją surowe prawidła dotyczące obrzędów i jeszcze surowsze kary. Wielu komentatorom trudno jest pogodzić opowieści Mojżeszowe z ustępami Jeremiasza i Amosa oraz ze słynną przemową świętego Szczepana, przytoczoną w Dziejach Apostolskich. Amos mówi, że Żydzi przez cały czas pobytu na pustyni czcili Molocha, Remfama i Kiuma.3 Jeremiasz powiada wyraźnie, że Bóg nie domagał się żadnej ofiary od ich ojców, kiedy wyszli z Egiptu.4 Święty Szczepan w swej przemowie do Żydów wyraża się następująco: „Oddawali cześć wojsku niebieskiemu. Ani nie składali ofiar, ani nie czynili całopaleń na puszczy przez lat czterdzieści. Nosili namiot boga Molocha i gwiazdę ich boga Remfama.”5

Inni krytycy wnioskują z czci dla tylu bogów obcych, że Mojżesz tolerował tych bogów i na dowód przytaczają następujące słowa z Deuteronomium: „Kiedy będziecie w Ziemi Chananejskiej, nie będziecie czynić, jako my dziś czynimy, gdzie każdy czyni, co mu się zda dobre w oczach jego.”6

Opierają swe mniemanie na tym, że nie ma mowy o żadnym akcie religijnym na puszczy; nie obchodzono Paschy ani Zielonych Świątek, nie ma wzmianki, ażeby odprawiano Święto Kuczek, nie ustanowiono żadnych modłów publicznych. Wreszcie obrzezanie, pieczęć przymierza Bożego z Abrahamem, nie było wcale praktykowane.

Ponadto wyciągają wniosek z dziejów Jozuego. Ten zdobywca mówi do Żydów: „Dany wam jest wybór, obierzcież sobie stronę, która wam się spodoba: czy czcić bogów, którym służyliście w Ziemi Amorejskiej, czy też tych, którycheście poznali w Mezopotamii.” Lud odpowiada: „Nie stanie się tak, będziemy służyli Adonai.”7 Niezaprzeczenie mieli więc za czasów Mojżesza innych jeszcze bogów niż Adonai.

Najzupełniej zbędne jest tutaj obalać sądy krytyków, którzy twierdzą, że Pentateuchu nie napisał Mojżesz. Od dawna wszystko już powiedziano w tym przedmiocie. A jeśliby nawet jakaś cząstka Ksiąg Mojżeszowych powstała w czasach sędziów lub kapłanów, byłyby niemniej natchnione i niemniej boskie.

To, zdaje się, wystarczy, aby za pomocą Pisma świętego dowieść, że mimo niezwykłej kary, którą ściągnęli na siebie kłaniając się Apisowi, Żydzi długo zachowali całkowitą swobodę. Może nawet rzeź, której dopuścił się Mojżesz na dwudziestu trzech tysiącach ludzi za to, że jego brat wzniósł cielca, dała mu pojąć, że nie osiąga się niczego surowością. I był zmuszony przymknąć oczy na żarliwość, z jaką lud czcił obcych bogów.

Bodajże on sam wnet przekracza własny zakon.8 Zakazał wszelkich bałwanów, a tymczasem wystawił węża miedzianego. Takie samo odstępstwo od zakonu spotykamy później w świątyni Salomona. Ten władca kazał wyrzeźbić dwanaście wołów, aby podtrzymywały wielki basen w świątyni. Na ścianach arki są wyrzeźbione cherubiny, mają głowę orła i głowę cielęcia. To zapewne ta kiepsko rzeźbiona głowa cielęcia, którą żołnierze rzymscy znaleźli w świątyni, długo kazała im wierzyć, że Żydzi czcili osła.

Daremnie zabroniono kultu bogów cudzych, Salomon spokojnie oddaje się bałwochwalstwu. Jeroboam, któremu Bóg dał dziesięć części królestwa, każe wystawić dwa cielce złote i panuje dwadzieścia dwa lata, łącząc w swojej osobie dostojeństwa monarchy i arcykapłana. Małe królestwo Judy wznosi za Roboama ołtarze i posągi cudzoziemskie. Święty król Aza wcale nie burzy wyżyn.9 Arcykapłan Uriasz stawia w świątyni ołtarz króla syryjskiego na miejscu ołtarza całopaleń.10 Jednym słowem, nie dostrzegamy żadnego skrępowania religii. Wiem, że królowie żydowscy po większej części tępili się, mordowali między sobą, ale przyczyną był zawsze interes a nie wiara.

Prawdą jest, że wśród proroków byli tacy, którzy wciągali niebo do swej zemsty: Eliasz kazał zstąpić ogniowi niebieskiemu, aby strawił kapłanów Baala; Elizeusz wezwał niedźwiedzie, aby pożarły czterdzieścioro dwoje dzieci, które nazwały go łysym.11 Ale są to cuda rzadkie i fakty dość trudne do naśladowania.

Pada jeszcze zarzut, że lud żydowski był nader ciemny i barbarzyński. Powiedziane jest, że w wojnie, którą toczył z Madianitami12, Mojżesz kazał zabić wszystkie dziatki płci męskiej i wszystkie matki i podzielić łupy.13 Zwycięzcy znaleźli w obozie sześćset siedemdziesiąt pięć tysięcy owiec, siedemdziesiąt dwa tysiące wołów, sześćset jeden tysięcy osłów i trzydzieści dwa tysiące dziewcząt. Podzielili się tym i zabili wszystko inne. Wielu komentatorów sądzi nawet, że trzydzieści dwie dziewczyny zabili na ofiarę Panu: „Cesserunt in partem Domini triginta duae animae.”

