Strona główna

 

 

 

 

Odpływamy...

 

 

 

 

Wybitny filozof Daniel Dennet w wywiadzie dla prestiżowego magazynu „Edge” powiedział, że interesuje go nie tyle, jak ludzie myślą, ale jak myślą, że myślą. Jeździ na konferencje naukowe nie po to, by poznawać osiągnięcia innych albo prezentować własne, ale po to, by prowadzić badania. Myślę, że należałoby koniecznie zaprosić go do Polski, ponieważ analizując wypowiedzi w naszym życiu publicznym na pewno zyskałby znacznie więcej materiału badawczego. Czasami spotykamy osobę mówiącą rzeczy, z którymi się absolutnie nie zgadzamy i odnosimy wrażenie, że utraciła ona kontakt z rzeczywistością. Jednocześnie wypowiada się ona z emfazą i zachowuje się tak, jak gdyby znała czystą prawdę. Świat jest dokładnie taki, jak przedstawia nam ta osoba. Na przykład, świat jest pełen osób i grup, które szukają tylko okazji, by innym zaszkodzić. Dlatego też cały czas powinniśmy mieć się na baczności i zachowywać czujność. Kiedy zaprotestujemy przeciwko temu i stwierdzimy, że jest inaczej niż twierdzi nasz interlokutor, dowiemy się, że to my utraciliśmy kontakt z rzeczywistością. Dennet zauważyłby wtedy, że tak wypowiadająca się osoba myśli, ale nie wie, jak myśli.

Porozumienie się z taką osobą jest niemożliwe, ponieważ strony uczestniczące w dialogu z nią zajmują dobrze okopane pozycje. Obie strony zarzucają sobie brak kontaktu z rzeczywistością. Opisana sytuacja jest sytuacją konfliktową: konflikt dotyczy tego, której stronie uda się narzucić przeciwnikowi swoją wizję świata. Dodatkowo sytuację komplikuje to, że do prezentacji własnego stanowiska wykorzystywane są media: zmiana własnych poglądów i przychylenie się – choćby w niewielkim stopniu – do poglądów przeciwnika, może być poczytane za oznakę słabości oraz utratę twarzy.

Jaki jest psychologiczny mechanizm tego, że ludzie nie potrafią dostrzec anachroniczności własnych tez, odporności na argumenty strony przeciwnej oraz przekonania, że tylko oni mają rację? Możemy stwierdzić, że jest to jeden z objawów naiwnego realizmu, polegającego na bezdyskusyjnym przyjmowaniu tezy, że świat jest taki (i tylko taki), jaki się komuś wydaje. Ów naiwny realizm nie został zaprogramowany przez nasze geny, ale zapewne musiał jakoś ukształtować się w ciągu życia człowieka (wykluczamy tu oczywiście egocentryzm dziecięcy, naturalną fazę rozwoju, być może zaprogramowaną genetycznie, ponieważ ludzie na ogół z niego wyrastają).

Jednym z mechanizmów, które mogą być odpowiedzialne za pojawienie się takiego sposobu myślenia o świecie, jest mechanizm selektywności de facto. Mechanizm ten został opisany przez Jonathana Freedmana i Davida Searsa jeszcze w poprzednim stuleciu. Analizując zachowania wyborców podczas kampanii prezydenckich w Stanach Zjednoczonych, zauważyli oni, że wyborcy byli zainteresowani wyłącznie wystąpieniami i argumentami popieranego przez nich kandydata, natomiast ignorowali wszystko, co pochodziło z ust kandydata strony przeciwnej. Na przykład, jeśli ktoś zamierzał głosować na przedstawiciela partii demokratycznej, czytał niemal wyłącznie artykuły przedstawiające program tej partii, chodził na organizowane przez nią mityngi i oglądał jej spoty wyborcze. Ignorował teksty przedstawiające osiągnięcia kandydata republikańskiego, a kiedy w telewizji pojawiały się spoty tego kandydata, przełączał odbiornik na inny kanał. Taki sposób odbierania dostępnych informacji sprawiał, że decyzja o głosowaniu na kandydata demokratycznego była coraz pewniejsza. Nietrudno zauważyć, że jest to prosty sposób na odcięcie się od refleksji nad czekającą człowieka decyzją, a także od refleksji nad własnym funkcjonowaniem intelektualnym. Pozwala to także uniknąć konfrontacji z ideami odmiennymi od tych, w które jednostka wierzy. Co więcej, ludzie, którzy podjęli już decyzję w pewnej sprawie, nawiązują przede wszystkim kontakty z tymi, którzy mają podobne zdanie. Wtedy pojawia się nacisk społeczny, który uniemożliwia pojawienie się nowego sposobu interpretacji dostępnych danych, choć w zasięgu ręki są dane, które do tego uprawniają.

Łatwo zatem zrozumieć, dlaczego ludzie odpływają, kiedy przedstawiają swoją wizję świata. Nie dość, że odcinają się od poglądów innych niż własne, to dodatkowo tak organizują swoje środowisko, by poglądy odmienne od ich własnych nie mogły się pojawiać. Proces zaczyna napędzać się sam i sprawia, że ludzie ślepną na rzeczywistość. Czy w takiej sytuacji powtórzy się historia z baśni Andersena, że tylko dziecko ośmieli się powiedzieć, że król jest nagi? Tylko czy w grupach rządzonych silną ręką pojawi się dziecko???

 


 

Tomasz Maruszewski – Odpływamy... – „Charaktery”, listopad 2009

 

 

 

Strona główna