Strona główna

 

 

Kilka elementarnych uwag

Przychodzimy na świat praktycznie bez wiedzy o nim (jeśli nie liczyć najbardziej elementarnej wiedzy dziedziczonej genetycznie, którą dzielimy ze zwierzętami). Potrzebujemy jednak informacji o tym, jak zbudowana jest rzeczywistość, jakie zachodzą w niej procesy i jakie występują regularności (prawa przyrody lub społeczne), a mało praktyczne jest założenie, że możemy je zdobyć wyłącznie własnym wysiłkiem. Nie chcąc więc za każdym razem gromadzić wiedzy od samego początku - co zatrzymałoby nas na poziomie zwierzęcym - przyjmujemy za prawdziwą tę wiedzę, którą zastaliśmy po naszym wejściu w społeczeństwo. Na przykład chodząc do szkoły uczymy się fizyki i przyjmujemy wszystkie jej twierdzenia za prawdziwe, jeśli jednak dalej będziemy studiować tę dziedzinę, to możemy odkryć w jej prawach i teoriach jakieś sprzeczności, co w dalszym kroku prowadzi do zastąpienia starych praw i teorii nowymi (w ten sposób fizyka Einsteina zastąpiła fizykę Newtona). W tym ostatnim przypadku "ciężar dowodu" spoczywa na twórcy nowego prawa lub teorii.

Potrzebujemy jednak również informacji wykraczających poza wiedzę naukową. Dotyczy ona np. takich zagadnień jak: co ma być podstawową normą naszego postępowania?, czy we wszechświecie dominują procesy tworzenia, czy rozpadu? itp. Odpowiedzi na tego rodzaju pytania udzielają nam systemy etyczne, religijne i filozoficzne (często ze sobą powiązane), które zastajemy po naszym urodzeniu jako dane. Byłoby czymś bardzo nierozsądnym odrzucać w całości zastane dziedzictwo etyczne, religijne i filozoficzne, ma ono bowiem silny wpływ na prawidłowe funkcjonowanie społeczeństwa. Co by się np. stało, gdyby obalona została norma "nie kradnij"? Mimo wielu nadużyć z nią związanych, wiara w istnienie Boga miała również wiele pozytywnych skutków. Autorytet Boga mógł np. zwrócić uwagę wielu ludzi na konkretne normy moralne, które przez swoją banalność lub "dziwaczność" łatwo - w innym przypadku - mogły zostać przegapione lub odrzucone. (W zeszłym roku przeczytałem w "Gazecie Wyborczej" o wynikach badań, według których ludzie wierzący są bardziej zdrowi od ateistów i agnostyków).

W twierdzeniach religijnych lub etycznych dostrzegamy jednak różne sprzeczności, które mogą przyczyniać się do wadliwego funkcjonowania społeczeństwa. W najprostszym przypadku sprzeczność może polegać na występowaniu różnicy między głoszonymi zasadami a postępowaniem danego człowieka (lub różnicach w nauczaniu konkurujących ze sobą organizacji religijnych). Wykrycie innych rodzajów sprzeczności może wymagać posiadania specjalistycznej wiedzy (np. teologicznej).

Podobnie jak w nauce, także w etyce, religii i filozofii konieczne jest - w celu uniknięcia społecznego chaosu - likwidowanie dostrzeżonych sprzeczności. Wymaga to wolności słowa oraz prawa do zmiany poglądów (antydogmatyzmu). Likwidacja sprzeczności może m. in. polegać na formułowaniu nowych twierdzeń (np. norm etycznych). Podobnie jak to jest w nauce, "ciężar dowodu" spoczywa tutaj na twórcy tych nowych twierdzeń, co oznacza, że np. to ateista powinien udowodnić fakt nieistnienia Boga.

