Strona główna

 

 

 

Nota z okładki książki:

 

 

Autor pracy jest profesorem, kierownikiem Zakładu Etologii Człowieka w Instytucie Fizjologii Zachowania się im. M. Plancka w Sweewiesen (Bawaria). W książce Miłość i nienawiść przeciwstawia się tzw. teorii środowiskowej głoszącej, że człowiek nie przynosi ze sobą na świat żadnych wrodzonych umiejętności ani właściwości psychicznych. Jasno przedstawia mechanizmy ewolucji (mutacja - selekcja) ilustrując je przykładami przystosowań, wyjaśnia pojęcia homologii i analogii i budowie ciała i zachowaniach. Omawia także biologiczne uwarunkowanie norm etycznych (pojęcie dobra i zła), w sposób nowoczesny tłumaczy zachowanie istot żywych.

Celem tej publikacji, sławnego już dziś na świecie badacza ludzkich zachowań, jest udowodnienie, że dobre właściwości człowieka zakorzenione są w jego dziedzicznym wyposażeniu nie mniej silnie niż chęć do walki i że są one nam wspólne z innymi gatunkami świata żywego (Od tłumacza).

 

 

Tłumacz - pani Zuzanna Stromenger - pisze z pasją we wstępie:

 

 

Od wieków trwa, choć już teraz ustępliwszy, protest niektórych ludzi, zwłaszcza o nastawieniu humanistycznym, przeciwko nowym odkryciom, które Ziemię wyrzuciły z jej uprzywilejowanego miejsca w centrum Wszechświata, odkryciom, które w dalszym toku poznawania świata przedstawiają człowieka jako „nagą małpę” i odsłaniają odzwierzęce pochodzenie doznań subiektywnych, nastrojów, uczuć i kulturalnych potrzeb, duchowych wzlotów (Tak!, Tak! - LN) i „świętych” oburzeń - tego wszystkiego więc, co do niedawna było, jak gdyby, zastrzeżone tylko dla ludzi. Ale, ponieważ obskurantyzm niejedną ma maskę, zdarza się, że ktoś, kto z przekonaniem potępia wyrok wydany na Giordanie Bruno, dziś chciałby strzelać z ciężkich dział do tych, którzy jak on, Bruno, otwierają nowe i nieoczekiwane perspektywy poznania przyrody, a w niej - ludzkiej natury.

I tak, raz po raz okazuje się, że człowiek nie dorasta do poziomu własnego poznania, do tego, co odkrywa. Nawet Karola Darwina, jak sam stwierdził, w pierwszej chwili przeraziła narzucająca mu się swą nieodpartą oczywistością wielka, naonczas rewolucyjna, koncepcja zmienności gatunków. Niestety, wyrosłe z humanistycznego podłoża psychologia, a zwłaszcza socjologia, wyraźnie nie „nadążają” za przyrodoznawstwem. Istnieje bowiem jeszcze wiele osób ulegających wpływom różnych dziedzin humanistyki, osób które jednak, wbrew swym deklaracjom, są głęboko przekonane, że człowiek został - po prostu - stworzony z innej materii niż cała reszta żyjących bytów. Słowem, że różnice w psychice między nimi a tą wzgardliwie traktowaną resztą, mają charakter jakościowy. Owszem, jedność świata organicznego uznają, ale tylko w zakresie struktur i funkcji somy, a nawet chętnie poddają się działaniu szczepionek, surowic, hormonów i witamin pochodzących z ciał zwierzęcych. A jednak, wskazywanie na wspólne korzenie zachowań współczesnych zwierząt i ludzi wzbudza w tych osobach agresję lękową, wyrażaną nieraz w ironii popartej określeniami takimi jak np. „biologizowanie” czy też „literacka fantazja”. Argumenciki to żenujące, z arsenału tych demagogicznych krytyk, które niewiele mówią o problemie, ale bardzo wiele o krytyku. Przede wszystkim to mianowicie, że czuje się on zagrożony w poczuciu swej człowieczej tożsamości, którą najchętniej uniedostępniłby wszelkiej rzeczowej analizie, zwłaszcza porównawczej.

 

 

A oto zapowiadany fragment książki:

 

 

Zdolność do stania się czyimś przyjacielem rozwija się we wzrastającym człowieku dopiero stopniowo. Początkowo osesek jest związany z matką pewnymi reakcjami, które są mu wrodzone. Pod wpływem wrodzonego naporu wewnętrznego poszukuje on kontaktu i wykazuje odruchy chwytania, dzięki którym mógłby się nawet mocno przyczepić, gdyby matka jeszcze miała sierść. Przy ssaniu zaciska dłonie bardzo silnie, co jest niewątpliwie cechą odziedziczoną po naszych przodkach, których niemowlęta muszą aktywnie trzymać się futra matki. Początkowo matka jest przede wszystkim obiektem, którego można się trzymać i który można ssać. Dostarcza poza tym ochrony, uzyskując tym samym walor domu - schronienia.

Spokojnie odstawiony syty osesek, jak wiadomo płacze i krzyczy, ale natychmiast uspokaja się jeśli weźmie się go na ręce, bądź naśladuje noszenie go kołysaniem łóżeczka. Tego rodzaju wołania opuszczonego wydają liczne ssaki, kiedy wypadną z gniazda bądź też w inny sposób utracą kontakt z matką. W normalnych okolicznościach małpie niemowlę nigdy nie bywa odkładane po karmieniu, a zatem utrata łączności z matką bywa jednoznaczna z najwyższym niebezpieczeństwem. W takim samym stopniu i człowiek jest z natury „rodzicownikiem”, a więc dostosowany jest do tego nie tylko licznymi sposobami zachowania się, ale również apetencją nawiązywania kontaktu, początkowo wołaniem, a później aktywnymi poszukiwaniami. Jego czynności popędowe w postaci obchwytywania i przytulania się są dopasowane do obiektu jakim jest matka. Ta właśnie wrodzona apetencja kontaktu stanowi właściwe źródło więzi między matką a dzieckiem.

 

(str. 240-241)

 


 

Irenäus Eibl-Eibesfeldt - Miłość i nienawiść - Państwowe Wydawnictwo Naukowe, Warszawa 1987

 

 

 

Strona główna