Krytyczne uwagi dotyczące strony opracowanie.eu
Od: E.W.
Do: Leszek Nowak
Data: 3
lipca 2011
Temat: Tekst o
Jezusie
Panie
Leszku – bardzo mi smutno po przeczytaniu Pana tekstu o Jezusie. Ciekawa
jestem kim Pan jest i dlaczego tyle nienawiści w Pana "odkryciach".
Nie można szukać Prawdy z kimś, kto z nienawiści atakuje na oślep. I nie
dowierzam, że Panu o prawdę chodzi. A do czego Pan "przygotowuje
grunt" swoimi tekstami? Może do przekonania wielu, że najwyższy czas na
"dorzynanie schizofreników"? Bo skoro Jezus nim był, to i wszyscy
święci, i mniej święci, i gorliwsi katolicy itp, itd nimi są. Wszyscy do
wyrżnięcia? A fakty Panie Leszku? Przecież schizofrenik nie ma kontaktu z
rzeczywistością, z ludźmi. Schizofrenik żyje zamknięty w swoim świecie. Jezus
świetnie rozumie ludzi i ma cudowny kontakt z nimi! W każdej grupie ludzi
natychmiast rozpoznaje tych OTWARTYCH na prawdę i wchodzi z nimi w żywą relację
(Nikodem, celnik. Magdalena). Nie podejmuje dialogu z ludźmi zakłamanymi, o
złej woli (faryzeusze, Piłat) Miliony ludzi od dwóch tysięcy lat tęskni za
takim kontaktem z Jezusem! Niech mi Pan poda JEDEN przykład z Ewangelii, gdzie
Jezus kogoś nie zrozumiał, skrzywdził, pogardził, odrzucił. Zmienia Pan sensy wielu
słów Jezusa (np. o "nienawiści" rodziny – przecież w dekalogu
Bóg NAKAZUJE kochać matkę, ojca,
braci...ALE! nie bardziej niż Boga i JEGO PRAWDĘ, MIŁOŚĆ, SPRAWIEDLIWOŚĆ! Kto
kochając "małpią", egoistyczną miłością "swoich" DEPCZE
inne dzieci Boga, ten będzie wezwany przez Boga do "znienawidzenia"
tej fałszywej miłości.) Nie będę przytaczać innych Pana "przekrętów",
bo czuję, że nie o prawdę Panu chodzi tylko o nienawiść....więc nie ma sensu,
choć żal...
Pozdrawiam
serdecznie....choć boli
Od: Leszek Nowak
Do: E.W
Data: 5
lipca 2011
Temat: Re: Tekst o
Jezusie
Dziękuję za wyrażenie opinii na temat mojej witryny
internetowej i bez zbędnych wstępów przystępuję do odpowiedzi.
> Panie Leszku – bardzo mi smutno po
przeczytaniu Pana tekstu o Jezusie.
> Ciekawa jestem kim Pan jest i dlaczego tyle nienawiści w Pana
"odkryciach".
> Nie można szukać Prawdy z kimś, kto z nienawiści atakuje na oślep. I nie
> dowierzam, że Panu o prawdę chodzi. A do czego Pan "przygotowuje
grunt"
> swoimi tekstami? Może do przekonania wielu, że najwyższy czas na
"dorzynanie
> schizofreników"? Bo skoro Jezus nim był, to i wszyscy święci, i mniej
> święci, i gorliwsi katolicy itp, itd nimi są. Wszyscy do wyrżnięcia?
Nie wiem, skąd u Pani takie wnioski o "dorzynaniu schizofreników"? Nigdzie
nic takiego nie sugeruję.
> A fakty
> Panie Leszku? Przecież schizofrenik nie ma kontaktu z rzeczywistością, z
> ludźmi. Schizofrenik żyje zamknięty w swoim świecie. Jezus świetnie
rozumie
> ludzi i ma cudowny kontakt z nimi! W każdej grupie ludzi natychmiast
> rozpoznaje tych OTWARTYCH na prawdę i wchodzi z nimi w żywą relację
> (Nikodem, celnik. Magdalena). Nie podejmuje dialogu z ludźmi zakłamanymi,
o
> złej woli (faryzeusze, Piłat) Miliony ludzi od dwóch tysięcy lat tęskni za
> takim kontaktem z Jezusem!
Z całym szacunkiem, ale raczej nie jest Pani psychiatrą. Zobaczmy zatem, co
pisze w swojej książce "Schizofrenia" jeden z najwybitniejszych
polskich psychiatrów – Antoni Kępiński:
Obserwując życie społeczne psychotyków, a zwłaszcza chorych na schizofrenię,
odnosi się wrażenie, że societas schizophrenica jest zdrowsza niż przeciętna
społeczność, ludzi psychicznie zdrowych. Więcej jest w niej wzajemnego
zrozumienia, szczerego współczucia, gotowości pomocy, a nie ma rywalizacji,
intryg, wzajemnego niszczenia się. (Wydawnictwo Literackie, Kraków 2001, s.
162)
Dowodów tej tezy można znaleźć wiele, wystarczy przyjrzeć się Edwardowi
Stachurze, u którego stwierdzono ewidentną schizofrenię. Oto fragment jego
zapisków "Pogodzić się ze światem", w którym wspomina okres swego
największego "odlotu", w czasie którego napisał m. in. "Fabula
rasa". Określał wtedy siebie mianem człowieka-nikt:
Człowiek-nikt mógł nic nie robić. Mógł chodzić, zbierając przy okazji butelki,
zarabiając w ten sposób na swoje utrzymanie, i zarazem sprzątając parki i
miejskie promenady, i był cudownie spokojny, i promieniował tym spokojem na
wszystkich napotykanych ludzi. Rozmawiał ze spacerującymi, starszymi ludźmi,
dla każdego miał dobre słowo i dobrą radę. Nie żyjąc dla siebie, będąc prawie
nieobecnym, mógł być jak powietrze, jak kojący balsam, jak
człowiek-przyłóż-do-rany. (Edward Stachura – "Poezja i proza",
T. 5, SW Czytelnik, Warszawa 1984, s. 411)
A tak wspomina Stachurę lekarka ze szpitala psychiatrycznego w Drewnicy:
To był człowiek pozbawiony kłów i pazurów, jeden z najmilszych, jakich w życiu
spotkałam, był w ciągłym kontakcie z innymi pacjentami, pomagał im. (Marian
Buchowski "Edward Stachura, biografia i legenda", Kamerton –
Opole 1993, s. 190)
Ponadto, jak zaznacza Kępiński:
W olśnieniu schizofrenicznym chory nagle widzi sens własnego życia i swoje
posłannictwo. Wszystko staje się nieważne wobec najwyższego celu, który odtąd
będzie mu przyświecać. Niekiedy cel ten jest społecznie pozytywny, co zostało
przez Brzezickiego określone jako schizophrenia paradoxalis socialiter fausta.