Do tego wszystkiego należy dodać coś jeszcze: wydaje mi się, że podstawową normą etyczną, która nadaje sens wszelkiemu naszemu działaniu, jest norma "należy zwalczać każde konkretne cierpienie". W innym wypadku świat z zasadami moralnymi niczym nie różniłby się od świata bez moralności. Należy więc zwalczać te wszystkie systemy etyczne, religijne i filozoficzne, które akceptują ciepienie.

Podsumowując: nie powinniśmy pochopnie odrzucać od dawna uznanych systemów naukowych, etycznych, religijnych i filozoficznych, powinniśmy jednak być wobec nich krytyczni i w twórczej dyskusji likwidować stwierdzone w nich sprzeczności, a także ich ewentualną sprzeczność z podstawową normą nakazującą zwalczanie cierpienia. Jeżeli więc ktoś urodził się katolikiem, świadkiem jechowy lub krysznaitą, to powinien raczej pozostać przy swoim wyznaniu, pod trzema wszakże warunkami: nie będzie uparcie bronił sprzeczności występujących w twierdzeniach jego wiary, będzie rozwiązywał problemy za pomocą dyskusji a nie walki i uzna podstawową normę moralną (którą przedstawiłem wyżej). A co powinien zrobić ateista? Jeżeli chce pozostać ateistą, to niech przynajmniej uzna podstawowe zasady moralne i nie będzie dogmatykiem.


(mrb; 5 lutego 2002 14:42:45)

 


 

Według Ciebie ateista powinien udowodnić fakt nieistnienia Boga. A po co? Czy udowodnił ktoś fakt nieistnienia Zeusa, Ozyrysa czy Baala? A wierzy teraz ktoś w tych bogów? Przychodził taki czas, że ludzie z danym bogiem po prostu dawali sobie spokój. Właściwie to było to tak, że wierzący w tych bogów po prostu wymierali. Tak samo będzie i z tym Bogiem. Z pewnych rzeczy z czasem się wyrasta. Czy ktoś udowadnia dzieciom fakt nieistnienia krasnoludków czy św. Mikołaja?


(Radek; 6 lutego 2002 08:50:51)

 


 

Nie znam przyszłości, może kiedyś rzeczywiście wszyscy ludzie będą ateistami, ale nie wierzę w żadne konieczności historyczne, także w konieczność wymarcia religii. Prawdą jest, że ludzie zmieniali swoje poglądy religijne, jednak nie każda zmiana wydaje mi się równie dobra (dlatego nie pasuje do mnie określenie "relatywista").

Wydaje mi się, że większa "wrażliwość społeczna" pierwszych chrześcijan stawiała ich wyżej od wyznawców Zeusa lub Baala, natomiast powiązanie chrześcijaństwa z władzą państwową i rodzącym się feudalizmem (od IV w.) było zmianą na gorsze. Zmianą na gorsze było też przejście od chrześcijaństwa do ateistycznego komunizmu (chociaż już nie do agnostycyzmu Karla Poppera, dzisiejsi wyznawcy Chrystusa wiele bowiem mogliby się od niego nauczyć).

To, co zrobimy ze światopoglądem albo wiarą, w których zostaliśmy wychowani (lub które swobodnie przyjęliśmy), zależy w dużym stopniu od nas samych. Możliwe, że w religii starożytnych Egipcjan zawarte były możliwości rozwoju jakiejś wyższej teorii etycznej, jednak takiego rozwoju dokonali wyznawcy Chrystusa a nie Ozyrysa. Współcześni ateiści - o ile nie chcą powtarzać zbrodni popełnionych przez komunistów - korzystają z dorobku etycznego religii, jeżeli natomiast formułują jakiś nowy pogląd, to chyba potrafią również sformułować na jego obronę jakieś argumenty. W innym przypadku ich nauki nie będą różnić się od bajek, które jakoby zwalczają.

Jeżeli naszym celem jest zbliżanie się do prawdy, to nie możemy być dogmatykami. Stwierdzenie to dotyczy w równym stopniu ateistów, jak i ludzi wierzących. Powinniśmy po prostu uczyć się od siebie nawzajem.


