Strona główna

 

 

 

 

Wierzę, że Chrystus był bożyszczem tłumu, kimś w rodzaju gwiazdy rocka, swoistym rewolucjonistą.

 

Najlepszy sposób na nieśmiertelność to umrzeć na oczach całego świata. Jezus był pierwszą martwą rockową gwiazdą.

 

Marilyn Manson

 

 

 

 

Fragmenty wywiadu z Wojciechem Eichelbergerem (2 lipca 2009, TVN 24, „24 godziny”)

 

Anita Werner: Czy fani mogą się czuć zawiedzeni, że nie będzie publicznego wystawienia zwłok Michaela Jacksona przy jego posiadłości, a oni tam przyjechali? Jakie to są uczucia, które towarzyszą pożegnaniu fana z idolem?

Wojciech Eichelberger: To są uczucia bardzo złożone i zupełnie odrealnione, prawdę mówiąc, bo istota idola polega na tym, że on jest jako osoba zupełnie nieznany ludziom, fanom w szczególności. Dzięki temu w tego idola można włożyć, każdy właściwie może włożyć – kawałek siebie, jakiś fragment jego historii, fragment jego utworu, być może życia. I wówczas następuje identyfikacja z tym idolem. Ogromna potrzeba emocjonalna właśnie zaistnienia gdzieś blisko, zdobycia jakiejś pamiątki po nim, czegokolwiek, co by nas jeszcze głębiej podłączało do tej postaci, która jest tak naprawdę enigmatyczna i zupełnie w takim wymiarze realistycznym nierozpoznana. Właściwie im bardziej jest idol nieznany, tym lepiej, można powiedzieć, bo tym więcej osób może tę swoją jakąś część umieścić w nim.

(...)

- I nie przeszkadza na przykład też to, że były oskarżenia o molestowanie dzieci, że były długi, że były leki o działaniu narkotycznym, jakieś fanaberie?

- To wszystko będzie zapomniane albo włączone w jakiś heroiczny wątek jego życia – że ktoś mu chciał zaszkodzić, że ktoś go niesprawiedliwie o coś posądzał, że został otoczony przez ludzi, którzy go więzili lub którzy mu źle życzyli, którzy go próbowali uzależnić, w związku z tym dawali mu jakieś środki. Wszystko to zostanie wyidealizowane i dzięki temu Michael Jackson, podobnie jak Elvis Presley na przykład, będzie istniał w pamięci tych ludzi jako postać idealna zupełnie.

(...)

- Czyli ta więź fana i idola jest strasznie silna.

Bardzo silna. To jest więź nieprawdopodobnie silna i myślę, że analiza tego, co się dzieje z fanami Presleya, mimo, że to już pokolenia przecież minęły, i ciągle odradzają się nowi – wyraźnie pokazuje, że potrzeba posiadania czegoś takiego, tego typu snu w sobie, bo to jest w zasadzie sen, to jest pewna iluzja, no jest nieprawdopodobna. Karmi ludzi!

 

 

 

Fragmenty wywiadu z Jackiem Santorskim (7 lipca 2009, TVN 24, „Dzień na żywo”)

 

Jacek Santorski: Teraz mamy taką zbiorową reakcję niedojrzałą. Dojrzałość polega na tym, że człowiek potrafi dostrzec i piękność i bestię w kimś, i czarne i białe, i lepsze i gorsze, i mu wtedy towarzyszyć, oddać się, poświęcić. W tej chwili mamy sytuację prostszą, mniej wymagającą z punktu widzenia dojrzałości. Po prostu – odszedł, można go znów wyidealizować. To słowo – ideał, idealizacja – eksperci, komentatorzy odmieniają przez wiele przypadków. Czyli – dzisiaj można się niedojrzale oddać tej sytuacji. Wtedy potrzebna była dojrzałość. Myślę, że ludzie dojrzali, pewnie nieliczni, wtedy też go nie opuścili.

(...)

To są te takie społeczne odruchy, społeczne atawizmy – pochodne od paniki, tylko tym razem tu chodzi o poszukiwanie rezonansu w czymś takim idealnym, pozytywnym i bolesnym.

(...)

