Strona główna

 

 

 

SPRAWA  JUDASZA

 

 

 

 

Tak... ludzie już widzą planety poza Układem Słonecznym i jednocześnie...

 

Swego czasu wiele kontrowersji wzbudziła tzw. Ewangelia Judasza. O Ewangelii tej wspomina w 180 r. n.e. Ireneusz z Lyonu. Biorąc pod uwagę ówczesny stan rozwoju piśmiennictwa, kopiowania i kolportażu tekstów, można przyjąć, że Ewangelia Judasza istniała wtedy nie od kilku czy kilkunastu, ale od co najmniej kilkudziesięciu lat. A to już ją zbliża do okresu, w którym powstawały ewangelie kanoniczne. Wersje śmierci Judasza zawarte w Mt 27,3-10 oraz Dz 1,16-20 są wzajemnie sprzeczne, mogły to być zatem ludowe bajania.

 

Słowa Jezusa "Judaszu, musisz poświęcić ciało, które mnie okrywa" oraz "Złożysz w ofierze człowieka, który mnie okrywa" mają wskazywać na gnostycki charakter tej ewangelii. W poglądach gnostyków obecny był antysomatyzm, czyli negatywny stosunek do ciała uznawanego za źródło zła i w konsekwencji antyseksualizm; stanowi to zradykalizowaną formę myśli orfickiej, pod której wpływem byli pitagorejczycy i Platon, głoszącej, że ciało jest więzieniem dla duszy1. Podobne wątki występują właśnie np. w dialogu Platona "Fedon". Jest tam zawarty opis ostatnich godzin życia Sokratesa, który oczekuje na wykonanie na nim wyroku śmierci. Wyroku, który zapadł w wyniku procesu przed trybunałem ateńskim. Podczas tego procesu Sokrates nie miał zresztą nic przeciwko temu, by być skazanym na śmierć (zob. "Obrona Sokratesa").

 

 

... i wobec tego musi się między prawymi filozofami ustalać taka mniej więcej opinia i tak pomiędzy sobą nieraz mówią: Bodaj że istnieje taka niby ścieżka, którą nas rozum w rozważaniach wyprowadza, ale jak długo będziemy mieli ciało i dusza nasza będzie złączona z tak wielkim złem, nigdy w świecie nie potrafimy zdobyć i posiadać w pełni tego, czego pragniemy. A powiadamy, że tym jest prawda. Bo tysiączne nam kłopoty sprawia ciało, któremu pokarmu trzeba. A do tego, jeśli na nas jeszcze jakieś choroby spadną, przeszkadzają nam w szukaniu tego, co istnieje. Pragnieniami i żądzami, i obawami, i widziadłami różnorodnymi, i głupstwami nas napełniają licznymi, tak że, jak mówią, naprawdę przez to niczego nigdy na rozum wziąć nie jesteśmy w stanie2.

 

A więc istotnie Simiaszu, ci, którzy filozofują jak należy, troszczą się i starają o to, żeby umrzeć, i śmierć jest dla nich mniej straszna niż dla wszystkich innych ludzi. Rozważ to stąd. Przecież jeśli są w ustawicznej walce z ciałem, a pragną mieć duszę samą w sobie i nareszcie im się to spełni, to gdyby się bali i wzdragali, nie byłożby to wielkim głupstwem nie iść chętnie tam, gdzie są widoki na znalezienie tego, czego przez całe życie dostąpić pragnęli?3

 

 

A oto zapiski Edwarda Stachury przed popełnieniem samobójstwa:

 

 

Lao-Tse mówi: "Kochaj wielkie nieszczęście jak swoje własne ciało". I wyjaśnia: "To, co sprawia, że doznaję nieszczęścia, to to, że mam ciało. Gdybym nie miał ciała, jakiego mógłbym doznać nieszczęścia?"4

 

Widzę, że w tym życiu nie ma równowagi dla tego życia. W tym świecie nie ma równowagi dla tego świata. To jest taki statek, który płynie przechylony ciągle na jedną burtę, jak ten, którym płynąłem kiedyś z Oslo do Sarpsborg. A zatem gdzie jest równowaga? Nadzieja szepcze, że po śmierci5.

 

Ludzie wkoło mnie żyją sprawami tego świata, dlatego mogą w tym świecie żyć. Ja nie mogę przyłożyć się do spraw tego świata, dlatego nie udaje mi się w tym świecie żyć. Czym żyję? Nie widzę powodów dla swojego bytowania tu, na ziemi6.

 

Czy można tu żyć i tęsknić rozdzierająco za czymś innym? Gdzie jest to inne? Jedyne miejsce tego gdzie może być, jeżeli nie tu, nie tu? Och, dolo, dolo na tym padole. Jak długo można tak pisać i pisać, nie mając już o czym pisać? Jak długo można tak wałęsać się i wałęsać, nie mogąc znaleźć sobie miejsca? Do śmierci, do śmierci. Mam dopiero 42 lata, więc przypuszczalnie szmat czasu przede mną. A czy nie można by wyjść śmierci na spotkanie? Czy nie byłoby to normalne w mojej sytuacji? Taki krok. Czy to byłby przejaw obłędu, czy też coś zbliżonego do naturalności, do spontaniczności? Co robić? Żyć, nie będąc ani żywym, ani umarłym, czy umrzeć i... kto wie?7

 

Błogosławieństwem człowieka czy przekleństwem jest świadomość? Wygląda na to, że tu na padole jest przekleństwem. Nadzieja szepcze, że tam będzie błogosławieństwem, tam, w innym życiu8.

