Strona główna

 

 

 

N I E Ś W I A D O M O Ś Ć      C I Ą G   D A L S Z Y

 

 

 

 

Nie chce mi się już pisać tego odcinka. Osoby zainteresowane treściami, które mogłyby się tu znaleźć, odsyłam do stosownej literatury lub specjalistów - psychologów. Poza tym każdy mógłby ten odcinek napisać sam, na podstawie wyłącznie własnych obserwacji.

 

Jestem jeszcze winien czytelnikom wyjaśnienie - skąd tytuł opracowania. Otóż wszystko, co wiemy na temat nieświadomości, zawdzięczamy właśnie spotkaniom świadomości z nieświadomością.

 

 

Późniejszy dopisek:

No dobrze, nie będę taki. Napiszę parę słów od siebie. Gdy byliśmy jeszcze małym dzieckiem, całkowicie uzależnionym od rodziców, ze świadomością będącą w powijakach, gdy naszymi działaniami kierowały głównie nieświadome popędy, wtedy ta właśnie nieświadomość instynktownie próbowała poznawać i odgadywać intencje naszych rodziców - ich zamierzenia wobec nas, które z naszych zachowań ucieszą ich, a które wywołają niezadowolenie. W ten sposób ta część naszej nieświadomości nadawała kierunek naszym działaniom, stawała się drogowskazem działań ukierunkowanych na dłuższą perspektywę czasową, wręcz drogowskazem naszego życia. Dopiero później pomiędzy dwoma częściami w ten sposób rozszczepionej naszej nieświadomości formowała się świadomość. W tym kontekście przytoczę jeszcze fragmenty tekstów z mojej poprzedniej witryny.

Fragment rozdziału „Wstęp” z przypisem:

 

Każdy człowiek ma też do spełnienia bardzo ważną, szczególną, o wręcz kosmicznym znaczeniu, misję, zleconą mu przez kogoś potężnego, trzymającego w ryzach cały otaczający go świat, dla którego jest on jednocześnie kimś szczególnym i wyjątkowym.

Przypis:

Dla ścisłości wyjaśniam - mam tu na myśli rodziców, odbieranych w ten sposób przez malutkie dziecko. Później, co prawda odbiór ten ulega zmianie, lecz w głębokich warstwach podświadomości pozostaje niezmieniony osad przedstawionej powyżej percepcji, stanowiąc swoisty kręgosłup psychiczny człowieka.

 

Fragmenty rozdziału „Pisma i archetyp ojca”:

 

W przypadku harmonijnej “współpracy” między ojcem a synem, następuje znaczna asymilacja charakteru, pragnień i dążeń ojca przez syna. Ojciec zaszczepia synowi swój charakter. W pewnym sensie ojciec jest w synu. (...) Prawidłowy rozwój psychiki dziecka, w szczególności chłopca, w atmosferze mądrej miłości silnego ojca, sekundującego mu w rozwoju, doprowadza do ukształtowania w efekcie dorosłego mężczyzny, posiadającego silny “kręgosłup” psychiczny. Zasadniczą cechą tego typu konstrukcji jest nieuświadomione przeświadczenie, wyniesione z dzieciństwa, że ktoś silniejszy od danej osoby, ktoś, kto kontroluje otaczający świat, “jest z nią” w jej pragnieniach, dążeniach, działaniach, problemach i odnoszonych sukcesach.

 

Oraz fragment artykułu pani Katarzyny Hamer w „Charakterach” (grudzień 2001) zatytułowanego „Wielość losów, wielość twarzy, jedno życie”:

 

Zagadnienie wielości części tworzących „ja” zdaje się ciągle wzbudzać kontrowersje, choć przecież nie jest to pomysł nowy. Już Freud mówił o trzech częściach tworzących osobowość (id, ego, superego), podobnie Berne, głosząc istnienie w każdym z nas Dziecka, Dorosłego i Rodzica jako trzech względnie niezależnych części.

 

Na zakończenie niezastąpiony Carl Gustav Jung1:

 

Oddziaływanie Bóstwa na nas możemy stwierdzić jedynie za pośrednictwem psychiki, przy czym jednak nie jesteśmy w stanie rozróżnić, czy oddziaływanie to pochodzi od Boga, czy od nieświadomości, tzn. nie możemy rozpoznać, czy Bóstwo i nieświadomość to dwie różne wielkości.

 

Tutaj już nie mogę przytoczyć bez zastrzeżeń mojej formuły kończącej poprzednie odcinki. Na tym poziomie widać już bowiem, że bywają sprawy ważniejsze niż jak najdłuższe utrzymanie się przy życiu komórek ciała organizmu oraz przekazanie genów.

 

A ze swych ostatnich utworów Horacy był dumny. Dał temu wyraz w ostatniej pieśni zbiorku:

„Pomnik zbudowałem trwalszy od spiżu i wyższy od królewskich grobowców, piramid. Nie zniszczy go ani deszcz, ani wicher, ani też nieskończony ciąg lat i czas wiecznie uciekający. Nie wszystek umrę; wielka część mej osobowości umknie bogini śmierci. Wciąż jednakowo żywy będę rósł sławą u potomnych, dopóki na Kapitol wstępował będzie kapłan z milczącą dziewicą, westalką.”

Mylił się Horacy. Jego wielkość okazała się jeszcze trwalsza. Nie ma już kapłanów rzymskich bóstw i nie ma westalek. Ale pieśni poety wciąż żyją. Czytają je nad Tybrem i nad Wisłą, nad Wołgą i nad Missisipi, nad Tamizą i nad Amazonką - wszędzie, gdzie sięga europejska kultura.

Albowiem wiotka i nieuchwytna tkanka słów jest trwalsza od spiżu, potężniejsza od mocarstw.2

 

Korzystając z okazji - rozpoczynającego się nowego roku 2003 - składam tą drogą serdeczne życzenia pomyślności wszystkim psychologom. Szczególne i osobne życzenia kieruję do prof. Janusza Czapińskiego.

 


 

Przypisy:

1 Cytat pochodzi ze słowniczka zamieszczonego w książce „Wspomnienia sny myśli” - Wydawnictwo WROTA, Warszawa 1997, str. 367 (źródło: Odpowiedź Hiobowi, W: Psychologia a religia, dz. cyt. S. 370).

2 Aleksander Krawczuk, „Cesarz August” Zakład Narodowy im. Ossolińskich, Wrocław Warszawa Kraków Gdańsk Łódź 1990; str. 201-202

 

 

 

 

Strona główna                          „Śladami ojca”