Żyjemy w czasach, gdy autorytet potrzebuje jakiegoś elementu takiej właśnie idolizacji, żeby uruchomić te mechanizmy takiego społecznego rezonansu. Taki nasz czas, taka nasza kultura. Trochę inne ośrodki podobno w mózgu się uruchamiają, gdy jesteśmy w trakcie ekstazy religijnej, a inne, kiedy jesteśmy w trakcie tak zwanej „dżumy emocjonalnej”, histerii zbiorowej. Aczkolwiek te porządki się w tej chwili mieszają. Mamy najwyżej rozwiniętą elektronikę, która służy temu, żeby cały świat to obejrzał i ciągle pewną niedojrzałość emocjonalną nas – ludzi.

 

 

 

Wypowiedzi z forów internetowych tvn24.pl oraz onet.pl przytoczone podczas programu „Dzień na żywo” (7 lipca, TVN 24)

 

Żegnaj Michael. Zawsze będziesz w naszej pamięci. Kochamy Cię!

~Ania

 

Dawał  ludziom dużo radości ten król popu. Cieszy mnie, że ludzie jeszcze potrafią odróżniać ziarno od plew.

~Mikołaj

 

To skandal, że on nie żyje. Trudno mi pogodzić się z tym, że już nigdy nie będzie go więcej.

~1 mnpm

 

Byłeś mi wiarą i nadzieją... Ty i tylko Ty.

~ :(

 

Może głupio to zabrzmi, ale CIĄGLE  CZUJĘ  ŻE  ON  ŻYJE. Kiedy oglądam jego teledyski, wywiady nie opuszcza mnie uczucie, że Michael nie umarł. Brrrr to uczucie mnie przeraża. Może tylko do czasu dzisiejszego pochowania ciała?

~Carmen 23

 

Na zawsze śpiewać będzie w moim sercu. Każde miasto powinno mieć chociaż jedną ulicę jego imienia.

~Jakub z Kazimierza

 

 

 

Fragment programu „Dzień na żywo” (7 lipca, TVN 24)

 

Danuta Kondratowicz: Pogrzeb Michaela Jacksona przyciąga do Los Angeles tysiące fanów. Uroczystość, o której już mówi się, że będzie największym spektaklem świata, budzi coraz więcej kontrowersji. Czy pogrzeb to dobry moment na takie show? Na to pytanie starał się odpowiedzieć Paweł Sztompke – dziennikarz muzyczny.

Paweł Sztompke: To wszystko było właściwie od początku do końca wymyślone. To nie powinno nikogo oburzać ani nie powinno być zgrzytem, dlatego, że on był postacią absolutnie wymyśloną. Sam sobie nie mógł zresztą z tym poradzić, do końca życia. Jego życie i jego śmierć było wpisane w ten spektakl, który właśnie dzisiaj będzie miał swoje ukoronowanie.

 

 

 

Fragmenty przemówień wygłoszonych podczas pogrzebu Michaela Jacksona1

 

Aęłęóęłęómerykańska wokalistka Alicia Keys: Był wspaniałym, genialnym, współczującym gigantem pełnym miłości. To on dał nam miłość, emocje i wspaniałe momenty na tym doczesnym świecie. Nie potrafię uwierzyć, że go już z nami więcej nie będzie.ęłęó

 

ęłęóPastor Lucius Smith, przyjaciel rodziny Jacksonów: Dla milionów ludzi na całym świecie Michael Jackson był bohaterem i królem, ale przede wszystkim, ten człowiek, który leżu tutaj przed nami był naszym bratem, naszym synem, naszym ojcem i przyjacielem. Wspominamy tego człowieka, świętując pamięć jego życia i radość, którą wniósł w nasze życia przez pół wieku. Dopóki pamiętamy jego i nasz czas z nim, prawda o nim nie odeszła. W jego pięknym sercu, Michael Jackson chciał jedynie dawać miłość światu i być może odczuwać miłość w zamian.

 

ęłęóZałożyciel wytwórni Motown, Berry Gordy, który współpracował z Michaelem jeszcze w czasach „The Jackson Five”: Chciał być najlepszy. Wciąż się uczył. Cały czas podnosił sobie poprzeczki, a następnie łamał rekordy. Jego talent przeniósł jego samego i rozrywkę na zupełnie inny poziom. Był to człowiek o dwóch osobowościach. Poza sceną był dość dziecinny, spokojny i wstydliwy, natomiast kiedy wychodził na scenę, zamieniał się w inną osobę, w mistrza, „nie brał zakładników”, był niesamowity, zawsze rządził.