 

 

Podobne wątki występują również w ewangeliach kanonicznych:

 

 

Kto będzie się starał zachować swoje życie, straci je; a kto je straci, zachowa je9.

 

A gdy ujrzycie Syna Człowieczego, jak będzie wstępował tam, gdzie był przedtem? Duch daje życie; ciało na nic się nie przyda10.

 

Ten, kto kocha swoje życie, traci je, a kto nienawidzi swego życia na tym świecie, zachowa je na życie wieczne11.

 

 

Można to wszystko nazywać gnostycyzmem, ja to nazywam myśleniem typu «życie mi zbrzydło; "tam" będzie lepiej».

 

Dla Jezusa idealną sytuacją była taka, w której miałby zdrajcę pod swoją kontrolą. Dlaczego? Jezusowi zależało, by być skazanym i straconym dokładnie w dniu święta Paschy (dlaczego akurat wtedy – piszę o tym w rozdziale "Upadek"). Oczywiście nie mógł się w ten sposób umówić z kapłanami żydowskimi, dlatego doprowadził ich do szewskiej pasji swoimi wystąpieniami w Jerozolimie (patrz rozdział "Prowokator") a jednocześnie uniemożliwiał im aresztowanie, przebywając wśród licznych tłumów (Łk 20,19a) lub ukrywając się przed nimi. Dodatkowy azyl zapewniał mu dom Łazarza w Betanii (Mt 21,17;  Mk 11,11b-13;  11,19-20;  J 12,1;  12,12). Aresztowanie Jezusa w domu znanego i szanowanego człowieka (J 11,18b), którego zresztą Jezus niedawno "wskrzesił" (wydarzenie to odbiło się szerokim echem w Jerozolimie i jej okolicach; patrz: J 12,9;  12,17-18) mogłoby się okazać dla kapłanów niebezpieczne. W tej sytuacji, gdy Jezus podsyła kapłanom żydowskim w odpowiednim momencie (noc poprzedzająca święto) zdrajcę, który ujawnia im miejsce jego pobytu, może w ten sposób wyznaczyć datę swojej egzekucji. Kapłani żydowscy obawiali się, że Jezus wywoła rozruchy w dniu święta Paschy (J 11,48); Jezus jedynie uwięziony w dniu święta również mógł być niebezpieczny. Natomiast Jezus skazywany na śmierć przez władze rzymskie i prowadzony na miejsce egzekucji był niegroźny. Początkowo przypuszczałem, że Jezus sprowokował Judasza do zdrady. Ujawnienie zdrajcy, które miało miejsce w czasie ostatniej wieczerzy, zmusiłoby go do natychmiastowego wprowadzenia swych planów w życie12 – echa tych przypuszczeń widać w rozdziale "Prowokator". Nie przyszło mi do głowy, że Jezus mógł się posunąć do takiej perwersji, by swojego ucznia namówić do tego, by ten go zdradził.

 

Przyjmijmy tymczasowo, że Judasz nie był w zmowie z Jezusem, lecz autentycznie go zdradził. Na czym miała polegać zdrada Judasza? Na tym, że przyprowadził uzbrojony oddział do ogrodu, w którym nocami przebywał Jezus z uczniami (Łk 22,39;  J 18,2). Kapłani żydowscy mieli nie znać tego miejsca nocnego pobytu Jezusa. Problem polega jednak na tym, że – jak podają ewangelie – Jezus i jego uczniowie noce spędzali w Betanii (Mt 21,17;  Mk 11,11b-13;  11,19-20;  J 12,1;  12,12). Betania leży na wschodnich stokach Góry Oliwnej, a ogród Getsemani – u podnóża tejże góry od strony zachodniej. Muszę przyznać, że trudno mi sobie wyobrazić Jezusa z uczniami nocami przysypiających pod drzewami w ogrodzie Getsemani, podczas gdy niedaleko mieli zaprzyjaźnioną rodzinę. Jezus został pojmany głęboką nocą – jego uczniowie zdążyli wcześniej kilka razy się zdrzemnąć (Mt 26,36-46;  Mk 14,37-41;  Łk 22, 39-47). Nie możemy jednak wykluczyć ponad wszelką wątpliwość, że było tak jak podają ewangelie. Nie mamy na to bezdyskusyjnych dowodów.

