Rozbicie własnej struktury
odbija się na obrazie otaczającego świata. Wraz z chorym zmienia się jego
świat. Zmiana jest stopniowa lub gwałtowna, zależnie do charakteru procesu chorobowego,
ale w każdym wypadku jest to zmiana ostateczna. Po niej już nic nie może
nastąpić. Jest to kres wszystkiego, koniec świata. Obraz świata może być mniej
lub więcej apokaliptyczny, ograniczać się do małego kręgu, np. rodziny,
ojczyzny, lub obejmować cały glob ziemski i wszechświat. Może to być początek
końca świata – krwawe wojny, wybuchy bomb atomowych, zagłada ludzkości,
ojczyzny czy tylko rodziny, walka szatana z bogiem, zmaganie się wrogich potęg,
spiski, obce wywiady albo stadium końcowe – raj, piekło, pustka po
zniszczeniach wojennych, bezterminowe więzienie czy obóz, najbliżsi tylko lub
wszyscy ludzie nieżywi; w wyobraźni i odczuciu chorego na schizofrenię zostają
tylko ich cienie, duchy lub martwe ciała, poruszające się na kształt automatów.
Poczucie katastrofy
zagrażającej lub już nie istniejącej nie jest rzadkie w życiu ludzkim. Łączy
się ono z obniżeniem nastroju (np. w depresjach), gdy przyszłość widzi się
czarno, a także z własną bezsilnością wobec zewnętrznej sytuacji, której nie
sposób zmienić. W drugim wypadku pesymistyczny obraz katastrofy jest
rekompensatą za własne niepowodzenia – après nous le déluge. Jest tu radość zniszczenia i wyładowania agresji. W
urojeniach hipochondrycznych z pewną dozą radości chory przypatruje się ruinie
swego ciała, w urojeniach zazdrości – rozbiciu związku erotycznego i rodziny, w
urojeniach grzeszności – swemu potępieniu i karze za grzechy itd.
Nastroje katastroficzne są
dość typowe dla epok schyłkowych; stare normy ulegają rozbiciu, a nowe jeszcze
się nie wytworzyły, panuje więc stan zagubienia i bezradności. Nigdzie jednak
nie osiągają tak apokaliptycznych rozmiarów, jak w schizofrenii. Katastrofę
poprzedza nastrój wypełnionego grozą oczekiwania; koloryt świata się zaciemnia,
wszystko staje się tajemnicze i groźne. Lęk wzrasta crescendo – w
momencie szczytowym następuje wybuch: koniec świata,
wojny, kataklizmy, chaos, sąd ostateczny, rozdział na diabłów i aniołów,
potępionych i zbawionych, dobrych i złych, patriotów i wrogów, żywych i
umarłych itd. Stopniowo burza się ucisza, nastaje niebo lub piekło, które
przybiera niekiedy formy bardziej świeckie: idealnego ustroju, obozów zagłady,
życia na innej planecie itp. Religijne motywy katastroficznego obrazu nie idą w
parze ze światopoglądem z okresu przedchorobowego. Dość często się zdarza, że
ludzie głęboko religijni i wychowani w tymże duchu mają świecki obraz
katastrofy świata, a przeciwnie, całkiem obojętni dla spraw religijnych
przeżywają apokaliptyczne wizje o tematyce bynajmniej nie świeckiej. Wydaje się,
że w schizofrenii światopogląd nie ma większego wpływu na obraz choroby.
Nie zawsze obraz katastrofy
jest tak barwny. Poza tym niemożność nawiązania kontaktu, np. w zespołach
katatonicznych, utrudnia odtworzenie przeżyć chorego. O ich sile można jedynie
wnioskować na podstawie zachowania się: wyrazu twarzy, postawy ciała, dużej
tolerancji na ból itp. W schizofrenii prostej koniec świata przybiera formę
pustki, która ogarnia chorego i jego otoczenie. Jest to pustka wymarłego
świata, słońce już nie świeci, ludzie się nie śmieją, czas stanął, przestrzeń
się zamknęła w ścianach jednego pokoju. Nie ma po co z niego wychodzić, bo na
zewnątrz świat jest zmieniony, wymarły lub groźny.
Hebefreniczne „wygłupianie”
może być kpiną z ludzi, którzy nie zdają sobie sprawy, że wszystko się
zmieniło, że grozi katastrofa. Katastroficzna atmosfera sprawia, że częste w
schizofrenii urojenia prześladowcze mają charakter zwykle odmienny niż w innych
zespołach chorobowych. Fakt śledzenia, prześladowania, trucia itd. Nabiera znaczenia
ogólnoludzkiego; jeśli takie rzeczy są możliwe, cały świat jest przeciw
choremu, cały świat się zmienił.
str. 136-137
Antoni Kępiński – Schizofrenia – Wydawnictwo
Literackie, Kraków 2001