Rzeczywiście, Żydzi poświęcali ludzi na ofiarę Bogu, czego świadectwem jest ofiarowanie córki przez Jeftego14, czego świadectwem jest również król Agag rozdarty na sztuki przez kapłana Samuela.15 Aby ich podnieść na duchu, Ezechiel przyrzeka nawet, że będą jedli mięso ludzkie: „Będziecie jedli - mówi - konia i jeźdźca, będziecie pili krew książąt.” Wielu komentatorów odnosi dwa wersety tego proroctwa do samych Żydów, a inni do zwierząt mięsożernych. W całej historii tego ludu nie znajdujemy ani jednego rysu szlachetności, wielkoduszności, dobroczynności, ale pośród chmur tak długiego i tak ohydnego barbarzyństwa wyrywają się promienie powszechnej tolerancji.

Natchniony przez Boga Jefte, który złożył w ofierze swą córkę, rzekł do Ammonitów: „Czyż to, co wam dał bóg wasz Kamos, nie należy do was sprawiedliwie? Dozwólcie więc, abyśmy zajęli ziemię, którą nasz Bóg nam przyobiecał.”16 To oświadczenie jest stanowcze, może zaprowadzić bardzo daleko, ale co najmniej jest oczywistym dowodem, że Bóg tolerował Kamosa. Albowiem Pismo święte nie mówi: „Mniemacie, że przysługuje wam prawo do ziem, o których mówicie, że zostały wam dane przez boga Kamosa.” Mówi ono stanowczo: „Macie prawo” - „Tibi iuredebentur”, co oddaje prawdziwy sens tych słów hebrajskich: „Oto tirasz.”

Historia Michasa i lewity, opowiedziana w 17 i 18 rozdziale Księgi Sędziów, jest również niezbitym dowodem tolerancji i jak największej wolności przyjętej podówczas u Żydów. Matka Michasa, bardzo bogata kobieta z Efraim, zgubiła tysiąc sto srebrników. Syn zwrócił je matce. Ofiarowała te pieniądze Panu. Kazała z nich odlać bałwany i zbudowała małą kapliczkę. Obsługiwał tę kapliczkę lewita otrzymując rocznie dziesięć srebrników, tunikę, płaszcz i pożywienie. A Michas zawołał: „Teraz wiem, że będzie mi Pan błogosławił, gdyż mam lewitę za kapłana.”17

W owym czasie sześciuset mężów z plemienia Dan, którzy usiłowali zawładnąć jakąś wioską w kraju i usadowić się tam, nie mając u siebie kapłana z pokolenia Lewi, który był im potrzebny, by Bóg sprzyjał ich przedsięwzięciu, poszło do Michasa i pochwyciło jego efod, jego bałwany i jego lewitę pomimo przedłożeń tego kapłana, pomimo krzyków Michasa i jego matki. Wtedy bezpiecznie natarli na wieś zwaną Lais i według swego zwyczaju wszystko tam puścili z dymem i utopili we krwi. Na pamiątkę swego zwycięstwa nadali wsi Lais imię Dan. Postawili bałwany Michasa na ołtarzu. A co znamienniejsze, Jonatan, wnuk Mojżesza, został arcykapłanem tej świątyni, w której oddawano cześć Bogu Izraela i bałwanom Michasa.

Po śmierci Gedeona Żydzi przez prawie dwadzieścia lat czcili Baalberyta i zaprzestali kultu Adonai, przy czym żaden wódz, żaden sędzia, żaden kapłan nie wołał o pomstę. Przyznaję, że zbrodnia ich była wielka, ale jeśli nawet takie bałwochwalstwo było tolerowane, to jakaż tolerancja musiała istnieć wobec różnic w prawdziwym obrządku!

Niektórzy podają za dowód nietolerancji, że sam Pan, dozwoliwszy, aby Filistyni zawładnęli w boju jego arką, ukarał Filistynów tylko w ten sposób, że dotknął ich tajemną chorobą podobną do hemoroidów, obalił posąg Dagona i zesłał mnóstwo szczurów na ich wsie, ale gdy Filistyni dla ułagodzenia jego gniewu odesłali arkę zaprzężoną w dwie krowy karmiące swe cielęta oraz ofiarowali Bogu pięć złotych szczurów i pięć złotych odbytnic, Pan poraził śmiercią siedemdziesięciu starców izraelskich i pięćdziesiąt tysięcy mężów swego ludu za to, że spojrzeli na arkę. Odpowiedź na to brzmi, że kara Pana nie spada za żadne wierzenie, za żadną różnicę kultu ani też za bałwochwalstwo.

Jeżeliby Pan chciał ukarać bałwochwalstwo, wygubiłby wszystkich Filistynów, którzy śmieli porwać jego arkę i oddawali cześć Dagonowi. Ale on wytracił pięćdziesiąt tysięcy siedemdziesięciu mężów ze swego ludu jedynie dlatego, że spojrzeli na jego arkę, na którą nie powinni spoglądać. Tak bardzo prawa, obyczaje owego czasu, porządki żydowskie różnią się od wszystkiego, co jest nam znane, tak bardzo niezbadane drogi Boże przewyższają nasze drogi. „Surowość okazana wobec tej wielkiej masy ludzi - mówi roztropny ojciec Calmet - wyda się nadmierna jedynie tym, którzy nie pojęli, do jakiego stopnia chciał Bóg przebywać w bojaźni i czci między swoim ludem, i którzy o widokach i zamysłach boskich sądzą tylko według słabego światła swego rozumu.”

