Obraz zaburzeń psychicznych pozostaje niezmienny w zasadniczym schemacie na przestrzeni wieków. Czytając ich opisy sprzed setek lub nawet tysięcy lat (np. w Biblii), bez trudu możemy postawić rozpoznanie.
Cytat z rozdziału „Próba psychiatrycznej
prognozy”
(str. 153)
(...)
Obcując ze schizofrenikami,
co należy do znacznej części obowiązków psychiatry, trudno oprzeć się wrażeniu,
że „przefilozofują” oni swoje życie. Gdy większość ludzi trzyma się zasady: primum
vivere, deinde philosophari, to o schizofrenikach śmiało można powiedzieć,
że zasadę tę odwrócili.
Sprawy codziennego życia
schodzą u nich na daleki plan; są nieważne wobec ogromu przeżyć i ogólnych
zagadnień, które ich trawią. Daje to czasem – z punktu widzenia patrzących z
zewnątrz – fałszywy obraz uczuciowego otępienia. Nie obchodzi bowiem tych
chorych los najbliższych ani swój własny; pochłonięci są sprawami istoty bytu,
sensu wszechświata i swego w nim posłannictwa, walki dobra ze złem, prawdziwego
oblicza rzeczy, które się ukrywa pod pozornym, kataklizmu końca świata itp.
Ze względu na różnorodność i
bogactwo przeżyć schizofrenicznych trudno jest przedstawić pełny ich obraz.
Indywidualny i niepowtarzalny charakter historii życia każdego z pacjentów,
wpływy środowiskowe i kulturowe, konflikty, urazy, skrzywienia linii rozwojowej
itd., sprawiają, że w każdym wypadku przeżycia chorobowe są odmienne. Mimo tych
indywidualnych i społecznych różnic istnieją w świecie schizofrenicznym cechy
wspólne, pozwalające na postawienie rozpoznania niezależnie od epoki
historycznej, kręgu kulturowego, warstwy społecznej, wykształcenia oraz
czynników indywidualnych, które w sumie wpływają na zróżnicowanie obrazu
chorobowego.
Jedną z tych zasadniczych
cech można by określić mianem „filozoficzności”. Określenie takie ludziom,
którzy swoje zamiłowania i trudy poświęcili filozofii, może wydać się
uwłaczające, w istocie jednak, gdy pamiętamy, że świat schizofreniczny jest
udręką, a śmierć nieraz wybawieniem, i że ten świat odsłania się w olśnieniu,
którego grozy czy piękna oddać niepodobna – porównanie z nim dla tzw.
normalnego człowieka jest w pewnym sensie zaszczytem.
(...)
Z dwóch tablic, na których
zostało przedstawione przez Mojżesza dziesięcioro przykazań, tablica druga,
odnosząca się do zwykłych, codziennych ludzkich spraw i konfliktów, zajmuje w
życiu przeciętnego człowieka znacznie więcej miejsca niż pierwsza, dotycząca
spraw boskich i ostatecznych. Człowiekowi tzw. normalnemu trudno oderwać się od
konkretności życia. Filozofia wymaga jednak takiego oderwania, bo tylko w
abstrakcji tworzyć się może ogólny obraz rzeczywistości.
(...)
W schizofrenii hierarchia
wartości ulega odwróceniu. Pierwsza tablica Mojżesza staje się najważniejsza.
Schizofrenik może powiedzieć o sobie „królestwo moje nie jest z tego świata”.
Dzięki temu może społeczność schizofreniczna jest znacznie lepsza od
społeczności ludzi tzw. normalnych lub znerwicowanych, znikają z niej walki o
władzę, intrygi, zawiści. Można by mówić o odwrotności zasady senatores boni
viri, senatus mala bestia. Moment ten odgrywa ważną rolę w terapii, grupa
społeczna działa leczniczo, stąd znaczenie therapia loci w psychiatrii.
(...)
Nie wdając się w genezę
schizofrenicznego autyzmu, można przyjąć na podstawie obserwacji pacjentów już
w toku choroby, iż wskutek oderwania się od rzeczywistości zatraca się
wspomniana hierarchia wartości, a z nią zaciera się wytworzona w ciągu życia
struktura czasowa i przestrzenna, inaczej mówiąc, u schizofrenika „koszula nie
jest bliższa ciału”. Dla niego sprawy odległe w czasie i miejscu, tyczące się
losów świata, całej ludzkości, narodów, religii są niejednokrotnie bez
porównania ważniejsze niż sprawy osobiste.
