Na
zakończenie chciałbym podzielić się z czytelnikami pewną refleksją. Już jakiś
czas temu zauważyłem ciekawą prawidłowość. Było to jeszcze w czasie pisania
„Opracowania” i budowy mojej poprzedniej witryny. Korzystałem wtedy z wielu
przeróżnych książek. Z żalem stwierdzałem, że prawie wyłącznie są to książki
napisane przez mężczyzn. Jeszcze wcześniej zastanawiałem się z kolei nad tym,
dlaczego znanymi, wielkimi uczonymi byli z reguły mężczyźni. Oczywiście niemałe
znaczenie miał tu nierówny start życiowy, trudności w zdobyciu odpowiedniego
wykształcenia, itd... Jednak
zastanawiając się nad tym dłużej, stopniowo dochodziłem do wniosku, że
przyczyny są jednak głębsze, związane z różnicami w funkcjonowaniu psychiki
kobiety i mężczyzny. Uprzejmie proszę Panie w tym miejscu, aby teraz jeszcze
nie obrażały się na mnie, gdyż temat ten będę kontynuował.
Budowę i emisję mojej poprzedniej witryny zakończyłem gwałtownie, i bardzo
dobrze, ale zanim to uczyniłem zauważyłem, że... 3 motta, które ją
rozpoczynają, to zdania wypowiedziane przez kobiety. Jedyna książka, którą
cytuję w „Opracowaniu”, napisana przez kobietę, to „Nie i amen” pani Uty Ranke-Heinemann (tytuł bardzo wymowny). Uważam,
że książka ta jest nieciekawa, a prezentowane tam teorie generalnie chybione.
Zacytowałem z niej jednak dwa zdania, które bardzo mi się spodobały. Oto one:
Nie dlatego, że Jezus wielu uzdrowił, mnóstwo ludzi się
doń zwracało, ale dlatego, że wielu się do Niego zwracało - wielu uzdrowił, w
rezultacie czego jeszcze więcej ludzi napływało, a On jeszcze większą ich
liczbę uzdrowił itd. To samonapędzająca się spirala cudów.
Ostatnią aktualizację w mojej poprzedniej witrynie wykonałem dzięki trzem
krótkim i jednocześnie genialnym zdaniom, wypowiedzianym przez kobietę.
Sformułuję pewną tezę:
Gdy mężczyzna zauważy coś ciekawego,
nowego, to musi do tego dobudować odpowiednią teorię, napisać książkę lub
opracowanie. Kobieta wyrazi to w jednym zdaniu (co najwyżej napisze artykuł),
ale przed tym zdaniem i przed tą kobietą za wypowiedzenie (napisanie) tego
zdania, wypada już tylko uklęknąć... i oddać jej hołd.
Nie mogę w tym miejscu nie zacytować jeszcze raz (patrz: fragmenty książki „Chrzest
Polski”) jednego, moim zdaniem genialnego zdania autorstwa pani
Katarzyny Hamer:
W ludzkiej naturze tkwi głęboko zakorzeniona skłonność,
by to, co niezrozumiałe, tłumaczyć działaniem czarów lub sił „nie z tego
świata”.
Genialna uczona - Maria Skłodowska-Curie. Na czym polegała jej wielkość?
Nie zbudowała teorii wyjaśniającej np. istotę promieniotwórczości, czy
opisującej strukturę atomu. Co zrobiła? Fragment książki „Maria Curie”:
Z najwyższą prostotą logiki i zarazem z najwyższą
śmiałością, dostępną tylko dla wielkich umysłów, stawia wówczas Maria hipotezę,
że to ciało, tak silnie promieniotwórcze, musi być jakimś jeszcze nieznanym pierwiastkiem.
Tylko tyle. I aż tyle. Cztery lata swojego życia poświęciła na udowodnienie
tej tezy. Cztery lata, które wpędziły ją do grobu. Tylko dlatego, że kilku
facetów nie chciało jej uwierzyć.
Wszyscy dobrze pamiętamy, co działo się w Polsce w 1989 roku. Ile wtedy
powstało przeróżnych teorii zmierzających do rozwikłania niezwykle skomplikowanej
sytuacji społecznej i osiągnięcia jednego, jeszcze wtedy niejasno
sprecyzowanego celu. I bardzo dobrze, że tak się działo, ponieważ ten cel w
końcu został osiągnięty. Ale w jednym zdaniu wyraziła to kobieta. I wszyscy
dobrze pamiętamy to zdanie i tą kobietę.
Ludzkość wiele zawdzięcza takim epokowym dziełom, jak Elementy Euklidesa, O obrotach Kopernika, Principia Newtona, O powstawaniu gatunków Darwina, O elektrodynamice poruszających się
ciał Einsteina, i... kilku zdaniom wypowiedzianym przez kobiety.
Oczywiście trzeba tu uczynić małe zastrzeżenie. Raczej na próżno można
szukać w odleglejszej przeszłości wielkich zdań wypowiadanych przez kobiety.
Były to czasy, kiedy kobieta, cokolwiek by powiedziała, niewarte było uwagi.
Poza tym - zdanie - rzecz ulotna. Zdanie powiedziane przez panią Joannę
Szczepkowską prawdopodobnie byłoby znane jedynie w kręgu jej znajomych, gdyby
nie uczyniła tego w głównym wydaniu wiadomości. Zatem - drugą część
poprzedniego akapitu traktuję raczej... przyszłościowo.
Nie podejmuję się w tym miejscu wyjaśnienia, dlaczego tak się dzieje, jak
napisałem powyżej. Stwierdzam jedynie fakty.