Bóg nie ukarał więc religii cudzej, ale zbezczeszczenie swojej, ciekawość niebaczną, nieposłuszeństwo, być może nawet ducha buntu. Dobrze wiemy, że takie kary przystoją tylko Bogu w teokracji żydowskiej. Wciąż za mało powtarzamy, że te czasy i obyczaje nie mają żadnego związku z naszymi.

Wreszcie, skoro w którymś ze stuleci późniejszych Naaman bałwochwalca zapytał Elizeusza, czy wolno mu wejść za królem swym do kościoła Remmon i kłaniać się tam razem z nim, to czyż ten sam Elizeusz, który dawał dzieci na pożarcie niedźwiedziom, nie odpowiedział mu: „Idź w pokoju”?18

Co więcej, Pan kazał Jeremiaszowi włożyć na szyję chomąta i jarzma19 i posłać je królikom, czyli melakhim, Moabu, Ammonu, Edomu, Tyru, Sydonu, i Jeremiasz kazał im powiedzieć od Pana: „Dałem wszystkie wasze ziemie Nabuchodonozorowi, królowi babilońskiemu, memu słudze.”20 Tak więc Bóg uznał króla bałwochwalcę za swego sługę i wybrańca.

Ten sam Jeremiasz, którego melekh, czyli królik żydowski, Sedecjasz kazał wtrącić do studni, a potem uwolnić, uzyskawszy od Sedecjusza przebaczenie radzi mu, powtarzając słowa Boga, udać się do króla babilońskiego: „Jeżeli wynijdziesz do książąt króla babilońskiego – powiada - żyć będzie dusza twoja.”21 W końcu więc Bóg bierze stronę króla bałwochwalcy; oddaje mu arkę, której sam widok kosztował życie pięćdziesiąt tysięcy i siedemdziesięciu Żydów, oddaje mu święte świętych i szczątki świątyni, której zbudowanie kosztowało sto osiem tysięcy talentów złota, milion siedemnaście tysięcy talentów srebra i dziesięć tysięcy drachm złota, pozostawionych przez Dawida i jego majordomów na wzniesienie domu Pana, co, nie licząc denarów wydanych przez Salomona, dosięga sumy około dziewiętnastu miliardów sześćdziesięciu dwu milionów według kursu obecnego. Nigdy szczodrzej nie wynagrodzono bałwochwalstwa. Wiem, że ten rachunek jest przesadzony, że prawdopodobnie mamy tu do czynienia z pomyłką kopisty, ale zredukujcie tę sumę do połowy, do jednej czwartej, do jednej ósmej nawet, a wciąż jeszcze będzie was zdumiewała. Niemniej jesteśmy zdumieni bogactwami świątyni efeskiej, o których opowiada Herodot. A więc skarby nie są niczym w oczach Boga, dane zaś Nabuchodonozorowi imię służebnika boskiego jest skarbem prawdziwie nieoszacowanym.

Niemniej sprzyja Bóg Kirowi - albo Koresowi czy też Korroesowi - którego nazywamy Cyrusem. Mieni go swym Chrystusem, swym pomazańcem22, chociaż nie był namaszczony według powszechnego znaczenia tego słowa i żył podług religii Zoroastra. Mieni go swym pasterzem, chociaż był w oczach ludzkich uzurpatorem. W całym Piśmie świętym nie ma oznaki większego umiłowania.

Przeczytajcie u Malachiasza, że „od wschodu słońca do zachodu słońca imię Boga jest wielkie między narodami i że na wszelkim miejscu składane mu są ofiary czyste”. Bóg troszczy się o bałwochwalczych niniwian jak o Żydów. Grozi im i przebacza im. Melchizedech, nie będąc Żydem, był ofiarnikiem Bożym. Balaam bałwochwalca był prorokiem. A więc Pismo święte naucza nas, że Bóg nie tylko tolerował inne narody, ale i troszczył się o nie po ojcowsku. A my śmiemy być nietolerancyjni!

 


 

Przypisy:

1    Deuteronomium, 14. (powrót)

2    Powziąwszy zamiar opatrzenia tego dzieła przypisami pożytecznymi, zwrócimy tutaj uwagę, że powiedziane jest, iż Bóg zawarł przymierze z Noem i wszystkimi zwierzętami; wszelako pozwala Noemu jeść wszystko, co żyje i co się porusza, wyklucza tylko krew, której nie pozwala używać za pokarm. Bóg dodaje (Genesis, 9, 5), że wywrze zemstę na każdym zwierzęciu, które przeleje krew człowieka”.