 

Przyjmijmy zatem, że "Jezus i uczniowie Jego często się tam [w Getsemani] gromadzili" (J 18,2). No dobrze, ale dopiero po przyjęciu takiego właśnie założenia natrafiamy na prawdziwe problemy. Jestem ciekaw, czy ktokolwiek przez ostatnie 2000 lat zastanawiał się nad tym, co myślał Judasz po wyjściu z wieczernika, gdy udawał się do kapłanów żydowskich, by zdradzić im miejsce pobytu Jezusa? Nie chodzi mi tutaj o te wszystkie rozważania typu: brzemię odpowiedzialności, zdrada mistrza, nikczemność, zło, itd... Chodzi o szczegóły techniczne. W które miejsce powinien przyprowadzić uzbrojony oddział? Pozornie odpowiedź wydaje się prosta – do ogrodu, w którym "Jezus i uczniowie Jego często się gromadzili". Ale gdyby Judasz tak pomyślał, to:

 

1) Musiałby uważać Jezusa za zwykłego głupca, a to jest niemożliwe. Tzn. Judasz nie mógł wtedy tak myśleć o Jezusie.

2) Musiałby mieć świadomość (przyjąć założenie), że Jezus chce być pojmany.

 

ad 1) W tym punkcie zakładam, że Judasz nawet się nie otarł o myśl, iż Jezus mógł chcieć być pojmanym.

Przed chwilą Jezus ujawnił jego zdradę (Mt 26,21-25;  Mk14,18-21;  Łk 22,21-23;  J 13,21-27). Judasz wyszedł wtedy z wieczernika (J 13,30). Gdyby łudził się, że Jezus nie domyśli się, iż wyszedł po to, aby sfinalizować swój akt zdrady i dlatego wkrótce przyjdzie z uzbrojonym oddziałem w miejsce, w którym Jezusa należałoby się spodziewać, musiałby mieć Jezusa za zwykłego głupca. Judasz znał Jezusa już od dwóch lat. Przed chwilą Jezus ogłosił, że przejrzał jego plany. Judasz nie mógł wtedy liczyć na to, że Jezus okaże się zwykłym głupcem.

 

ad 2) Judasz brał pod uwagę ewentualność, że Jezus chce być pojmany. Nadal zakładam jednak, że Judasz nie był z Jezusem w zmowie.

Według ewangelii Jezus kilkakrotnie zapowiadał swoją mękę i śmierć (Mk 8,31-32;  9,31;  10,33;  Mt 26,2). Przez ostatnie miesiące przygotowywał swoich uczniów na sytuację, w której nie będzie już na ziemi (Mk 13,11). Dwa dni wcześniej zapowiedział im koniec świata: "Gwiazdy będą padać z nieba i moce na niebie zostaną wstrząśnięte. Wówczas ujrzą Syna Człowieczego, przychodzącego w obłokach z wielką mocą i chwałą. Wtedy pośle On aniołów i zbierze swoich wybranych z czterech stron świata, od krańca ziemi aż do szczytu nieba." (Mk 13,25-27). Wypowiadał się z pogardą o życiu "ziemskim" i ciele (Łk 17,33;  J 6,63a;  12,25). A zatem Judasz mógł myśleć, że Jezus pragnie śmierci. No dobrze, ale co to za zdrada, jeżeli ma się świadomość, że wypełnia się wolę zdradzanego, nawet jeżeli to nie jest z nim uzgodnione?

 

Istnieje jeszcze możliwość, że Judasz liczył, iż Jezus nie zniży się do pokątnego ukrywania się przed pragnącymi go aresztować ludźmi. Że przyjmie taką sytuację jako wolę Boga i pokornie da się aresztować. Ale wtedy o losach wielkiego, dumnego człowieka decyduje mały zdrajca, przy przyzwoleniu tegoż wielkiego, za jego wiedzą i zgodą. A zatem (skoro jest wielki) musiał już wcześniej brać to pod uwagę, przewidywać, uwzględniać w swoich planach, czyli – planować. W ten sposób powróciliśmy do p. 2).

 

Można jeszcze przyjąć założenie (teologiczne), że w Judasza wstąpił szatan (J 13,27a), dlatego nie myślał logicznie, lecz był zaślepiony. Proponowałbym jednak (teologom) odrzucić takie wyjaśnienie sprawy Judasza, ponieważ wtedy zapowiedzi Jezusa odnośnie własnej męki i śmierci mogłyby wyraźnie wspomagać podszepty szatana w oczach Judasza („zobacz, on sam pragnie swojej śmierci”; „jego śmierć i tak już jest postanowiona”). Jezus współpracujący z szatanem w kuszeniu Judasza?

 

Niestety, ale jedynym w miarę logicznym wyjaśnieniem postępowania Judasza i Jezusa w noc aresztowania jest takie, że po prostu umówili się oni na spotkanie w ogrodzie Getsemani.

 


 

Przypisy:

1 źródło: Wikipedia – “Gnostycyzm

2 Fedon 66 B-C

3 Fedon 67 E

4 Edward Stachura – “Poezja i proza”, T. 5, (SW Czytelnik, Warszawa 1982), s. 426

5 Tamże, s. 437

6 Tamże, s. 437

7 Tamże, s. 438

8 Tamże, s. 440

9 Łk 17,33

10 J 6,62-63a

11 J 12,25

12 Jednak Jezus nie miałby wtedy gwarancji, że Judasz w ostatniej chwili nie zrezygnuje ze swych planów i po prostu nie ucieknie.

 

 

 

Strona główna