Kilka elementarnych uwag
|
|
Przychodzimy
na świat praktycznie bez wiedzy o nim (jeśli nie liczyć najbardziej
elementarnej wiedzy dziedziczonej genetycznie, którą dzielimy ze
zwierzętami). Potrzebujemy jednak informacji o tym, jak zbudowana jest
rzeczywistość, jakie zachodzą w niej procesy i jakie występują regularności
(prawa przyrody lub społeczne), a mało praktyczne jest założenie, że możemy
je zdobyć wyłącznie własnym wysiłkiem. Nie chcąc więc za każdym razem
gromadzić wiedzy od samego początku - co zatrzymałoby nas na poziomie
zwierzęcym - przyjmujemy za prawdziwą tę wiedzę, którą zastaliśmy po naszym
wejściu w społeczeństwo. Na przykład chodząc do szkoły uczymy się fizyki i
przyjmujemy wszystkie jej twierdzenia za prawdziwe, jeśli jednak dalej
będziemy studiować tę dziedzinę, to możemy odkryć w jej prawach i teoriach
jakieś sprzeczności, co w dalszym kroku prowadzi do zastąpienia starych praw
i teorii nowymi (w ten sposób fizyka Einsteina zastąpiła fizykę Newtona). W
tym ostatnim przypadku "ciężar dowodu" spoczywa na twórcy nowego
prawa lub teorii. |
|
Według
Ciebie ateista powinien udowodnić fakt nieistnienia Boga. A po co? Czy udowodnił
ktoś fakt nieistnienia Zeusa, Ozyrysa czy Baala? A wierzy teraz ktoś w tych
bogów? Przychodził taki czas, że ludzie z danym bogiem po prostu dawali sobie
spokój. Właściwie to było to tak, że wierzący w tych bogów po prostu
wymierali. Tak samo będzie i z tym Bogiem. Z pewnych rzeczy z czasem się
wyrasta. Czy ktoś udowadnia dzieciom fakt nieistnienia krasnoludków czy św.
Mikołaja? |
|
Nie
znam przyszłości, może kiedyś rzeczywiście wszyscy ludzie będą ateistami, ale
nie wierzę w żadne konieczności historyczne, także w konieczność wymarcia
religii. Prawdą jest, że ludzie zmieniali swoje poglądy religijne, jednak nie
każda zmiana wydaje mi się równie dobra (dlatego nie pasuje do mnie
określenie "relatywista"). |
|
W tym,
co napisałeś jest sporo racji. Fakt, że do tej pory ateiści nie przedstawili
zwartego, w miarę całościowego systemu poglądów z odpowiednimi ich uzasadnieniami.
Uważam, że to jest ich błąd. Podtrzymuję jednak, że nie jest zadaniem
ateistów udowadnianie, że Bóg nie istnieje. Uzasadniłem to w poprzedniej
wypowiedzi. |
|
> "nie jest zadaniem ateistów udowadnianie, że Bóg nie
istnieje" |
|
W tym
co Ty piszesz też jest sporo racji. Ale można spróbować udowodnić zaistnienie
tego co jest, jako powstałe bez udziału Boga niekoniecznie poprzez syntezę
wirusa. Widziałbym tu wiele innych możliwości. Otwiera się tu duże pole do
popisu. |
|
Proszę, chociaż wymień te możliwości. Widzisz, to że ja
wierzę, a Ty nie - w ogóle nas nie różni w tej sprawie: ja też chcę wiedzieć!
|
|
Przede
wszystkim widziałbym tu szczegółowe, krok po kroku, opisanie, w jaki sposób
człowiek tworzył sobie Boga. Oczywiście jest to przeogromna praca, ale może
ktoś to kiedyś zrobi. |
[W odpowiedzi:
|
Ja bym to sformułował inaczej. A co, jeśli uczeni
wyhodują nie tylko wirusa, ale np. prymitywnego gada? (tylko teoretycznie).
To też o niczym na niekorzyść Stwórcy nie będzie świadczyło. Nic nie będzie
świadczyło. Cudu stworzenia upatrywałbym we właściwości materii, polegającej
na dążności do tworzenia coraz to bardziej skomplikowanych struktur. Potem
już wszystko kula się samo. Kto spowodował, że atomy mają taką, a nie inną
właściwość? Wiadomo, że nauka będzie kroczyć wielkimi krokami naprzód. Czy to
znaczy, że Bóg będzie spychany coraz bardziej w kąt?. Nie, bo postęp nauki,
to poszerzanie obszaru niewiedzy, w tym sensie, że za każdym nowym odkryciem
rodzi się następnych ..ileś nowych pytań. Czyli coraz bardziej uświadamiamy
sobie ile nie wiemy. U wielkich naukowców rodzi to pokorę. U pseudoscientyków
zarozumiałość. |
|
|
|
(~logos,
2002-02-07 08:12:26) |
|
Nie
pomyślałeś, że gdyby atomy nie miały "takiej, a nie innej
właściwości", to Ty byś tego po prostu teraz nie pisał? Nie byłoby
Ciebie, ani mnie. Atomy by sobie istniały i nic dalej. I na tym koniec.
Widzisz w tym jakąś istotną różnicę? Dlaczego na wszystko patrzysz ze swojego
punktu widzenia? |
|
Logos, ale proszę zwróć uwagę na szaloną dysproporcję
między mozolnie budowanym, ale bezlitośnie konsekwentnym i sprawdzalnym
gmachem wiedzy, a naiwnymi i całkowicie niesprawdzalnymi bajkami
proponowanymi przez różne religie. |
|
|
|
(~Annaba,
2002-02-07 14:44:52) |
|
Radku i Annabo. A może to nie są takie bajeczki ( tzn.
chodzi o pryncypia) np.: od tysięcy lat religie głoszą: jesteś światłem. To,
że jesteśmy , jak i wszystko wokół energią odkrył dopiero 20 wiek. Buddyzm odwołuje
się do wspólnej świadomości, czy wszechumysłu. Zresztą większość wschodnich
religii twierdzi, że na pewnym poziomie "duszy" jesteśmy jednością.
W ostatnich kilku latach powstała teoria pól morfogenetycznych. Według
biologów i biochemików "ze szkoły" Ruperta Shedlera - formę, rozwój
i zachowanie organizmów kształtuje pole morfogen. W myśl tej teorii w ramach
tych samych pól, ( pól energetycznych) wszystkie organizmy jednego gatunku są
wzajemnie powiązane. Każdy z osobników ma więc zdolności nadawania i
odbierania informacji. R. S. zajmował się zjawiskiem rezonansu morficznego,
tzn. jeśli jakaś krytyczna liczba osobników danego gatunku nauczy się danego
zachowania, lub uzyska określone właściwości organizmu, to są one
automatycznie nabywane przez pozostałych osobników gatunku. |
|
|
|
(~logos,
2002-02-07 16:52:02) |