Z tych ustępów i z wielu jeszcze innych można wnosić to, co mniemano od niepamiętnych czasów aż po dni nasze i co mniemają wszyscy ludzie roztropni: że zwierzęta są obdarzone pewną świadomością. Bóg nie uczynił paktu z drzewami i kamieniami, które nie mają zdolności czucia, ale uczynił go ze zwierzętami, które raczył obdarzyć częstokroć wyborniejszą niż nasza zdolnością czucia i paroma myślami nieodzownie łączącymi się z tą zdolnością. Dlatego nie chciał, aby w barbarzyński sposób używano ich krwi jako pokarmu, ponieważ w istocie krew jest źródłem życia, a zatem i czucia. Pozbawcie zwierzę wszystkiej jego krwi, a wszystkie jego organy przestaną działać. Toteż bardzo słusznie Pismo święte bodajże w stu miejscach powiada, że dusza, czyli to, co nazywano „duszą czującą” mieści się we krwi. To tak naturalne wyobrażenie istniało u wszystkich ludów.

Na tym wyobrażeniu opiera się litość, którą winniśmy zwierzętom. Z siedmiu przyjętych przez Żydów przykazań noachijskich jedno zabrania spożywać cząstki zwierzęcia żyjącego. Przykazanie to dowodzi, że ludzie dopuszczali się okrucieństwa kalecząc zwierzęta, aby spożywać ich odcięte członki, i że pozostawiali je przy życiu, aby żywić się poszczególnymi częściami ich ciała. Ten zwyczaj przetrwał, w istocie, u niektórych ludów barbarzyńskich, jak to widać z ofiar składanych na wyspie Chios Bakchusowi Omadiosowi, pożeraczowi surowego mięsa. Bóg pozwalając, aby zwierzęta służyły nam za jadło, nakazuje więc pewną ludzkość w stosunku do nich. Trzeba przyznać, że jest niejakie barbarzyństwo w zadawaniu im cierpień i tylko nawyk może zmniejszyć w nas naturalną odrazę przed zabiciem zwierzęcia, któreśmy żywili własnymi rękoma. Były zawsze ludy, które żywiły w tej mierze skrupuły. Skrupuły te przetrwały jeszcze na Półwyspie Indyjskim. Cała sekta pitagorejczyków, w Italii i w Grecji, wytrwale powstrzymywała się od jedzenia mięsa. W swej księdze O wstrzemięźliwości Porfiriusz zarzuca swemu uczniowi, że opuścił sektę tylko dlatego, aby zaspokoić swój barbarzyński apetyt.

Sądzę, że tylko ktoś, kto wyrzeka się światła rozumu przyrodzonego, może zuchwale posuwać się aż do twierdzenia, że zwierzęta są jedynie mechanizmami. Powstaje oczywista sprzeczność, gdy przyjmujemy, że Bóg obdarzył zwierzęta wszelkimi organami czucia, i gdy utrzymujemy, że nie obdarzył ich czuciem.

Wydaje się również, że jedynie ten, kto nigdy nie patrzał na zwierzęta, nie rozpoznaje u nich różnych głosów wyrażających potrzebę, cierpienie, radość, obawę, miłość, gniew i wszelkie inne doznania. Byłoby rzeczą nader dziwną, gdyby tak dobrze wyrażały coś, czego by nie odczuwały.

Ta uwaga może nasunąć umysłom wyrobionym wiele refleksji na temat mocy i dobrotliwości Stworzyciela, raczącego udzielać życia, uczuć, wyobrażeń i pamięci istotom, które jego wszechpotężna dłoń obdarzyła organami. Nie wiemy, jak się te organy ukształtowały, ani jak się rozwijają, ani skąd się bierze życie, ani też mocą jakich praw uczucia, wyobrażenia, pamięć i wola są związane z tym życiem. W tej to głębokiej i wieczystej niewiedzy, nieodłącznej od naszej natury, ustawicznie rozprawiamy, prześladujemy jedni drugich jak byki, które w walce bodą się rogami nie wiedząc, dlaczego i skąd mają rogi. (powrót)

3    Amos, 5, 26. (powrót)

4    Jeremiasz, 7, 22. (powrót)

5    Dzieje Apostolskie, 7, 42-43. (powrót)

6    Deuteronomium, 12, 8.

Wielu pisarzy wyciągnęło z tego miejsca nierozważny wniosek, że rozdział dotyczący cielca złotego (który nie jest niczym innym niż bogiem Apisem) został dodany do Ksiąg Mojżeszowych, podobnie jak szereg innych rozdziałów.

Aben Ezra był pierwszym, który uważał za rzecz udowodnioną, że Pentateuch został napisany w czasach królów. Wollaston, Collins, Tindal, Shaftesbury, Bolingbroke i wielu innych powoływało się na to, że sztuka rycia swych myśli na gładzonym kamieniu, na cegle, na ołowiu lub na drzewie była podówczas jedynym sposobem pisania. Autorzy ci mówią, że Chaldejczycy i Egipcjanie za czasów Mojżesza nie pisali inaczej, że można było podówczas rytować tylko skrótami, hieroglifami, podając istotę rzeczy, które się chciało przekazać potomności, a nie dzieje szczegółowe, że nie można było rytować grubych ksiąg na puszczy, gdzie tak często zmieniano siedlisko, gdzie nie było nawet rzemieślnika, który by dostarczał szat, kroił je czy chociażby naprawiał sandały, i gdzie Bóg był zmuszony przez czterdzieści lat czynić cuda (Deuteronomium, 8, 4), aby zachować odzież i obuwie swego ludu. Ci sami autorzy powiadają dalej, że nie jest rzeczą prawdopodobną, aby znalazło się tylu rytowników liter, skoro brakowało sztuk najkonieczniejszych i nie można było nawet robić chleba. A jeśli im kto mówi, że słupy przybytku były ze spiżu, kapitele zaś z rytego srebra, to odpowiadają, że Żydzi, być może, otrzymali taki rozkaz na pustyni, ale wykonali go dopiero w czasach szczęśliwych.

