Strona główna

 

OMÓWIENIE

 

 

Szanowny Panie Profesorze

 

 

Chciałbym zasygnalizować istnienie pewnego specyficznego zespołu objawów psychicznych, z którym zetknęły się w przeszłości niektóre znane osoby, takie jak: Lao-Tse, Budda, Sokrates, Platon, Jezus, pewna grupa mistyków, Johann Wolfgang Goethe, Lew Tołstoj, Herbert George Wells, Vladimir Nabokov, Pierre Teilhard de Chardin, Anthony de Mello, Richard Bach - autor książek: “Mewa” (“Jonathan Livingston Seagull”) i “Iluzje, czyli człowiek, który nie chciał być mesjaszem” (“Illusions. The Adventures of a Reluctant Messiah”) i inni. Zespół ten stał się również moim udziałem. Dzięki obserwacji własnej psychiki, prowadzonej od pewnego momentu, zespół ten odkryłem i od strony intelektualnej udało mi się z niego wydostać. Inaczej przedstawia się sprawa ze stroną uczuciową i emocjonalną.

        

Szczegółowy opis tych objawów byłby bardzo obszerny. Dlatego objaśnię je w sposób bardzo schematyczny, a w przypadku wzbudzenia Pana zainteresowania służę moją osobą w celu bliższego ich rozpoznania.

Syndromowi temu ulegają pewne osoby, które na skutek braku dojrzałej i mądrej miłości rodzicielskiej oraz utracenia kontaktu psychicznego z rodzicami (polega to między innymi na utraceniu przez rodziców autorytetu w oczach dziecka) cechuje bardzo słaba i rozkojarzona osobowość oraz infantylizm umysłowy. Składa się na to wyjątkowa nieporadność w sprawach przyziemnych, codziennych, zupełny brak pewności siebie w kontaktach z innymi ludźmi, wyjątkowa uległość, brak jakiegokolwiek oparcia w bliskich osobach, brak ostoi, matecznika, postrzeganie otaczającego świata jako zbiorowiska rywalizujących, walczących ze sobą i rozpychających się osób (zał. 5); niedostrzeganie żadnej iskry miłości; wewnętrzne, duchowe sieroctwo. Jednocześnie osoba taka, dla zrekompensowania sobie niepowodzeń w życiu codziennym i braku życiowej ostoi, może mieć tendencję do uciekania w krąg, nazwijmy to umownie, spraw ogólnoludzkich, wiecznych i ostatecznych (zał. 6, 7, 8). W związku z tym może wykazywać pożądanie rozwiązań i sytuacji doskonałych, idealnych, ekstremalnych (zał. 14), co dodatkowo pogłębia rozziew między nią a ograniczonymi, jej zdaniem, rodzicami i tzw. życiem codziennym.

U ludzi tych w pewnym momencie następuje w życiu przełomowy moment. Może to być, tak jak w moim przypadku, gwałtowne wejście w środowisko wyjątkowo przyjaźnie i serdecznie nastawionych ludzi. Następuje wtedy u nich odwrócenie sytuacji wewnętrznej o 180° . Ze skrajnej depresji i apatii przechodzą od razu w stan wyjątkowej ekspresji i entuzjazmu. Przedtem miłość była dla nich czymś zupełnie nieznanym, pustym słowem, czymś, co zostało wymyślone przez ludzi dla realizacji swoich egoistycznych interesów. Teraz zobaczyli, że istnieje ona realnie i jest niewiarygodnie wspaniałym i potężnym uczuciem.

Od skonstatowania wielkiej potęgi miłości, połączonego ze wspomnianym infantylizmem umysłowym i tendencją do uciekania w krąg spraw ogólnoludzkich, ostatecznych i wiecznych, jest już tylko mały krok do głębokiego przekonania o koniecznym zwycięstwie miłości powszechnej oraz pokonaniu wszelkiego zła. Najczęściej jest to związane z odpowiednią modyfikacją wierzeń religijnych, w których dana osoba wychowywała się. Ponieważ widzi, że nikt inny nie ma podobnych myśli i doświadczeń, jest ona przekonana, że otrzymała od Boga, który zaczyna w jej życiu pełnić rolę, jaką u normalnego człowieka spełnia jego ojciec, misję przekazania tej wiedzy ludziom i przeobrażenia świata. Znalazła teraz cel i sens dla swojego życia. Ma dla kogo być lepsza i bardziej zaradna (dla całej ludzkości oraz urojonego, idealnego i wszechmocnego ojca).