Chory poświęca wszystkie myśli dla stworzenia wielkiego dzieła swego życia, np.
charytatywnego, jak brat Albert, artystycznego, jak Strindberg, Monsiel, lub
filozoficznego, jak przypuszczalnie Comte. ("Rytm życia", Wydawnictwo
Literackie, Kraków 2001, s. 227)
Tu możemy również znaleźć wiele przykładów. Np. Faust, który był alter ego
Goethego:
Faust otrzymuje w lenno brzeg morski wraz z terenami, które zdoła osuszyć.
(...) W niepojęty sposób wydziera on morzu rozległe tereny, wkracza w
dotychczasowy ład przy pomocy niepojętych środków. (...) Faust jest stuletnim
starcem i równocześnie potężnym kolonizatorem, którego statki (...) docierają
do najdalszych zakątków świata. (Krzysztof Lipiński – Wstęp do
"Fausta", Wydawnictwo Miniatura, Kraków 1995, s.16)
Czy chociażby Herbert George Wells, z którego życia i twórczości wielokrotnie
korzystałem (na zasadzie analizy porównawczej) przy opisie odchyleń
psychicznych Jezusa:
W początkowej fazie pierwszej wojny światowej Wells broni imperialnych
interesów Wielkiej Brytanii, dając wyraz swoim poglądom w książeczce pod
znamiennym tytułem Wojna, która położy kres wojnie (The War That Will End War,
1914). Później przejdzie na pozycje bliskie pacyfizmowi. W każdym razie był to
okres, w którym przeżywał on głęboki kryzys duchowy, próbując szukać ukojenia w
mistycyzmie religijnym i chybionym zresztą flircie z nadrzędną ideą bóstwa.
Nastroje te z całą wyrazistością zaznaczą się w autobiograficznej powieści Pan
Britling widzi na wskroś (Mr. Britling Sees It Trough, 1916), która zyskała
wówczas nieprawdopodobną wprost popularność po obu stronach Oceanu, a także w
powieści Dusza biskupa (The Soul of a Bishop, 1917) i eseju Bóg, niewidzialny
król (God, the Invisible King, 1917). We wrześniu 1920 roku odwiedził Wells
wraz ze starszym synem Rosję radziecką. Pisarz nieraz zdradzał wyraźne
skłonności ku katastrofizmowi w swojej fantastyce, tym razem jednakże
wstrząsnęła nim dogłębnie otaczająca go rzeczywistość: bezmiar nędzy, ruina
gospodarcza, zabite deskami witryny sklepów Piotrogrodu, których półki od lat
zalegały grube pokłady kurzu. Mimo iż Wells utrzymywał, że bolszewicy są jedyną
realną siłą zdolną wydźwignąć kraj z politycznego i gospodarczego chaosu, Rosję
ówczesną nazywał "krajem ginącym", mówił o "rosyjskiej
katastrofie". Przeprowadził wtedy również bezpośrednią rozmowę z Leninem,
który roztoczył przed nim potężne plany elektryfikacji i uprzemysłowienia;
zawodowy utopista i wizjoner nie wierzył jednakże w ich powodzenie, przywódcę
zaś młodej republiki nazwał "marzycielem". Wells odwiedził Związek
Radziecki jeszcze raz w roku 1934, traktując tę podróż między innymi jako gest
i wyzwanie rzucone wzbierającej w owym czasie fali faszyzmu. W wyniku
nieprzejednanie antyfaszystowskiej postawy oraz działalności Wellsa w latach
trzydziestych nie dziwi fakt, iż zgodnie z dyrektywą Himmlera nazwisko pisarza
figurowało na poczesnym miejscu wśród tych, których należało zlikwidować po
planowanym podboju Wysp Brytyjskich przez inwazyjne oddziały wojsk
hitlerowskich.
To jest ten brak kontaktu z rzeczywistością i życie w swoim zamkniętym świecie?
Schizofrenia to jest taki worek, do którego psychiatrzy wrzucają przeróżne,
czasem bardzo odmiennie objawiające się zaburzenia psychiczne.
> Niech mi Pan poda JEDEN przykład z Ewangelii,
> gdzie Jezus kogoś nie zrozumiał, skrzywdził, pogardził, odrzucił.
Proszę bardzo:
Mt 13,40-42
Jak więc zbiera się chwast i spala w ogniu, tak będzie przy końcu świata. Syn
Człowieczy pośle aniołów swoich: ci zbiorą z Jego królestwa wszystkie
zgorszenia i tych, którzy dopuszczają się nieprawości, i wrzucą ich w piec
rozpalony; tam będzie płacz i zgrzytanie zębów.
Łk 10,13-15
Biada tobie, Korozain! Biada tobie, Betsaido! Bo gdyby w Tyrze i Sydonie działy
się cuda, które u was się dokonały, już dawno by się nawróciły, siedząc w worze
pokutnym i w popiele. Toteż Tyrowi i Sydonowi lżej będzie na sądzie, niżeli
wam. A ty Kafarnaum, czy aż do nieba masz być wyniesione? Aż do otchłani
zejdziesz!
Łk 11,29-32
To plemię jest plemieniem przewrotnym. Żąda znaku, ale żaden znak nie będzie mu
dany, prócz znaku Jonasza. Jak bowiem Jonasz był znakiem dla mieszkańców
Niniwy, tak będzie Syn Człowieczy dla tego plemienia. Królowa z Południa
powstanie na sądzie przeciw ludziom tego plemienia i potępi ich; ponieważ ona
przybyła z krańców ziemi słuchać mądrości Salomona, a oto tu jest coś więcej
niż Salomon. Ludzie z Niniwy powstaną na sądzie przeciw temu plemieniu i
potępią je; ponieważ oni dzięki nawoływaniu Jonasza się nawrócili, a oto tu
jest coś więcej niż Jonasz.
Łk 10,10-12
Lecz jeśli do jakiegoś miasta wejdziecie, a nie przyjmą was, wyjdźcie na jego
ulice i powiedzcie: Nawet proch, który z waszego miasta przylgnął nam do nóg
strząsamy wam. Wszakże to wiedzcie, że bliskie jest królestwo Boże. Powiadam
wam: Nawet Sodomie lżej będzie w ów dzień, niż temu miastu.
Łk 17,26-30
Jak działo się za dni Noego, tak będzie również za dni Syna Człowieczego: jedli
i pili, żenili się i za mąż wychodziły aż do dnia, kiedy Noe wszedł do arki;
nagle przyszedł potop i wygubił wszystkich. Podobnie jak działo się za czasów
Lota; jedli i pili, kupowali i sprzedawali, sadzili i budowali, lecz w dniu,
kiedy Lot wyszedł z Sodomy, spadł z nieba deszcz ognia i siarki i wygubił
wszystkich; tak samo będzie w dniu, kiedy Syn Człowieczy się objawi.