Nie mogą pojąć, że ten lud żądał cielca z litego złota (Exodus, 32, 1), aby mu się kłaniać u stóp tej samej góry, skąd Bóg mówił do Mojżesza pośród gromów i błyskawic, które ten lud widział (Exodus, 19, 18-19), i przy dźwiękach trąby niebieskiej, którą słyszał. Zdumiewają się, że w wigilię tego samego dnia, w którym Mojżesz zstąpił z góry, cały ten lud zwrócił się do brata Mojżeszowego, aby mu dał owego cielca z litego złota. Jakim sposobem Aaron odlał go w ciągu jednego dnia (Exodus, 32, 4-6)? W jaki następnie sposób Mojżesz starł go na proch (Exodus, 32, 20)? Mówią, że jest rzeczą niemożliwą, aby jakikolwiek artysta zrobił posąg w czasie krótszym niż trzy miesiące, i że sztuka najuczeńszej chemii jest niedostateczna, aby aby obrócić go w proch, który by można połykać. Tak tedy sprzeniewierstwo Aaronowe i czyn Mojżeszowy - to byłyby dwa cuda.

Ludzkość, dobroć serca, która zwodzi tych autorów, nie pozwala im wierzyć, że Mojżesz kazał zabić dwadzieścia trzy tysiące ludzi (Exodus, 32, 28), aby zgładzić ten grzech. Nie wyobrażają sobie, aby dwadzieścia trzy tysiące ludzi pozwoliło się tak wymordować lewitom, chyba że to był trzeci cud. Wreszcie uważają za dziwne, aby Aaron, najbardziej winny ze wszystkich, otrzymał nagrodę za występek, za który inni ponieśli tak straszliwą karę (Exodus, 33, 19 i Leviticus, 8, 2), i został arcykapłanem, podczas gdy trupy dwudziestu trzech tysięcy jego zbroczonych krwią braci piętrzyły się u stóp ołtarza, gdzie miał składać ofiary.

Mają te same skrupuły co do dwudziestu czterech tysięcy Izraelitów wymordowanych na rozkaz Mojżesza (Numeri, 25, 9) dla zmazania winy jednego człowieka, którego zdybano z dziewczyną madianicką. Jeśli tylu królów żydowskich poślubiło cudzoziemki (przede wszystkim Salomon), to czyż można dopuścić - twierdzą ci krytycy - iżby związek z Madianitką był tak wielkim występkiem. Ruth była Moabitką, chociaż jej rodzina pochodziła z Betlejemu; Pismo święte stale nazywa ją Ruth Moabitką, a przecież za radą swej matki weszła w łoże Booza, otrzymała za to sześć miar jęczmienia, a potem poślubiła Booza i została babką Dawida. Rahab była nie tylko cudzoziemką, ale kobietą publiczną; Wulgata nie nadaje jej innej nazwy niż meretrix (Jozue, 6, 17). Poślubiła Salmona, władcę Judy. To znowu ten Salmon, od którego pochodzi Dawid. Uważa się nawet Rahab za figurę Kościoła chrześcijańskiego. To pogląd wielu ojców, a nawet Orygenesa w jego siódmej homilii o Jozuem.

Betsaba, żona Uriasza, z której Dawid miał Salomona, pochodziła z Hetejczyków. A gdy poszukacie w czasach jeszcze bardziej oddalonych, to patriarcha Juda poślubił kobietę chananejską, a synowie jego mieli za żonę kobietę imieniem Tamar, z rodu Arama; ta niewiasta, z którą Juda, sam o tym nie wiedząc, dopuścił się kazirodztwa, nie była rasy izraelskiej.

Podobnie nasz Pan Jezus Chrystus raczył wcielić się w rodzinie żydowskiej z plemienia liczącego pięć kobiet krwi obcej, aby zaświadczyć, że obce narody będą uczestniczyć w jego dziedzictwie.

Rabin Aben Ezra był - jak powiedziano - pierwszym, który ważył się twierdzić, że Pentateuch powstał w długi czas po Mojżeszu. Opiera się na wielu ustępach. „Chananejczyk był podówczas w tym kraju. Góra Moria (Drugi Paralipomenon [2 Krn] 3,1) - nazywana Górą Boga. Łoże Oga, króla Bazanu, widzi się jeszcze w Rabath. I nazwał cały ten kraj Bazan wsiami Jaira aż po dzień dzisiejszy. Nie widziano nigdy proroka w Izraelu jako Mojżesz. To są królowie, którzy panowali w Edom, zanim jakikolwiek król panował nad Izraelem.” Uważa, że miejsca, gdzie mówi się o faktach, które nastąpiły po Mojżeszu, nie mogą pochodzić od Mojżesza. Odpowiedź na te zarzuty brzmi, że odnośne ustępy są uwagami dorzuconymi przez kopistów w długi czas potem.