 

Brat Michaela Jacksona Marlon Jackson: Jak wiecie Pan nasz ma cel dla każdego z nas. Niekiedy nie możemy go zrozumieć, ale być może stanie się on dla nas jasny, kiedy dotrzemy do tej ostatecznej nagrody, kiedy staniemy przed jego obliczem i zobaczymy Michaela, który stoi u jego boku2.

 

 

 

Fragmenty wypowiedzi w programie „24 godziny” (7 lipca, TVN 24)

 

Janusz Józefowicz: Gdyby Michael Jackson nie istniał, to trzeba byłoby go wymyśleć, bo jest to wymarzona postać dla show-biznesu. Jest to artysta, którego kochają i nastolatki, i czarni, i biali, i dorastające dziewczyny. (...) Michael to była taka postać, do której każdy chciał się przytulić, bez względu na kolor skóry, na wiek.ęłęó

 

 

 

Fragmenty wywiadu z Jackiem Santorskim (8 lipca 2009, Gazeta Wyborcza)

 

Donata Subbotko: Po jego śmierci ludzie zaczęli się spontanicznie schodzić, gromadzić
Jacek Santorski: To atawizm. Prawdopodobnie w 99 proc. jesteśmy zwierzętami. Przetrwali ci nasi przodkowie, którzy w obliczu raptownych zmian grupowali się, a nie rozpierzchali. Łatwiej jest przeżywać wspólnie niż samotnie.
Wspólne przeżywanie uruchamia uczucia narkotyczne – jest takie pojęcie „dżumy emocjonalnej”, które polega na tym, że w tłumie doświadcza się eskalacji emocji, czego jesteśmy teraz świadkami. W prawie narkotyczny sposób można doświadczać transu, którego trudno doświadczyć w pojedynkę czy w małym gronie.

ęłęó- Czy to, że chcemy być świadkami odejścia bohaterów, choćby pośrednio uczestniczyć w żegnaniu papieża, lady Diany czy Jacksona, świadczy jeszcze o czymś więcej?
- Wspólne przeżywanie śmierci staje się ważniejsze niż śmierć, dramat człowieka, który – choć to daleko posunięte – składa nam swego rodzaju ofiarę. Kiedyś takie ceremonie odbywały się, gdy odchodził rzeczywisty przywódca stada, a teraz mieszamy autorytety z idolami.

(...)

- Może niedługo dowiemy się, że wcale nie umarł, że gdzieś żyje – nieśmiertelny tak, jak sobie marzył?
- Dobry film ma nie więcej niż dwa punkty zwrotne. Może będzie jeszcze jakaś próba wskrzeszenia Jacksona, zorganizowana, żeby ukręcić na nim biznes, ale potem wszystko wróci na swoje miejsce. Tak było z Johnem Lennonem, Elvisem Presleyem, Marilyn Monroe, Kurtem Cobainem... Zostanie tylko wspomnienie po wybitnej gwieździe pop.
- A tęskniące za emocjami masy poszukają sobie kolejnej ikony?
- Tak. Są osoby, które tworzą rodzaj enklawy dla tych naszych tęsknot. Za jakiś czas film o kolejnym po Jacksonie półbogu wyświetli się na innym ekranie. Ktoś następny weźmie na siebie ten ból – bo ci, co są bliżej takich ludzi, wiedzą, że bilans ich szczęścia i nieszczęścia nie jest wcale taki pozytywny.

 

 

 

Fragmenty wywiadu z Diane Negra3 (8 lipca 2009, Dziennik)

 

Anna Gromnicka: Czy media szargają pamięć o Jacksonie, doraźnie wyprzedając jego popkulturowe dziedzictwo? A może raczej jest to głębszy proces związany z poszerzaniem granic ludzkiej wrażliwości o tematy tabu?

Diane Negra: W procesie kulturowej kanonizacji Jacko najważniejsze jest to, że bierzemy pod uwagę tylko pozytywne strony jego życia. Ludzie zwykle są przekonani, że zarabianie pieniędzy w show-biznesie może skutkować degrengoladą. Jednak inaczej niż w przypadku takich artystek jak Briney Spears czy Amy Winehouse, Jacksonowi wybaczamy jego upadek. Wiąże się to z zakorzenioną w ludzkiej naturze potrzebą rozpoznawania cudów, obierania geniuszy, osób wyjątkowych, które posiadły właściwości ponadnaturalne. (...)

- Potrafi sobie pani wyobrazić, że media reagują w taki sam sposób na śmierć Madonny albo innej ikony popkultury?