(mrb; 6 lutego 2002 11:00:48)

 


 

W tym, co napisałeś jest sporo racji. Fakt, że do tej pory ateiści nie przedstawili zwartego, w miarę całościowego systemu poglądów z odpowiednimi ich uzasadnieniami. Uważam, że to jest ich błąd. Podtrzymuję jednak, że nie jest zadaniem ateistów udowadnianie, że Bóg nie istnieje. Uzasadniłem to w poprzedniej wypowiedzi.


(Radek; 6 lutego 2002 13:30:51)

 


 

> "nie jest zadaniem ateistów udowadnianie, że Bóg nie istnieje"

Ale mogliby spróbować udowodnić zaistnienie tego co jest, jako powstałe bez udziału Boga... Trwają np. próby nad syntezą wirusa, oczywiście to jeszcze nie będzie dowód, ponieważ, wiedzą, jak jest zbudowany wirus...

Dopóki tego nie zrobią, ich światopogląd też jest wiarą (wiarą w ogólnym znaczeniu). Walczącym ateistom zarzuca się wręcz quasi-religijność.


(AniaK; 6 lutego 2002 15:49:04)

 


 

W tym co Ty piszesz też jest sporo racji. Ale można spróbować udowodnić zaistnienie tego co jest, jako powstałe bez udziału Boga niekoniecznie poprzez syntezę wirusa. Widziałbym tu wiele innych możliwości. Otwiera się tu duże pole do popisu.


(Radek; 6 lutego 2002 17:48:03)

 


 

Proszę, chociaż wymień te możliwości. Widzisz, to że ja wierzę, a Ty nie - w ogóle nas nie różni w tej sprawie: ja też chcę wiedzieć!
Tyle, że ja nie szukam dowodu na "zbędność" Boga, ja uwielbiam dowiadywać się o tym, jaki jest ten stworzony przez Niego świat.


(AniaK; 6 lutego 2002 20:23:48)

 


 

Przede wszystkim widziałbym tu szczegółowe, krok po kroku, opisanie, w jaki sposób człowiek tworzył sobie Boga. Oczywiście jest to przeogromna praca, ale może ktoś to kiedyś zrobi.
Bardzo dobrze, że uwielbiasz dowiadywać się o tym, jaki jest ten świat, ale czy jesteś na tyle odważna, że liczysz się z możliwością dojścia do przekonania o zbędności Boga w świecie?


(Radek; 7 lutego 2002 09:27:18)

 



 

[W odpowiedzi: (AniaK; 6 lutego 2002 15:49:04)]

Ja bym to sformułował inaczej. A co, jeśli uczeni wyhodują nie tylko wirusa, ale np. prymitywnego gada? (tylko teoretycznie). To też o niczym na niekorzyść Stwórcy nie będzie świadczyło. Nic nie będzie świadczyło. Cudu stworzenia upatrywałbym we właściwości materii, polegającej na dążności do tworzenia coraz to bardziej skomplikowanych struktur. Potem już wszystko kula się samo. Kto spowodował, że atomy mają taką, a nie inną właściwość? Wiadomo, że nauka będzie kroczyć wielkimi krokami naprzód. Czy to znaczy, że Bóg będzie spychany coraz bardziej w kąt?. Nie, bo postęp nauki, to poszerzanie obszaru niewiedzy, w tym sensie, że za każdym nowym odkryciem rodzi się następnych ..ileś nowych pytań. Czyli coraz bardziej uświadamiamy sobie ile nie wiemy. U wielkich naukowców rodzi to pokorę. U pseudoscientyków zarozumiałość.