Newton, którego imię zresztą wymawiać należy jedynie z szacunkiem, ale który mógł się mylić, skoro był człowiekiem, we wstępie poprzedzającym jego komentarze do Daniela i do świętego Jana przypisuje Księgi Mojżeszowe, Jozuego i Sędziów świętym autorom znacznie późniejszym. Opiera się na rozdziale 36 Genezy, na czterech rozdziałach Sędziów (17, 18, 19, 21), na Samuelu, rozdział 8, na Paralipomenonie, rozdział 2, na księdze Ruth, rozdział 4. Istotnie, jeżeli w rozdziale 36 Genezy jest mowa o królach, jeżeli wzmianka o nich jest uczyniona w Księgach Sędziów, jeżeli w Księdze Ruth jest mowa o Dawidzie, zdaje się, że wszystkie te księgi zostały spisane w czasach królów. Tego zdania są również niektórzy teologowie ze słynnym Leclerkiem na czele. Ale ten pogląd ma za sobą tylko małą liczbę zwolenników, których ciekawość zgłębia takie otchłanie. Ta ciekawość nie należy do rzędu naszych powinności. Kiedy uczeni i ignoranci, władcy i pasterze staną po tym krótkim życiu przed panem wieczności, wtedy każdy z nas będzie chciał okazać, że był sprawiedliwy, litościwy, szlachetny. Nikt nie będzie się chwalił, że wiedział dokładnie, w którym roku został napisany Pentateuch, i że oddzielił tekst od not, które były w użytku u skrybów. Bóg nie będzie nas pytał, czyśmy wzięli stronę masoretów przeciwko Talmudowi, czyśmy nigdy nie wzięli kaph za beth, yod za waw, daleth za resz. Z pewnością będzie nas sądził według naszych uczynków, a nie według znajomości języka hebrajskiego. W tej mierze trzymamy się niezachwianie postanowień Kościoła, zgodnie z rozumną powinnością wiernych.

Zakończmy tę notę doniosłym ustępem z Lewityka, księgi napisanej w okresie kłaniania się złotemu cielcowi. Nakazuje ona Żydom, aby nie oddawali już więcej czci kosmaczom, „kozłom, z którymi nawet dopuścili się niecnej ohydy”. Nie wiadomo, czy ten osobliwy kult przybył z Egiptu, ojczyzny zabobonu i czarów, ale jest prawdopodobne, że zwyczaj odprawiania sabatu przez naszych domniemanych czarowników, oddawania czci kozłowi i uprawiania z nim niepojętych bezeceństw, o których nie można myśleć bez wstrętu, pochodzi od starożytnych Żydów. Oni to, rzeczywiście, wprowadzili nauki czarnoksięskie do pewnej części Europy. Co za lud! Tak szczególne bezeceństwo zdawało się zasługiwać na karę równą tej, którą ściągnął na niego cielec złoty, a tymczasem prawodawca poprzestaje na wydaniu prostego zakazu. Przytaczamy tutaj ten fakt jedynie dla poznania narodu żydowskiego. Musiała wśród niego rozpowszechnić się ta bezecność sodomska, skoro jemu jedynemu ze znanych narodów prawa musiały zakazywać występku, którego istnienia nie podejrzewał żaden prawodawca z jakiegokolwiek innego kraju.

Można przypuszczać, że wśród utrudzeń i niedostatków, których Żydzi doznawali w puszczy Pharanu, Orebu i Kadesu, zmarniał słabszy od męskiego rodzaj żeński. Musiało Żydom naprawdę brakować dziewcząt, skoro im wciąż nakazywano ażeby - kiedy zawładną miasteczkiem lub wsią, bądź na lewo, bądź też na prawo od Morza Martwego - zabijali wszystko, wyjąwszy dziewczęta zdatne do zamęścia.

Arabowie, którzy zamieszkują jeszcze część tych pustyń, zastrzegają sobie zawsze w umowach zawieranych z karawanami, aby im dano dziewczęta dojrzałe do zamążpójścia. Prawdopodobnie młodzi ludzie w tym okropnym kraju posunęli zepsucie natury ludzkiej tak daleko, że parzyli się z kozami, jak to opowiadają o niektórych pasterzach z Kalabrii.

Chodzi teraz o to, czy z tego parzenia powstały poczwary i czy istnieje jakiekolwiek oparcie dla starożytnych bajek o satyrach, faunach, centaurach i minotaurach. Historia o tym mówi, zoologia jednak nie dała nam jeszcze wyjaśnień w tym potwornym przedmiocie. (powrót)

7    Księga Jozuego, 24, 15 i nast. (powrót)

8    Numeri, 21, 9. (powrót)

9    Drugie Księgi Królewskie [1 Krl], 15, 14 i 22, 44 (powrót)

10  Czwarte Księgi Królewskie [2 Krl], 16. (powrót)

11  Czwarte Księgi Królewskie [2 Krl], 2, 24. (powrót)

12  Madian nie wchodził w skład Ziemi Obiecanej. To mały okręg Idumei w Arabii Skalistej. Ciągnie się ku północy od potoku Arnon i kończy na potoku Zared, wśród skał, na wybrzeżu wschodnim Morza Martwego. Ten kraj zamieszkuje dziś mała horda Arabów. Może on mieć około ośmiu mil wzdłuż i trochę mniej wszerz. (powrót)

13  Numeri, 21. (powrót)

14  Tekst dowodzi niezbicie, że Jefte złożył swą córkę w ofierze. „Bóg nie pochwala takich ślubów - mówi w swej Rozprawie o ślubie Jeftego ojciec Calmet - ale skoro zostały uczynione, chce, aby je wypełniono, czy to aby ukarać tych, którzy je uczynili, czy też aby powściągnąć lekkomyślność, z jaką by je czyniono, gdyby się nie obawiano konieczności ich spełnienia.” Święty Augustyn i prawie wszyscy ojcowie Kościoła potępiają czyn Jeftego. Co prawda, Pismo święte mówi (Księgi Sędziów, 11, 29), iż był on napełniony Duchem Bożym, a święty Paweł w swym liście do Żydów (11, 32) [Chodzi tu o List do Hebrajczyków, co do którego raczej nie ma już wątpliwości, że nie został napisany przez Pawła - LN] głosi chwałę Jeftego. Stawia go na równi z Samuelem i Dawidem.