Łk 11,50-51
Tak na tym plemieniu będzie pomszczona krew wszystkich proroków, która została
przelana od stworzenia świata, od krwi Abla aż do krwi Zachariasza, który
zginął między ołtarzem a przybytkiem. Tak, mówię wam, na tym plemieniu będzie
pomszczona.
> Zmienia
> Pan sensy wielu słów Jezusa (np. o "nienawiści" rodziny –
przecież w dekalogu
> Bóg NAKAZUJE kochać matkę, ojca,
braci...ALE! nie bardziej niż Boga i JEGO
> PRAWDĘ, MIŁOŚĆ, SPRAWIEDLIWOŚĆ! Kto kochając "małpią",
egoistyczną miłością
> "swoich" DEPCZE inne dzieci Boga, ten będzie wezwany przez Boga
do
> "znienawidzenia" tej fałszywej miłości.)
To jest ta "małpia", egoistyczna miłość?:
Łk 9,59-62
Do innego rzekł: "Pójdź za mną!" Ten zaś odpowiedział: "Panie,
pozwól mi najpierw pójść i pogrzebać mojego ojca!" Odparł mu: "Zostaw
umarłym grzebanie umarłych, a ty idź i głoś królestwo Boże!" Jeszcze inny
rzekł: "Panie, chcę pójść za Tobą, ale pozwól mi najpierw pożegnać się z
moimi w domu!" Jezus mu odpowiedział: "Ktokolwiek przykłada rękę do
pługa, a wstecz się ogląda, nie nadaje się do królestwa Bożego".
> Nie będę przytaczać innych Pana
> "przekrętów", bo czuję, że nie o prawdę Panu chodzi tylko o
nienawiść....więc
> nie ma sensu, choć żal...
>
> Pozdrawiam serdecznie....choć boli
Można myśleć tylko o tym, że boli, ale można również zastanowić się, jaka jest
tego przyczyna. Przypuszczam, że wie Pani o tym, iż swoje żale zgłasza Pani do
bezrobotnego człowieka, uznanego przez kilku psychiatrów za chorego psychicznie.
Inna sprawa, czy ja się z tymi opiniami zgadzam, lub – w jakim stopniu
się zgadzam. Zresztą swoje opinie na temat mojego stanu psychicznego wyrazili
oni nawet nie racząc przeczytać tego, co napisałem. Uznali, że nie warto albo
bali się czytać. Dotyczy to również ostatniej opinii dr Grażyny Milewskiej,
pomimo, iż pisze w swoim oświadczeniu:
Na podstawie analizy zamieszczonych w internecie tekstów (...) stwierdzam, że
p. Leszek Nowak cierpi na przewlekłe zaburzenia urojeniowe i wymaga z tego powodu
leczenia.
Jestem pewien, że również ona nie czytała tego, co napisałem, ponieważ w
trakcie rozmowy stawiała takie tezy i zadawała mi takie pytania, które jasno
świadczą o tym, że mijała się z prawdą twierdząc, że zaznajomiła się z moją
witryną. Twierdziła np. że nikt spośród osób stykających się z Jezusem nie
uważał go za chorego psychicznie, podczas, gdy ja dosyć długo rozwodzę się nad
tym (rozdział "Wzlot"), że krewni Jezusa
mieli go za człowieka, który "postradał zmysły" (Mk 3,21). Powoływała
się na rzekome cuda Jezusa, podczas, gdy ja je wszystkie wyjaśniłem w
naturalistyczny sposób. Pytała mnie o mój stosunek do Ducha św. oraz Boga,
podczas, gdy ja całe rozdziały poświęciłem tej tematyce ("Duch Święty" oraz "Wiara
w Boga realizacją archetypu ojca").
Ponadto moja "działalność" trwa już prawie 14 lat. Rozpoczęła się ona
krótko po moim wyjściu z urojeń posłanniczych, gdy byłem w stanie psychicznym
opisanym w ten sposób w rozdziale "Omówienie":
Uświadamia sobie brak bliskiej osoby (osób). Zupełny brak oparcia w rodzicach,
rodzinie, najbliższych. Brak kręgosłupa psychicznego, brak pewności siebie, spokojnego
przekonania o słuszności własnych przyziemnych myśli, przekonań, działań. Tak
bardzo do tej pory zwalczane przez nich wszelkie zamknięcie i partykularyzm:
rodzina, grupa społeczna, naród (...) jako coś, co powoduje konflikty
międzyludzkie i przeszkadza rozwojowi miłości powszechnej, zaczyna być przez
niego dostrzegane jako coś bardzo człowiekowi do rozwoju potrzebne. Dopiero
teraz zaczyna rozumieć, że człowiek jest systematycznie, od maleńkości budowaną
"twierdzą". A on nadal pozostaje bez niczego, nikogo, bez żadnej
osłony, szkieletu psychicznego. Nie potrafi przystosować się do normalnego,
codziennego życia. Życia wśród bliskich osób, dla nich i dla siebie. Nie
potrafi żyć jak normalny człowiek. Życia rodzinnego przecież tacy ludzie nigdy
nie mieli, albo mieli je bardzo nieuregulowane, rozchwiane, rozkojarzone.
Zgłosiłem się do kilku psychologów. Zależało mi na spokojnej, szczerej,
wyczerpującej rozmowie z kompetentną osobą – na temat, co począć z tym
wszystkim. Wiedziałem, jaką wiedzą dysponuję. Oni mnie po prostu olali. Dalsze
moje zmagania z tymi osobami oraz sposób traktowania mnie przez nich został
opisany w rozdziałach "Początek dialogu",
"Omówienie" oraz "Dialog – ciąg dalszy". Moje kilkuletnie
starania to był jeden wielki krzyk: "Nie zostawiajcie mnie z tym
samego!". Krzyk, co prawda bezpośrednio nie wyartykułowany, ale dla tych
profesorków powinien być zrozumiały.
W latach 2000-2001 prowadziłem bardzo intensywną
"działalność" w klubie Hyde Parku Wydziału Psychologii Uniwersytetu
Warszawskiego. Co tam się działo, szczególnie np. w pierwszej połowie stycznia
2001 roku – można poznać ściągając z mojej strony poprzednią witrynę
(wejście poprzez linki "DYSKUSJE" a potem "Dyskusje w Hyde Parku
Wydziału Psychologii Uniwersytetu Warszawskiego"). Na tym wydziale pracuje
kilkudziesięciu profesorów. Myśli Pani, że któryś z nich skontaktował się ze
mną, chociażby po to, by mi powiedzieć: "co pan wyprawia"? Nie.