- Raczej nie. Jackson był wyjątkowy także dlatego, że zaspokajał potrzebę posiadania kogoś bliskiego, kto zastępowałby rodzinę, przyjaciół, itp. (...) Uwielbienie dla Michaela Jacksona, szczególnie po jego śmierci, jest taką namiastką więzi, jakie powinna wytworzyć rodzina, sąsiedzi, przyjaciele. Idealizując go, wiemy, że będzie dokładnie taki, jakim chcemy, by był. Nie ma w nim konfliktu, nie może zaprzeczyć czy pokłócić się z nami. (...)

- Proszę wymienić dwa warunki, które powinna spełniać gwiazda, by zasłużyć na takie hołdy.

- Przedwczesna śmierć i pionierska działalność. W wypadku Jacksona jeden i drugi warunek zostały spełnione.

 

 

 

Fragmenty wywiadu z Piotrem Najsztubem (8 lipca 2009, TVN 24, „Fakty po Faktach”)

 

Piotr Najsztub: (...) Myślę, że media się już nauczyły, że to święto śmierci jest już bogate i okazałe.

Justyna Pochanke: A myślisz, że to jest tylko i wyłącznie święto śmierci? Czy to jest coś więcej?

- To jest rozpaczliwa próba posiadania tych samych emocji w jednym momencie na całym świecie.

- Ale skoro to jest próba, to może jest taka potrzeba?

- Jest i zawsze była. Dlatego istnieją religie. Ja jako osoba niewierząca uważam, że jednym z powodów powstania religii była potrzeba zbiorowego uniesienia i zbiorowej wiary, i zawierzenia się czemuś. To święto śmierci jest czymś takim, bo w ludziach jest taka potrzeba.

(...)

Oczywiście są też inni, którzy w Michaelu Jacksonie nawet w nieuświadomiony sposób widzą kosmitę.

- On był nie z tego świata.

- To był człowiek, który chciał się pozbawić swojego człowieczeństwa.

(...)

- Zastanawiam się, czy ktoś by wytrzymał takie życie, kiedy ludzie albo na twój widok płaczą, albo na twój widok się modlą, albo na twój widok padają z histerycznymi okrzykami, albo mdleją, albo wiszą w charakterze kiści winogron na twoim domu, kiedy Fred Astaire gratuluje ci kroków tanecznych, kiedy Nelson Mandela mówi „jesteś moim bliskim przyjacielem”, kiedy każdy kolejny prezydent Stanów Zjednoczonych zaprasza cię do domu... Chyba nie ma człowieka, który wytrzymałby to tak naprawdę w swojej ludzkiej, ziemskiej konstrukcji. Musi być kosmitą.

- Podobno papież to wytrzymywał – Jan Paweł II.

- Ale papież jest świętym.

- No, jeszcze nie, ale będzie.

- Dla wielu ludzi jest.

- Natomiast dla Michaela Jacksona myślę, że to było naturalną konsekwencją, to go już nie zmieniało. Coś go zmieniło dużo wcześniej. On dużo wcześniej stał się kosmitą i to, co potem mu towarzyszyło, odbierał jak kosmita: no, ludzkość, ludność, mieszkańcy tej planety – wielbią go, bo jest kosmitą; jedynym kosmitą w okolicy.

- Muzykę miał kosmiczną, w każdym razie – moim zdaniem. Dziękuję ci pięknie.

Piotr Najsztub na koniec „Faktów po Faktach”. „Kropka nad i” – Monika Olejnik – wróci na Ziemię, proszę Państwa, już za moment.

 

 

 

Fragment programu „Polska i świat” (9 lipca, TVN 24)

 

Anna Kalczyńska: Może te niedopowiedzenia są bardzo ważne i muszą takie pozostać, bo bez nich legenda o Michaelu Jacksonie nie byłaby tak niezwykła, jak jest.

Łukasz Grass: Mówiąc brzydko – na pewno ktoś zrobi kasę na tych niedopowiedzeniach, w najbliższym czasie.

 


 

1 źródło: tvn24.pl oraz transmisja w telewizji TVN 24

2 por. Rz 8,34;  Hbr 10,12;  1 P 3,22

3 socjolog kultury, profesor wydziału studiów filmowych i telewizyjnych Uniwersytetu Wschodniej Anglii ęłęó

 

 

 

 

Strona główna