Święty Hieronim w swym liście do Juliana powiada: „Jefte ofiarował swą córkę Panu i dlatego apostoł kładzie go w liczbie świętych.” Takie z jednej i drugiej strony padają sądy, o których nie wolno nam wyrokować. Strach mieć o tym własne zdanie. (powrót)

15  Można uważać śmierć króla Agaga za prawdziwą ofiarę. Saul pojmał tego króla Amelekitów jako jeńca wojennego i przyjął go na warunkach kapitulacji, ale kapłan Samuel nakazał mu nie oszczędzać niczego. Rzekł doń tymi słowy: „Wytrać wszystko od męża aż do niewiasty, od małego aż do ssącego.” (Pierwsze Księgi Samuelowe, 15, 3.)

„I rozsiekał w sztuki Samuel Agaga przed obliczem Pańskim w Galgal.”

„Żarliwość ożywiająca tego proroka - mówi ojciec Calmet - włożyła mu przy tej sposobności miecz do ręki, aby mścić się dla chwały Pana i zawstydzić Saula.”

Jest w tej strasznej historii ślubowanie, kapłan i ofiara: było więc ofiarowanie.

Wyjąwszy Chińczyków, wszystkie ludy, których historię znamy, ofiarowywały ludzi bóstwu. Plutarch opowiada (Quest. Rom. LXXXII), że nawet Rzymianie składali ludzkie ofiary za czasów republiki.

W Pamiętnikach Cezara (De bello Gall., I, 24) czytamy, że Germanowie mieli już złożyć w ofierze zakładników, których im dał, ale Cezar zdążył uwolnić ich swym zwycięstwem.

Zaznaczyłem gdzie indziej, że to pogwałcenie prawa ludzkiego wobec zakładników Cezara i owe ofiary ludzkie, mordowane - dla ostatecznej ohydy - rękami kobiet, zadają po trochu kłam panegirykowi, który w swej rozprawie De moribus Germanorum Tacyt wygłasza na cześć Germanów. Zdaje się, że w tej rozprawie Tacyt myśli raczej o satyrze na Rzymian niż o pochwale Germanów, których nie znał.

Powiedzmy tu mimochodem, że Tacyt wolał satyrę niż prawdę. Pragnie on, aby wszystko stało się nienawistnym, nawet postępki obojętne, a jego złośliwość podoba się nam prawie w tej samej mierze co jego styl, ponieważ lubimy obmowę i dowcip.

Powróćmy do ofiar ludzkich. Nasi przodkowie składali je tak samo jak Germanowie. To ostatni stopień głupoty naszej natury, którą pozostawiono samą sobie, to jeden z owoców słabości naszego rozsądku. Mówiliśmy: trzeba ofiarować Bogu to, co mamy najcenniejszego i najpiękniejszego. Nie mieliśmy nic cenniejszego aniżeli nasze dzieci, trzeba więc było wybrać najpiękniejsze i najmłodsze na ofiarę dla bóstwa.

Filon mówi, że w ziemi Chanaan zabijano nieraz dzieci, nim jeszcze Bóg rozkazał Abrahamowi ofiarować Izaaka, jego jedynego syna, aby wystawić na próbę jego wiarę.

Sanchoniaton cytowany przez Euzebiusza, opowiada, że w razie bardzo groźnego niebezpieczeństwa Fenicjanie ofiarowywali najdroższe ze swych dzieci i że Ilus zabił swego syna Jehudę prawie w tym samym czasie, kiedy Bóg poddał próbie wiarę Abrahama. Trudno przeniknąć mroki tej starożytności, ale jest rzeczą nader prawdziwą, że te straszne ofiary były stosowane prawie wszędzie. Ludy wyzbyły się ich dopiero w miarę postępów cywilizacji; cywilizacja wiedzie za sobą człowieczeństwo. (powrót)

16  Księgi Sędziów, 11, 24. (powrót)

17  Księgi Sędziów, 17, ostatni werset. (powrót)

18  Czwarte Księgi Królewskie [2 Krl], 5, 18 i 19. (powrót)

19  Ludzi, którzy mało są obeznani z obyczajami starożytności i sądzą tylko według tego, co widzą wokół siebie, mogą wprawić w zdumienie te dziwactwa, ale trzeba sobie wystawić, że podówczas w Egipcie i w dużej części Azji rzeczy wyrażano przeważnie figurami, hieroglifami, znakami, godłami.

Prorocy, którzy u Egipcjan i u Żydów nazywali się „widzącymi”, nie tylko wypowiadali się przez podobieństwa, ale i znakami obrazowali wydarzenia, których byli zwiastunami. Podobnie Izajasz, pierwszy z czterech wielkich proroków żydowskich, wziął (rozdział 18) zwój i napisał na nim „Szas bas” - „Pośpiesz się do łupu”, po czym przystąpił do prorokini, a ta poczęła i wydała na świat syna, którego nazwał Maher-Szalas Chasz-bas. To podobieństwo krzywd, jakie wyrządzą Żydom ludy Egiptu i Asyrii. (Izajasz, rozdział 8.)