Jak zatem Pani widzi, moja działalność nikomu nie
przeszkadza, a już z pewnością nie tym osobom, które powinny być nią w
jakikolwiek sposób zainteresowane. Zresztą powiedziałem wprost dr Milewskiej,
że jestem gotów w każdej chwili zakończyć moją "działalność" i
zlikwidować tę witrynę, gdy dostanę to, czego nie dostałem na początku –
jedną szczerą, wyczerpującą rozmowę z jedną z osób wymienionych w nagłówku
strony głównej mojej witryny; a zatem gdy przestanę być traktowany jak pies a
zacznę być traktowany jak człowiek. Nic w tym kierunku nie zostało uczynione.
Czyli – jakiekolwiek pretensje raczej nie do mnie należy kierować. Są
osoby, którym moja działalność jak najbardziej odpowiada, które są władne ją
zakończyć, ale jednocześnie nie są tym zainteresowane.
Pozdrawiam
Leszek Nowak
Od: E.W.
Do: Leszek Nowak
Data: 5
lipca 2011
Temat: Re: Tekst o
Jezusie
Jestem
Panu wdzięczna za tę obszerną odpowiedź! Nic o Panu wcześniej nie wiedziałam,
ale czułam, że za takim atakiem na Jezusa musi się kryć jakieś wielkie
cierpienie i żal i ból. Dokładnie jak Pan powiedział: WIELKI KRZYK ROZPACZY.
Nie jestem tak oczytana jak Pan, ale nie przejmuję się tym, gdyż uważam, że to
mi nawet pomaga nie zagubić się w śmietniku różnych faktów, opinii, teorii...
Chcę się trzymać swojego "babskiego" rozumu. Co do psychiatrów i
innych autorytetów mam też bardo ostrożną opinię...to też ludzie! ze swoimi
doświadczeniami, możliwościami intelektualnymi, psychicznymi i duchowymi (mam
koleżanki "psycholożki" i nie raz byłam nimi zdumiona i przerażona)
Drażniłam je takim dowcipem:
w
pociągu jedzie kilku mężczyzn i opowiadają o sobie. Jeden mówi, że jest
geo-logiem i ciekawie rozwija..... drugi mówi, że jest stomato-logiem i snuje
opowieść......trzeci się chwali, że jest bio-logiem i bla, bla, bla. A jeden
facet siedzi skulony, wycofany w kącie wagonu i milczy. Jest tylko hyclem, więc
co ma się odzywać! Ale towarzysze podróży naciskają, chcą wiedzieć i o nim,
gwałcą prywatność....no! mów! opowiadaj!.... więc nieszczęsny hycel wreszcie im
wypalił:
a
ja jestem PSY-CHOLOGIEM!
W
tej chwili nie mogę odpowiedzieć Panu szerzej z braku czasu. Ale chętnie to
zrobię później.
Ale
o jedno proszę! Niech Pan nie dopuści do tego, żeby ktokolwiek (psychiatra,
ksiądz, kolega itp)
wpłynął
i zniekształcił Panu obraz Jezusa. Boję się, że rany przez nich zadane stały
się takim "krzywym zwierciadłem" przez które Pan postrzega Jezusa
Chrystusa. Teraz rozumiem, że nazwanie Jezusa schizofrenikiem, nie musi
zawierać ocen poniżających Go; może wyrażać pragnienie bycie z Jezusem.
Człowiek jest wciąż TAJEMNICĄ dla siebie samego i dla innych! Tylko dla Boga
nie! I każdy MĄDRY psychiatra będzie się bał przypinać etykietek komukolwiek!
Zakończę zdaniem, które zapamiętałam z filmu "Sanatorium pod
Klepsydrą"
"to
są twarze tych, nad którymi Bóg przesunął swoją dłoń we śnie. I wiedzą to,
czego nie wiedzą; i snują im się jakieś refleksy, jakieś przeczucia innych
czasów"
Ciało,
psyche, duch....to często mieszanka wybuchowa....
a
DUCH BOGA chce to wszystko ratować i porządkować! Życzę spokoju i cierpliwości
Panie Leszku!
E.W.
Od: E.W.
Do: Leszek Nowak
Data: 5
lipca 2011
Temat: Re: Tekst o
Jezusie
Kiedy
pierwszy raz czytałam Pana ataki na Jezusa, aż mi się serce ścisnęło z bólu, z
tego przeżycia niesprawiedliwości wobec tego cudownego Człowieka....tak jak
2000 lat temu....plucie, biczowanie, wciskanie cierni.....wprawdzie
"tylko" słowami, ale emocje przecież wciąż te same....nic się nie
zmieniliśmy.....nic nie przyjęliśmy....nic nie zrozumieliśmy.....i to prawie
wszyscy....nie tylko Pan.....ja też....pragniemy miłości a nie umiemy jej
przyjmować i odwzajemniać, bo tak bardzo jesteśmy poranieni....i naszą
bezradność i bunt i wściekłość ciskamy w Tego, który chce cicho i cierpliwie
leczyć nasze serca. Ale nasza pycha Mu na to nie pozwoli! o nie! Nasza
inteligencja też przecież spiskuje, że tacy przecież mądrzy jesteśmy! Możemy
żądać i oskarżać!
Tylko
PO CO? panie Leszku? Tylko po co?
Cenię
Pana jakąś uczciwość intelektualną i szczerość. Ma Pan prawo krzyczeć, kiedy
boli! I dobrze, że to Pan robi.... ALE! nie może Pan lekceważyć wszystkich
innych okoliczności i tendencji w jakie się Pana rozpacz wpisuje.....Sam Pan
pisze:
"są
osoby, którym moja działalność jak najbardziej odpowiada"
Właśnie!!
Myślę, że jest wielu takich, którzy wykorzystują Pana do swoich celów i w
najmniejszym stopniu nie obchodzą ich Pana przeżycia i Pana rozwój. Pan jest im
tylko potrzebny do siania nienawiści i do bluźnierstw przeciwko Bogu, wierze i
katolikom. Czy Panu na tym zależy?
Kąsa
Pan.....bo jakiś marny człowieczek traktował Pana jak psa, a Pan chce być
traktowany JAK CZŁOWIEK! Rozumiem! Woła Pan o szacunek dla swojej godności!!! I
dobrze, że się Pan o nią upomina!!! NIKT NIE MA PRAWA TRAKTOWAĆ PANA JAK
PSA!!!! NIKT!!!! Ale Jezus na pewno widzi w Panu wspaniałego, zranionego
człowieka I KOCHA PANA!!! Więc czemu Pan akurat Jezusa kąsa?! Albert Camus (w
młodości bardzo go lubiłam czytać) napisał:
"człowiek
zbuntowany jest człowiekiem, który mówi "NIE", ale nie może
powiedzieć "NIE" temu co jest, bez powiedzenia "TAK" czemu
innemu. Każdy ruch buntu zakłada milcząco jakąś wartość"
Warto
skoncentrować się na tym naszym "TAK" i szukać tych wartości.... w
następnym e-mailu napiszę jeszcze mój ulubiony tekst z Camusa
Od: E.W.