(...)
Przenikanie obu światów,
wewnętrznego i zewnętrznego, jest obustronne. Schizofrenik z łatwością przenika
cudze myśli, odczytuje, co w środku się dzieje, Ding an sich dla niego
nie istnieje, kieruje on cudzą wolą, zjawiskami przyrody, wypadkami
politycznymi, losami ludzkości, a nawet całym wszechświatem, uzyskuje boską
wszechmoc. On sam jednak jest sterowany tajemniczymi siłami, wrogowie odczytują
jego myśli, wydają sprzeczne z jego wolą rozkazy, staje się bezwolnym
automatem, wskakują w niego obce istoty: bóg, szatan, bohaterowie, zbrodniarze,
zwierzęta, potwory, nie jest już więcej sobą. Raz jest on na górze, a raz pod
spodem, wszechmocny podmiot i bezwolny przedmiot.
(...)
Wśród różnorakiej tematyki
urojeniowej stosunkowo często powtarzają się trzy wątki, które można by
określić jako kosmologiczny, eschatologiczny i charyzmatyczny. Kosmologia
schizofreniczna polega na tym, że chory jest pochłonięty sprawami wszechświata,
ludzkości narodów. Stwarza własne koncepcje istoty i sensu kosmosu. W
szczególności walka dobra ze złem wysuwa się w tych koncepcjach na plan
pierwszy. Sprawy ostateczne, apokaliptyczne wizje
końca świata, sądu ostatecznego, raju czy piekła, krwawych wojen, zaciętych
walk między stronnikami dobra i zła itp. zajmują znaczną część schizofrenicznych
urojeń. Możliwe, że eschatologia schizofreniczna wynika z rozpadu własnego
świata, z własnym światem ginie cały kosmos.
W olśnieniu schizofrenicznym
chory nagle widzi sens własnego życia i swoje posłannictwo. Wszystko staje się
nieważne wobec najwyższego celu, który odtąd będzie mu przyświecać. Niekiedy
cel ten jest społecznie pozytywny, co zostało przez Brzezickiego określone jako
schizophrenia paradoxalis socialiter fausta. Chory poświęca wszystkie
myśli dla stworzenia wielkiego dzieła swego życia, np. charytatywnego, jak brat
Albert, artystycznego, jak Strindberg, Monsiel, lub filozoficznego, jak
przypuszczalnie Comte. Częściej na otoczeniu charyzmatyka schizofreniczna
sprawia wrażenie nieszkodliwej lub szkodliwej dziwaczności, jak w wypadku
jednego z chorych krakowskiej kliniki, który dla ratowania ludzkości przed
grożącym końcem świata uciął sobie palec u nogi, lub gdy chory, walcząc o
spełnienie swej misji, natrafia na opór otoczenia, które go nie rozumie i w
jego przeświadczeniu prześladuje.
Powstaje pytanie, czy przedstawione tu szkicowo problemy świata schizofrenicznego mają coś wspólnego z tematyką i metodą myślenia filozoficznego. Psychiatrze trudno na to pytanie odpowiedzieć i potrzebna mu jest pomoc filozofa. Wydaje się, że następujące momenty mogą okazać się zbieżne:
1)
oderwanie
od konkretu i dzięki temu większa łatwość poruszania się na współrzędnych
przestrzeni i czasu;
2)
dążenie
do przekroczenia granicy oddzielającej człowieka od jego otoczenia, stąd też szukanie
istoty rzeczy, niezadowalanie się zewnętrznym ich wyglądem;
3)
skłonność
do tworzenia struktur integracyjnych i narzucania ich otaczającemu światu,
dzięki czemu rzeczywistość nabiera cech logicznych związków przyczynowych;
4)
większe
zainteresowanie sprawami zasadniczymi i ostatecznymi na niekorzyść spraw
codziennych i zwykłych.
Nikt nie ma wątpliwości, że schizofrenia jest chorobą; przemawia za tym choćby ogrom cierpienia ludzi nią dotkniętych. Jednakże nie można zaprzeczyć, że w chorobie tej jest coś wzniosłego, mianowicie to, że cechy swoiście ludzkie ulegają w niej katastroficznemu przerostowi.
str. 217-218, 218-219, 219, 221, 223, 226-228
Antoni Kępiński – Rytm życia – Wydawnictwo
Literackie, Kraków 2001