Ten prorok mówi (7, 15-16, 18, 20): „Zanim dziecię na tyle podrośnie, by móc jeść masło i miód i odrzucać zło, a obierać dobro, ziemia, którą ty się brzydzisz, opuszczona będzie od dwu królów swoich. Pan zaświśnie na muchy egipskie i pszczoły asyryjskie. Pan pochwyci najętą brzytwę i do cna ogoli nią brodę i włosy na nogach króla asyryjskiego.” Tę przepowiednię o pszczołach, brodzie i włosie ogolonym z nóg mogą zrozumieć tylko ci, którzy wiedzą, że było w zwyczaju wabić roje pszczół dźwiękami fletni lub innego instrumentu wiejskiego; że największą zniewagą, jaką można było wyrządzić mężczyźnie, było obcięcie mu brody; że „włosem z nóg” nazywano włos z łona, że golono ten włos tylko w wypadkach chorób nieczystych, jak na przykład trądu. Te wszystkie figury, tak obce naszemu stylowi, nie oznaczają niczego innego ponad to, że po kilku latach Pan wybawi swój lud z uciemiężenia.

Tenże Izajasz (rozdział 20) chodzi zupełnie nago na znak, że król asyryjski przywiedzie z Egiptu i Etiopii tłum jeńców, którzy nie będą mieli czym okryć swej nagości.

Ezechiel (rozdział 4 i następne) zjada pergaminowy zwój, który mu podano, a następnie kładzie na chleb łajno i leży na lewym boku trzysta dziewięćdziesiąt dni, na prawym zaś boku czterdzieści dni, aby dać do zrozumienia, że Żydom zabraknie chleba, i oznaczyć lata, w ciągu których miała trwać niewola. Zakuwa się w kajdany na wyobrażenie kajdan ludu, obcina sobie włosy i brodę i dzieli je na trzy części: pierwsza oznacza tych, którzy mają zginąć w mieście, druga tych, którzy poniosą śmierć wokoło murów, trzecia tych, którzy zostaną uprowadzeni do Babilonu.

Prorok Ozeasz (rozdział 3) łączy się z cudzołożnicą, którą kupuje sobie za piętnaście srebrników i półtora korca jęczmienia. „Oczekuj na mnie - rzekł do niej - przez wiele dni, a w tymże czasie żaden mąż nie zbliży się do ciebie: to oznacza, że synowie izraelscy długo będą bez króla, bez książąt, bez ofiary, bez ołtarza i bez efodu.” Jednym słowem, nabi, wieszczkowie, prorocy prawie nigdy nie wróżyli inaczej niż poprzez wyobrażenie znaku rzeczy przepowiadanej.

Jeremiasz więc idzie tylko za zwyczajem krępując się postronkami oraz kładąc chomąta i jarzma na szyję, aby wyobrazić niewolę ludzi, którym posyła te godła. Miejmy to stale na uwadze, że tamte czasy należą do świata starożytnego, który we wszystkim różni się od nowożytnego. Życie społeczne, prawa, sposób prowadzenia wojny, obrządki religijne - wszystko jest najzupełniej odmienne. Wystarczy choćby otworzyć Homera i pierwszą księgę Herodota, aby się przekonać, że nie zachodzi żadne podobieństwo między nami a ludami wczesnej starożytności i że nie powinniśmy polegać na naszym sposobie myślenia, gdy usiłujemy porównać ich obyczaje z naszymi.

Nawet przyroda nie jest taka sama jak dzisiaj. Czarodzieje mieli nad nią władzę, której już nie mają: zaklinali węże, wywoływali umarłych itd. Bóg zsyłał sny, a ludzie je wyjaśniali. Dar wieszczenia był powszechny. Oglądano takie metamorfozy, jak przemiana Nabuchodonozora w wołu, żony Lota w słup soli, a pięciu miast w jezioro smoły. Istniały gatunki ludzkie, których już nie ma. Zniknęła rasa olbrzymów Refaim, Enim, Nefilim, Enacim. Święty Augustyn powiada w księdze V Państwa Bożego, że widział ząb olbrzyma z dawnych czasów wielki jak sto naszych zębów trzonowych. Ezechiel (27, 11) mówi o wysokich na łokieć karłach Gamadin, którzy walczyli przy oblężeniu Tyru. Prawie we wszystkich tych rzeczach święci autorzy zgadzają się ze świeckimi. Choroby i lekarstwa były inne niż dziś: opętanych leczono korzeniem zwanym barad, osadzonym w pierścień, który im podtykano pod nos.

Jednym słowem, cały świat starożytny był tak różny od naszego, że nie można zeń zapożyczyć żadnej reguły postępowania, i gdyby nawet w tak odległej starożytności ludzie prześladowali się i gnębili wzajemnie z powodu swych obrządków religijnych, to nie należałoby naśladować tego okrucieństwa pod władaniem łaski. (powrót)

20  Jeremiasz, 27, 6. (powrót)

21  Jeremiasz, 38, 17. (powrót)

22  Izajasz, 46 i 45. (powrót)

 

 

 

Fragment książki „Traktat o tolerancji”