Do: Leszek Nowak
Data: 5
lipca 2011
Temat: Re: Tekst o
Jezusie
więc
dalej Camus:
"stopień
niżej i zaczyna się dziwność; spostrzec, że świat jest nieprzenikalny, dojrzeć,
jak obcy jest kamień, jak nie daje się nam ująć, z jaką siłą natura, krajobraz
może nas negować. W głębi wszelkiego piękna kryje się coś nieludzkiego, i te
wzgórza, łagodność nieba, rysunek drzew...w tej samej chwili tracą iluzoryczny
sens, który im przydajemy. I odtąd stają się bardziej odległe niż raj utracony.
Świat nam się wymyka. Przez sekundę nie rozumiemy go już, skoro przez wieki
rozumieliśmy z niego tylko kształty i linie, które wpierw w nim zawarliśmy, a
brak nam teraz sił, by korzystać z tej sztuczki.
Oto
drzewa....i znam ich chropowatość.....oto woda....i czuję jej smak. Zapach
traw, gwiazdy, noc, pewne wieczory, kiedy serce się odpręża – jakże
negować ten świat, którego potęgi i siły doznaję. A jednak cała wiedza ziemi
nie może mi dać nic, co upewniłoby mnie, że ten świat należy do mnie.
Opisujecie mi go i uczycie, jak go klasyfikować. Wyliczacie jego prawa i w moim
pragnieniu wiedzy zgadzam się, że są prawdziwe! Rozkładacie jego mechanizm i
moja nadzieja rośnie. U końca wreszcie wyjaśniacie mi, że ten świat cudowny i
barwny sprowadza się do atomu, a atom do elektronu. Pięknie i czekam na ciąg
dalszy. Ale mówicie mi o niewidocznym systemie planetarnym, gdzie elektrony
krążą wokół jądra. Wyjaśniacie mi świat obrazem! Stwierdzam więc, że odwołaliście
się do poezji: nie poznam nigdy!
Tak
więc ta wiedza, która powinna mnie wszystkiego nauczyć, kończy się na
hipotezie, mroczna przenikliwość na metaforze, niepewność znajduje ujście w
dziele sztuki.
Na
cóż mi tyle wysiłków?! Łagodne linie tych wzgórz i ręka wieczoru na
niespokojnym sercu nauczą mnie znacznie więcej. Powróciłem do mego początku.
Rozumiem, że jeśli dzięki wiedzy mogę pojąć zjawiska i wyliczyć je, nie mogę
pochwycić świata. Gdybym wiódł palcem po całej jego wypukłości nie dowiedziałbym
się więcej. Rozum na próżno twierdzi, że wszystko jest jasne! Czekałem na
dowody i pragnąłem, aby racja była po jego stronie. Ale mimo zarozumialstwa
tylu wieków i co więcej, mimo tylu ludzi wymownych i przekonywujących, wiem, że
to fałsz. Ów rozum uniwersalny może nieźle rozśmieszyć uczciwego
człowieka!"
……….
Po co to cytowałam?
Bo
tajemnica człowieka jest jeszcze bardziej skomplikowana niż tajemnica świata!
Medyk chirurg poznaje ciało człowieka, jego aspekt fizyczny. Psychiatra poznaje
człowieka w jego wymiarze i prawach psychiki. Ale człowiek jest przecież
JEDNOŚCIĄ !!! Jednością ciała, psychiki
i ducha!
I
to DUCH jest w człowieku najpotężniejszą siłą, której ani medyk ani psychiatra
nie biorą pod uwagę i nie mogą wyrokować o sile i wpływach tego ducha na
człowieka. I jeszcze ! 2 Rzym. 4,6
"Albowiem
Bóg zabłysnął w naszych sercach, by olśnić nas jasnością poznania chwały Bożej
na obliczu Chrystusa. Przechowujemy zaś ten skarb w naczyniach glinianych, aby
z Boga była przeogromna moc a nie z nas"
Więc
i Bóg w nas o coś woła – właśnie o obronę tej GODNOŚCI, która jest
odbłyskiem Boga w nas. Możemy mieć ciało i psychikę zmasakrowaną (z win cudzych
lub swoich) i z tego powodu "silni tego świata" mogą lekceważyć taką
osobę, ale ta "godność" będzie nam wciąż przypominać, że jesteśmy
KIMŚ WIĘCEJ niż ciałem, czy psychiką. I ta godność dziecka Bożego będzie wyła z
bólu, gdy będzie deptana. Jezus się da zabić Pana gniewowi o oburzeniu (choć
nie On jest przyczyną), bo Pana właśnie kocha.... i umierając będzie znów
wołał...."PRAGNĘ!"......
pragnę
Leszku i twojej miłości.....kiedyś Leszku zrozumiesz, że to nie ja cię
skrzywdziłem".....i skona...
Tak
naprawdę psychiatrzy niewiele wiedzą......w młodości czytałam Kępińskiego o
schizofrenii(ale oczywiście nie jestem psychiatrą i pojęcia o psychiatrii nie
mam). I pamiętam, że to mnie właśnie w tej książce uderzyło, że nic tam nie
było wyrokowane tonem autorytatywnym
nieomylnego mędrca. Było pisane pięknie, z pokorą i szacunkiem dla
tajemnicy człowieka. Pamiętam też dobre sceny z filmu "Iluminacja"
Zanussiego. Tylko Bóg nas przenika i rozumie i tylko on może nam pomóc. Czy się
nie mylę, że schizofrenię nazywano kiedyś chorobą "wybrańców Boga"?.
Może to rodzaj jakiegoś niespełnionego, zdeptanego głosu Boga w człowieku? Któż
to wie? Może to błyski Boga w poroztłukiwanych, pokrwawionych ciałach i
psychikach człowieka? Ja nie wiem. Ale Bóg "potrafi pisać prosto nawet po
liniach krzywych". Tylko pokory i szacunku dla tajemnicy człowieka i Boga
mieć musimy. Pozdrawiam! i cdn
Od: E.W.