(~logos, 2002-02-07 08:12:26)

 


 

Nie pomyślałeś, że gdyby atomy nie miały "takiej, a nie innej właściwości", to Ty byś tego po prostu teraz nie pisał? Nie byłoby Ciebie, ani mnie. Atomy by sobie istniały i nic dalej. I na tym koniec. Widzisz w tym jakąś istotną różnicę? Dlaczego na wszystko patrzysz ze swojego punktu widzenia?
Zrób takie coś: wylosuj po kolei miliard liczb. Był jakiś problem z wylosowaniem akurat tej a nie innej sekwencji? Żaden. No i ją teraz masz. A teraz wylosuj jeszcze raz dokładnie tę samą sekwencję. Uda Ci się to? (to akurat nie moje, tylko kolegi)


(Radek; 7 lutego 2002 09:52:08)

 


 

Logos, ale proszę zwróć uwagę na szaloną dysproporcję między mozolnie budowanym, ale bezlitośnie konsekwentnym i sprawdzalnym gmachem wiedzy, a naiwnymi i całkowicie niesprawdzalnymi bajkami proponowanymi przez różne religie.

To są sprawy z nieporównywalnych ze sobą poziomów ! Jakbyś podręcznik fizyki próbował porównywać z Kubusiem Puchatkiem.

(~Annaba, 2002-02-07 14:44:52)

 


 

Radku i Annabo. A może to nie są takie bajeczki ( tzn. chodzi o pryncypia) np.: od tysięcy lat religie głoszą: jesteś światłem. To, że jesteśmy , jak i wszystko wokół energią odkrył dopiero 20 wiek. Buddyzm odwołuje się do wspólnej świadomości, czy wszechumysłu. Zresztą większość wschodnich religii twierdzi, że na pewnym poziomie "duszy" jesteśmy jednością. W ostatnich kilku latach powstała teoria pól morfogenetycznych. Według biologów i biochemików "ze szkoły" Ruperta Shedlera - formę, rozwój i zachowanie organizmów kształtuje pole morfogen. W myśl tej teorii w ramach tych samych pól, ( pól energetycznych) wszystkie organizmy jednego gatunku są wzajemnie powiązane. Każdy z osobników ma więc zdolności nadawania i odbierania informacji. R. S. zajmował się zjawiskiem rezonansu morficznego, tzn. jeśli jakaś krytyczna liczba osobników danego gatunku nauczy się danego zachowania, lub uzyska określone właściwości organizmu, to są one automatycznie nabywane przez pozostałych osobników gatunku.

Religie twierdzą, że nie tylko grubą energią jesteśmy (czytaj materią), że nasze ciało otoczone jest kilku energetycznymi powłokami, od energii cięższych do coraz subtelniejszych . I co? Nauka zaczyna je badać - oczywiście od najcięższej ( przyczyna - aparatura). W 1948 r Kirlian zrobił zdjęcie pola eterycznego (warstwa do 10 cm wokół ciała), które jest jakby projektem ciała materialnego. Czy roślina, czy człowiek z usuniętą częścią ciała na zdjęciu eterycznym jest kompletny. Od kilku lat każdy może sobie zrobić zdjęcie subtelniejszego ciała tzw. aury, "odpowiedzialnej", czy odzwierciedlającej stany emocjonalne i intelektualne delikwenta. Energie te z ciałem ludzkim oddziaływają wzajemnie, niemniej obraz chorobowy w postaci zmiany kształtu i zabarwienia pojawia się na długo wcześniej niż fizyczne symptomy choroby. Austriaccy lekarze kombinują, jak wykorzystać to w diagnostyce.

A na początku było Słowo. Zaznaczam, że do tej wiadomości podchodzę ostrożnie , bo zasłyszana w popularnonauk. audycji w radiu. Ponoć odkryto niesamowicie subtelne, a więc i silne energie, które zachowują się jak fale dźwiękowe, nazwano je hiperdźwiękami, a prędkości ich teoretycznie powinny przekraczać wielokrotnie graniczną prędkość światła. No i fizyka. Musze iść. Może wieczorem dokończę. Między wierszami polecam 2 wspaniałe książki fizyków:

Micho Kaku ( ze szkoły Princetown) Hiperprzestrzeń i Capry Tao Fizyki.

(~logos, 2002-02-07 16:52:02)

 

 

Strona główna