O B J A W I E N I E
PRÓBA
ODTWORZENIA I OMÓWIENIE
OBJAWIENIE napisałem i opublikowałem (Gazeta Wielkopolska [lokalny
dodatek Gazety Wyborczej] z dn. 30.07.93.) zanim zauważyłem, że z moimi
przekonaniami nie jestem sam (nauka głoszona przez Kościół Katolicki wypacza na
tyle to, co Jezus powiedział i zrobił, że nie brałem go pod uwagę). Byłem wtedy
przekonany, że otrzymałem od Boga misję ogłoszenia nowej nauki. Jest ono zatem
tworem wyłącznie mojej psychiki i powstało ono zatem bez jakiejkolwiek sugestii
ze strony innych podobnie myślących osób.
Pisząc
OBJAWIENIE uważałem, że Bóg
stopniowo zapoznaje ludzi ze swymi wobec nich zamiarami. Doszedłem do tego
wniosku studiując Stary i Nowy Testament. Treści podane w Starym uważałem za
bardziej prymitywne niż te z Nowego Testamentu. Przede wszystkim dlatego, że
nie stawiano tam tak dużego akcentu na miłość jak w Nowym. Z kolei Nowy
Testament kładł nacisk na osobiste zbawienie, co nie ma nic wspólnego z
miłością a jest jedynie przeniesieniem egoizmu i systemu kar i nagród na wyższy
poziom. Jest wyższą formą handlu wymiennego z Bogiem.
Dlatego uznałem, że Bóg postępuje z ludźmi
jak z dorastającymi dziećmi. Jego wcześniejsze nauki są prymitywniejsze a nawet
przeczą tym późniejszym. Powyższy wywód kończyło stwierdzenie, że teraz ludzie
dojrzeli już na tyle, że mogą poznać całą prawdę: «Teraz nadszedł na to czas»1
Powyższe wyjaśnienia rozpoczynały OBJAWIENIE.
Po tym wstępie następowała właściwa treść.
Ogłaszałem potęgę i siłę miłości oraz konieczność jej zwycięstwa w przyszłości
i nastanie na świecie Królestwa Bożego (termin ten zaczerpnąłem z Ewangelii,
jednak rozumiałem je inaczej niż rozumie to Kościół a dokładnie tak samo, jak
później się okazało, jak rozumiał to w początkowym okresie swojej publicznej
działalności Jezus). Podkreślałem doczesny charakter tego Królestwa oraz jego
powszechność. Po zwycięstwie miłości wszyscy zmarli mieli zmartwychwstać i cieszyć
się wiecznym szczęściem. Miało to dotyczyć, jak zauważyłem, wszystkich
zmarłych. Nie uznawałem podziału na piekło i niebo. W cudownej atmosferze
miłości w jakiej byłem wtedy zanurzony miałem ochotę wszystkim wszystko
wybaczać. Uważałem, że zło jest wynikiem jedynie ludzkiej niewiedzy i głupoty a
straszenie przez Boga piekłem miało wychowawczy charakter w stosunku do
niedojrzałej ludzkości. Wzywałem zresztą w OBJAWIENIU, aby
czynić dobro nie z obawy przed karą w piekle, ale dla miłości.
Twierdzenie, że po zwycięstwie miłości
nastąpi zmartwychwstanie wszystkich zmarłych wyprowadziłem z interpolacji w
nieskończoność tych cudownych chwil, jakie przeżyłem przy okazji « powtórnych
narodzin» czułem, że po zwycięstwie miłości wszystko będzie możliwe.
Później następowało wezwanie do przebaczania
wszystkim wszystkiego, do nie karania za żadne przewinienia. Uwaga, że karanie
i nagradzanie tylko wzmacnia egoizm a nie służy miłości. W tym miejscu
powołałem się na fragment z Ewangelii Jana, traktujący o próbie ukamienowania
cudzołożnicy (J 8,3-11) oraz na zdanie wypowiedziane przez apostoła Pawła w
«Quo Vadis»: “Miłość jest silniejszą obręczą niż strach.
Twierdziłem, że cała historia Wszechświata
to jest pewien proces rozwoju - od materii nieożywionej, poprzez zwierzęta,
człowieka, do miłości.
Słowa z Księgi Rodzaju:
Rdz 3,15
«Wprowadzam nieprzyjaźń między ciebie a niewiastę,
pomiędzy potomstwo twoje a potomstwo jej:
ono zmiażdży ci głowę,
a ty zmiażdżysz mu piętę.»
tłumaczyłem jako zapowiedź zwycięstwa
miłości (jest tam mowa o potomstwie a nie o jednej osobie).
OBJAWIENIE kończyłem cytatem z Mądrości Syracha:
Syr 15,14-17
On na początku stworzył człowieka
i zostawił go własnej mocy rozstrzygania.
Jeżeli zechcesz zachowasz przykazania:
a dochować wierności jest Jego upodobaniem.
Położył przed tobą ogień i wodę,
co zechcesz, po to wyciągniesz rękę.
Przed ludźmi życie i śmierć,
co ci się podoba to będzie ci dane.
Przypis:
1 Później przeżyłem szok, gdy dowiedziałem się, że Jezus od tego samego stwierdzenia zaczynał swoją działalność (Mk 1,14-15) a Królestwo Boże rozumiał jak najbardziej docześnie.