Do: Leszek Nowak
Data: 5
lipca 2011
Temat: Re: Tekst o
Jezusie
Nawet
przy największym wysiłku nie potrafię zrozumieć jakie zachowania Jezusa
pozwoliły Panu zaliczyć Go do schizofreników (nawet będąc z całym szacunkiem
dla nich.) Schizofrenia to rozdwojenie
osobowości(najogólniej)To, że są to ludzie często o dużej inteligencji i
dobroci serca niczego nie zmienia. Ich rozbicie wewnętrzne, wyparcie agresji
budzi w innych niepokój i lęk przed niekontrolowanym wybuchem tej stłumionej
agresji. Opiekowałam się kiedyś kilkoma takimi chorymi. Ale też wiem, że są to
osoby bardzo wrażliwe i kiedy czują się zaakceptowane i szanowane potrafią być
cudowne. Agresją reagują na pogardę (jak każdy normalny człowiek) i wyczują ją
"na kilometr". Jezus miał bardzo silną osobowość! Żadne tam
"człowiek-nikt, powietrze, balsam, człowiek-przyłóż-do-rany". Jezus
zawsze był konkretny, pełen WYMAGAJĄCEJ miłości, stawiający wszystko w
prawdzie. Potrafił też wyrazić swój gniew i oburzenie, gdy lekceważenie Ojca
wynikało z głupoty, chęci zysku czy złej woli(rozgonienie kupców w świątyni
– to jest chyba ten jedyny przykład, kiedy Jezus " nie
wytrzymał". Ale i tam okazał litość najbiedniejszym sprzedawcom, którzy z
biedy dopuścili się profanacji) Jezusa
można ZAWSZE rozpoznać po mądrej miłości w kontakcie z bliźnim. I tłumy Go za
to kochały! Nie szczędziły trudu i czasu na szukanie Jezusa, by słuchać tej
mowy pełnej prawdy, mądrości i wymagania(nawet o głodzie byli gotowi siedzieć
godzinami, by jednego słowa Jezusa nie utracić – Jezus ich nakarmił. Za
to faryzeusze przecież nienawidzili Jezusa, "że tłum idzie za nim".
Wtedy postanowili zabić Jezusa, bo widzieli, że władzy nad tłumem nie odzyskają
nigdy, bo nie potrafią jak Jezus przemawiać do serc! Musieli Jezusa ośmieszyć,
poniżyć i zabić. I tylko przekupstwem i strachem, "że wyrzucą z
synagogi" wymusili na zdezorientowanych ludziach wytresowany wrzask "na krzyż z nim!
uwolnić Barabasza!"
A
że często trudno było zrozumieć wielu ten nowy, Boży "punkt widzenia"
życia i wymagań, nie ma się co dziwić! Bo rzeczywiście jest to prawda "nie
z tej ziemi", tylko "z nieba". To był przewrót w myśleniu i
przeżywaniu. Komu łatwo przychodzi przekreślić ukochane słowo: MOJE! MOJE! np.
MOJA żona – MOJE dzieci – MOJE pieniądze – MOJE idee
.........i zacząć myśleć i działać w kategoriach: nasze, Boże. Komu jest łatwo?
Wtedy, dziś i jutro? Więc wciąż są tacy, co się pukają w czoło i nie wierząc w
możliwość tego, twierdzą, że tylko wariat może tak myśleć. I wielu staje się
wariatami, gdy rzucają się "z motyką na słońce" i te piękne cele chcą
realizować SWOIMI, ludzkimi siłami (wieża babel). I myślę, że takimi
"Ikarami, którzy wyrżnęli w glebę po pięknym locie" zapełnione są
psychiatryki. Jezus nie obiecywał nikomu łatwej drogi! Bo to nie jest łatwa
droga! Jest trudna nawet z Bogiem, a bez Boga zupełnie niemożliwa dla naszej
natury. Potrzeba pełnego zaufania i radykalizmu. A my wciąż chcemy bez ryzyka
mieć wszystko. Jak w tym wierszu o ośle:" raz osłowi w żłoby dano, w
jednym owies w drugim siano......(nie pamiętam dokładnie) ....itp pachnie i to
nęci....ma zjeść owies? żal mu
siana...siana skubnąć? owsa szkoda..... i oślina pośród jadła z głodu
padła" Żeby przestawić się na Boże
myślenie trzeba radykalnej decyzji, by pozwolić
Bogu na tę "operację" Dlatego Jezus często mówi o
radykalizmie. Myślę, że te dwa cytaty przywołane przez Pana na zaprzeczenie
mojej tezy o "małpiej miłości" mówią właśnie o tym radykalizmie (
"zostaw umarłym grzebanie umarłych" – zawsze mnie te słowa
mocno niepokoiły – i "kto przykłada rękę do pługa a wstecz się
ogląda, nie jest mnie godzien" – tak, to prawda, że te słowa brzmią
twardo i "nieludzko" z naszego
ludzkiego, sentymentalnego punktu widzenia. Ale myślę, że na pewno Jezusowi nie
chodziło o lekceważenie rodziców i rodziny! Tutaj położył Jezus akcent na
konieczność radykalnej decyzji, która ma być ostra jak skalpel, który przecina
pępowinę przy narodzeniu do nowego
życia. Zagnieździliśmy się cieplutko w tym życiu, jak niemowlę w łonie
matki....do życia Bożego też się można narodzić tylko po takim mocnym
"cięciu", odpępowieniu. Jest błędem wyrywanie tylko tych tekstów z
całości Ewangelii i zapominanie o wielu innych, kiedy Jezus uzdrawia córeczkę
Jaira, jedynego syna wdowy, uzdrawia teściową Piotra ( się śmieją, że za to
właśnie Piotr zdradził Jezusa) ZAWSZE w indywidualnych kontaktach z ludźmi
Jezus był pełen miłości i współczucia! Nie podał mi Pan tego JEDNEGO przykładu,
gdzie jest odwrotnie! Bo te Pana "przykłady" o ogniu, siarce, potopie
itp. znów wg. mnie akcentują zupełnie inną prawdę – Jezus idzie na
ratunek każdemu zaplątanemu w grzechu i błędzie konkretnemu człowiekowi! Chce
pomagać każdej duszy odzyskiwać jej blask. Jezus woła każdego PO IMIENIU!!! (i
takiego osobistego kontaktu pragniemy całą swoją istotą, czy to nie jest prawdą
panie Leszku?!) Jezus nie woła np. "hej, robotnicy!" czy " hej,
Polacy". Jezus zawsze zwraca się do mnie: Eugenio! I do Ciebie
"Leszku" i widzi ciebie i mnie w naszej niepowtarzalnej historii życia.
I chce dać Tobie i mnie i wszystkim swoją miłość. Ale jeśli na to nie
pozwolimy, zło nas tak splącze i pogrąży, że zadusi głos Boga. A wszystko co z
nas wychodzi, dobro lub zło, albo buduje wspólnotę w dobrym, albo niszczy
wspólnotę. "Nie jesteśmy samotnymi wyspami" (o innej samotności tu
mowa. nie o tej psychologicznej) To zło moje, twoje, Kaśki czy Maryśki
przeradza się w struktury zła, jest już jakby złem grupy, jest jak rak, który
niszczy cały organizm społeczeństw. Te struktury zła musi Bóg prędzej czy
później zniszczyć siarką, ogniem czy potopem..... by można było znów oddychać
"tlenem"...to jest tylko konsekwencja wyboru ....
jestem
już zmęczona...plącze mi się temat..... a chciałam jeszcze o archetypach....
piękna Boża sprawa te ARCHETYPY! ARCHE- początek,
pierwowzór, uniwersalny, wspólny ludziom wzorzec myślenia i przeżywania!
Archetyp ojca, archetyp matki, archetyp Boga!
"NA
POCZĄTKU BYŁO SŁOWO! A BOGIEM BYŁO SŁOWO!"
"JA
JESTEM ALFĄ I OMEGĄ!" POCZĄTKIEM I KOŃCEM!
Co
w tych słowach widzi Pan wrogiego Bogu?!
Z Boga jest macierzyństwo i ojcostwo. Najcięższe rany zadają właśnie
matki i ojcowie – to oni (niechcący zapewne) zatruwają w nas obraz Boga,
choć mieli być obrazem Boga dla dziecka. Jeśli tak jest (podobno
Od: Leszek Nowak
Do: E.W.
Data: 7
lipca 2011
Temat: Re: Tekst o
Jezusie
Krótko odniosę się do niektórych postawionych przez Panią
tez.
Mój krzyk "Nie zostawiajcie mnie z tym samego!"
nie był krzykiem rozpaczy, lecz ostrzeżeniem. Chodziło mi o to, co mogę zrobić,
gdy oni ze mną wyczerpująco i szczerze nie porozmawiają.
Jezus postawił się w opozycji do współczesnych mu ludzi i "hurtem"
ich odrzucił, poza garstką wiernych mu uczniów.
Mk 8,18
Kto się bowiem mnie i słów moich zawstydzi przed tym pokoleniem wiarołomnym i
grzesznym, tego Syn Człowieczy wstydzić się będzie, gdy przyjdzie w chwale Ojca
swojego razem z aniołami świętymi.
Mk 9,19
O plemię niewierne, dopóki mam być z wami? Dopóki mam was cierpieć?
Łk 11,29-32
To plemię jest plemieniem przewrotnym. Żąda znaku, ale żaden znak nie będzie mu
dany, prócz znaku Jonasza. Jak bowiem Jonasz był znakiem dla mieszkańców
Niniwy, tak będzie Syn Człowieczy dla tego plemienia. Królowa z Południa
powstanie na sądzie przeciw ludziom tego plemienia i potępi ich; ponieważ ona
przybyła z krańców ziemi słuchać mądrości Salomona, a oto tu jest coś więcej
niż Salomon. Ludzie z Niniwy powstaną na sądzie przeciw temu plemieniu i
potępią je; ponieważ oni dzięki nawoływaniu Jonasza się nawrócili, a oto tu
jest coś więcej niż Jonasz.
Łk 11,50-51
Tak na tym plemieniu będzie pomszczona krew wszystkich proroków, która została
przelana od stworzenia świata, od krwi Abla aż do krwi
Zachariasza, który zginął między ołtarzem a przybytkiem. Tak, mówię wam, na tym
plemieniu będzie pomszczona.
J 15,18
Jeżeli was świat nienawidzi, wiedzcie, że Mnie pierwej znienawidził.
To nie faryzeusze postanowili zabić Jezusa, tak sami z siebie, lecz zostali do
tego przez Jezusa sprowokowani. Wyraźnym celem Jezusa było być skazanym i
straconym w dniu święta Paschy. Nie będę tutaj przytaczał argumentów na rzecz
tej tezy – jest ich zbyt wiele. Polecam lekturę rozdziałów "Upadek" i "Prowokator"
a także opracowania "Sprawa Judasza".
Opracowanie jest bardzo obszerne; przeważająca jego część jest poświęcona
Jezusowi – powodem tego jest znalezienie przeze mnie olbrzymiej liczby
argumentów na rzecz opisanych przez mnie schizofrenicznych urojeń
wielkościowych Jezusa. Zalecam uważną lekturę całego Opracowania. W
podsumowaniu części poświęconej Jezusowi (http://www.opracowanie.eu/podsumowanie.htm)
piszę:
Zresztą słowa Jezusa, zapisane w Ewangeliach, kreślą bardzo spójny portret
psychologiczny ich autora, całkowicie zgodny z przedstawioną
przeze mnie teorią i całkowicie zgodny z moimi wspomnieniami odnośnie drogi
duchowej, jaką przebyłem.
Na koniec polecam lekturę tego fragmentu z "Totem i tabu" Zygmunta
Freuda:
Atoli psychoanalityczne badanie jednostki poucza nas – i kładzie na to
szczególny nacisk – że każdy człowiek tworzy boga na obraz ojca i że nasz
osobisty stosunek do boga zależy od tego, jaki mamy stosunek do fizycznego
ojca: stosunek ten ulega wahaniom i zmienia się, tak jak zmienia się ojciec,
bóg zaś w gruncie rzeczy nie jest niczym innym, jak wywyższonym ojcem. I tutaj,
jak w przypadku totemizmu, psychoanaliza radzi nam wierzyć wierzącym, którzy
mienią boga "ojcem", tak jak totem mienili "przodkiem".
Jeśli psychoanaliza w ogóle zasługuje na jakąś uwagę, to uznać trzeba, że
udział ojca w powstaniu idei boga musi być bardzo ważny, niezależnie od
wszelkich innych początków i znaczeń boga, na które psychoanaliza nie może
rzucić światła.
A także tego zdania ze wstępu Zuzanny Stromenger do książki Irenaeus Eibl
– Eibesfeldt "Miłość i nienawiść":
Refleksyjny czytelnik znajdzie więc w materiale faktograficznym przytoczonym
przez autora, uzasadnienie znanego twierdzenia Zygmunta Freuda, że religie są
poszukiwaniem "super – ojca".
Pozdrawiam
Leszek Nowak
Od: E.W.
Do: Leszek Nowak
Data: 7
lipca 2011
Temat: Re: Tekst o
Jezusie
Panie
Leszku......
przykro
mi, że nie potrafię – mimo najszczerszych chęci – zrozumieć o co tak
naprawdę Panu chodzi....dlaczego i po co jest Panu tak bardzo potrzebne
udowodnienie, że Jezus był schizofrenikiem?! Co dla Pana znaczy, że ktoś jest
"schizofrenikiem"? Czytałam Ewangelię i jestem PEWNA, że Jezus był
najcudowniej zintegrowaną osobowością i że dokładnie wiedział, skąd
przychodził, po co i dokąd zmierzał. Miał tak niezafałszowany obraz ludzi i
całej rzeczywistości, że z łatwością przewidywał jak ludzie postąpią i co się
stanie. UMIAŁ SŁUCHAĆ I ROZUMIEĆ potrzeby serc tych, którzy tej wrażliwości
serca w sobie nie zabili........bo można zabić w sobie wrażliwość serca,
tęsknotę za dobrem, prawdą i sprawiedliwością. MOŻNA!!! i to jest największa
tragedia człowieka! to jest jego piekło! to jest zatwardziałość w złu! to jest
jego klęska! Z takiej pozycji nie usłyszy się już wezwania do wartości Bożych i
do współpracy z Bogiem. Z takiej pozycji neguje się już tylko Boga i walczy z
Nim i nienawidzi się Go (i Jego przymiotów: prawdy, sprawiedliwości i miłości)
Takich ludzi Jezus (SŁUSZNIE!) nazywał
plemieniem żmijowym, ludem wiaro-łomnym (bo złamali, zdeptali wiarę), odcięli
się od Boga i stanęli po stronie kłamstwa, podłości i nienawiści. I HURTEM
ODRZUCA BÓG TYLKO TO ZŁO, KŁAMSTWO I NIENAWIŚĆ!! Jezus staje twarzą w twarz z
ojcem tego kłamstwa. Prawda przeciw kłamstwu – podłość naprzeciw
sprawiedliwości, miłość naprzeciw nienawiści. Bóg NIGDY! nie "pojedna
się" ze złem! Nigdy nie pójdzie na KOMPROMIS ze złem! Bo to jest
zwyczajnie NIEMOŻLIWE dla natury Miłości. Kochał Pan kiedyś kogoś panie Leszku?
Jeśli Pan kochał, to Pan dobrze wie, jak wtedy rani kłamstwo, zdrada, pogarda.
Jezus nie odrzucił hurtem współczesnych sobie! To bzdura, kłamstwo i
niesprawiedliwość co Pan mówi! To współcześni (wtedy i dziś) odrzucają HURTEM
Boga i Jego mądrość!! Nie widzi Pan tego?! Nie wierzę!! Niech Pan nie
będzie jednym z "tego przewrotnego
pokolenia". Co by Pan chciał?! Żeby to "przewrotne pokolenie
hurtem" miało moc zmusić Boga do "pokochania" kłamstwa i
zdrady?! Żeby Bóg "adoptował" szatana i jego anty-wartości?! Śmieszne
jest mówienie, że Jezus sam "prowokował" faryzeuszy, bo chciał być
zabity! Co Pan plecie?! Prawda, dobro i sprawiedliwość zawsze będzie
"prowokować" podłych samym swoim istnieniem! Słońce i ciemność nie
mogą istnieć RAZEM! Albo słońce – albo ciemność! I zawsze będzie WOJNA
między nimi! NA ŚMIERĆ I ŻYCIE! I jeśli ktoś UDAJE, że tego nie rozumie, to
świadczy to tylko: albo o jego głupocie, albo o tchórzostwie, albo o
przewrotności. Zaczynam się bać o Pana, że zbliża się Pan do jakiejś
przepaści..... błagam..... niech Pan uciszy swój wrzask pt. MOJA RACJA!!! MOJA
MĄDROŚĆ!!!
ratunku!!
Panie
Leszku .....co to znaczy?....."JA OSTRZEGAM PRZED TYM CO MOGĘ
ZROBIĆ!" .........co to znaczy panie Leszku?!..... ratunku!!!.......ja się
boję!!!!!......co to znaczy panie Leszku?.......
z
kim tak bardzo pragnie Pan rozmawiać? Czyjej uwagi i wysłuchania Pan tak bardzo
potrzebuje?! A jeśli Pan tak bardzo tego pragnie i potrzebuje, to czy naprawdę
uważa Pan, że ŻĄDANIE< GROŹBA to najlepsza metoda do zaspokojenia swoich
potrzeb? Przecież to prawie psychiczny terroryzm......czy chciałby Pan
rozmawiać z kimś w takim klimacie? "nie czyń drugiemu, co tobie
niemiłe" A gdybym ja powiedziała np. "Panie Leszku, jak Pan
natychmiast nie odwoła tego, że Jezus był chory (ale <BYŁ> skoro mógł być
wg. Pana <chory>) TO OSTRZEGAM PRZED TYM CO MOGĘ ZROBIĆ!!! chciałby Pan z kimś takim rozmawiać?! Bo ja
nie!
Oczywiście,
że Freud miał rację, mówiąc, że dziecko kreuje sobie obraz Boga na podobieństwo
własnego ojca! Oczywiście, że to prawda!!!
(dlatego myślę, że Pan tak bardzo nienawidził swojego ojca, że Pana
ojciec tak bardzo Pana skrzywdził, że przelewa Pan nienawiść do ojca na Jezusa.
Często z prawdziwych obserwacji wyciąga się fałszywe wnioski! Dla mnie jest
oczywiste, że Freud palnął głupotę mówiąc, że religia jest szukaniem
<super-ojca>, że to ojciec miał udział w kreowaniu Boga. A może jest
odwrotnie?! Może to Bóg pragnął wlać swoją miłość w serce dziecka przez serce
ojca?! Może to Bóg pragnął, żeby ojciec był <pierwszym słowem miłości
Boga> do każdego maleństwa?! Może ten <super-ojciec> to właśnie Bóg?!
Dlaczego nie?! Bóg mówi: "imię twoje jest
wypisane na moich dłoniach"! Jeszcze przed urodzeniem cielesnym
byliśmy w sercu Boga! Stąd miłość dziecka do ojca i pragnienie miłości ojca przez
dziecko jest tak ogromne, szalone i wieczne! A jeśli ojciec zawiedzie i
zdradzi, to rana jest śmiertelna i NIEWYLECZALNA..... i żaden psychiatra i
żaden lek tego bólu nie uśmierzą......ojciec jakby zamknął dziecku serce i
zniszczył jego otwartość na dojrzewanie do przyjęcia miłości Boga....większej
miłości Boga miał nauczyć ojciec swoją ludzką miłością.....ale stała się
emocjonalna tragedia......i całe życie
dziecko się błąka i miota i cierpi....potem psychiatrzy opisują tylko tę
ranę, ale jej nie leczą.....a może ratunkiem jest wtedy szukać miłości tego
PIERWSZEGO, OJCOWSKIEGO ŻRÓDŁA MIŁOŚCI, którym jest właśnie i NAPRAWDĘ ŻYWY
BÓG, który JEST, BYŁ i BĘDZIE!....wziąć skalpel i radykalnie odciąć się od tej
trującej relacji z ojcem....niech umarli grzebią umarłych......i rzucić się z
ufnością w miłość Boga......myślę, że Pan się boi, że to właśnie schizofrenia i
chce tę możliwość wdeptać w błoto......to może być i schizofrenia, ale nie
musi......to trudna droga wyjścia, ale możliwa....trzeba tylko zrozumieć, że to
nie Boga ma Pan ochotę zabić, ale "tylko" swojego ojca..... i że Bóg
jest KIM INNYM niż ojciec...... Freud puścił poranione dzieciaki(nawet wiekowo
dorosłe) w takie "maliny", że niech mu Bóg będzie litościwy.......
ciekawa
jestem jaka była Pana droga duchowa, ale w tej chwili nie miałabym siły na
studiowanie Pana tekstów....wolę otworzyć Ewangelię i się za Pana pomodlić
niech Pan się nie da złemu!!
Pozdrawiam serdecznie!
Krytyczne uwagi dotyczące
strony opracowanie.eu