Na skutek niezachwianej wiary w słuszność swoich poglądów i działań oraz zanurzenia w atmosferze potężnej, powszechnej miłości, a także poparcia wszechmocnego Boga – ojca i związanej z tym domniemanej przychylności całego świata staje się teraz taka osoba wyjątkowo silną psychicznie. Jej nauki oraz czyny mają niezwykłą siłę oddziaływania. Oczywiście prędzej, czy później musi się ona wyczerpać. Szczególnie, gdy po początkowych sukcesach, dalsze i większe nie przychodzą, powszechna miłość mimo wszystko nie zwycięża, zło istnieje nadal, ludzie inaczej rozumieją jej naukę (J 6,14-15), okazywana im miłość nie jest przekazywana dalej, jej nauczanie staje się niezrozumiałe (J 6,60), rzesze zachwyconych ludzi zamieniają się w wąskie grono wiernych i wtajemniczonych uczniów (J 6,66-69). Osoby te zaczynają wtedy postrzegać innych jak ślepców lub głupców, którzy nie widzą rzeczy oczywistych (Mt 23,16-17; Łk 6,39; Wells – „Kraina ślepców”).

Gdy uświadamiali sobie, że nie zbawią świata, nie spowodują rozkwitu na ziemi Królestwa Bożego - królestwa powszechnej miłości i szczęśliwości, ludzie ci tracili szybko swój entuzjazm. Nie potrafili odnaleźć się w nowej dla nich sytuacji. Nie umieli znaleźć sobie nowego celu w życiu. Ich dalsze losy potoczyły się różnie:

Ja poszedłem dalej. Wystąpił w moim życiu drugi przełomowy moment. Uświadomiłem sobie ulotność i delikatność miłości. Zdałem sobie sprawę z tego, że tego spontanicznego uczucia nie można nauczać, planować, wprowadzać i rozwijać według ludzkiej woli. Zacząłem dostrzegać egoizm swojego “chcenia” rozwoju miłości, spodziewania się miłości.

W tej sytuacji początkowy „zbawca ludzkości” zamienia się w niezrozumiałego, wtajemniczonego mistrza (mędrca), który już, co prawda, nie chce zbawiać ludzkości, lecz, który wie najlepiej, jak żyć i jak kochać7 (to przeobrażenie, być może nie w pełni uświadomione widać też u Stachury i Anthony de Mello, a także u Jezusa, szczególnie w Ewangelii Tomasza). Świeżość i siła, która wystąpiła po dokonaniu pierwszego odkrycia, z czasem osłabiona, teraz pojawia się na nowo. Człowiek taki ponownie jest w swoim żywiole. Znów jest silny, lepszy, mądrzejszy i bardziej świadomy niż inni. Początkowa miłość powszechna i wieczna staje się teraz dla niego wspaniałą miłością spontaniczną. Z czasem oczywiście znowu przychodzi zmęczenie. Wtedy taki mistrz może zauważyć, że niektórzy ludzie zachowują się tak, jak on chciałby innych nauczyć. Są radośni, spontaniczni, otwarci, energiczni. Szczególnie widoczne jest to u małych dzieci (to zabawne, że nauczyciele ludzkości dawali innym za przykład małe dzieci: Mk 10,14-15; zał. 39). Zachowują się tak, nie posiadając tej całej ogromnej wiedzy, którą on w ciągu minionych już lat z takim trudem posiadł. A on mimo wszystko ma z tym pewne problemy.

Wówczas może zdarzyć się, że taka osoba poczuje się przez kogoś akceptowanego, podziwianego a zatem dla niej wspaniałego, kochana. Wtedy wszystko to przyjdzie do niej samo: radość, spokój, spontaniczność, otwarcie, zaradność, dojrzałość. Może to trwać krótko, ale wystarczy, aby zobaczyć i zrozumieć to. Przebył olbrzymią drogę i u jej kresu ujrzał, że inni już dawno tam są.

Następuje wtedy powrót do punktu wyjścia. Uświadamia sobie brak bliskiej osoby (osób). Zupełny brak oparcia w rodzicach, rodzinie, najbliższych. Brak kręgosłupa psychicznego, brak pewności siebie, spokojnego przekonania o słuszności własnych przyziemnych myśli, przekonań, działań. Tak bardzo do tej pory zwalczane przez nich wszelkie zamknięcie i partykularyzm: rodzina, grupa społeczna, naród (patrz temat: „OTWARCIE” w rozdziale “Charakterystyka psychiki «zbawiciela ludzkości»”) jako coś, co powoduje konflikty międzyludzkie i przeszkadza rozwojowi miłości powszechnej, zaczyna być przez niego dostrzegane jako coś bardzo człowiekowi do rozwoju potrzebne. Dopiero teraz zaczyna rozumieć, że człowiek jest systematycznie, od maleńkości budowaną “twierdzą”. A on nadal pozostaje bez niczego, nikogo, bez żadnej osłony, szkieletu psychicznego. Nie potrafi przystosować się do normalnego, codziennego życia. Życia wśród bliskich osób, dla nich i dla siebie. Nie potrafi żyć jak normalny człowiek. Życia rodzinnego przecież tacy ludzie nigdy nie mieli, albo mieli je bardzo nieuregulowane, rozchwiane, rozkojarzone.

O prawdziwości przytoczonej przeze mnie teorii świadczy wiele podobieństw z twórczości, głoszonych poglądów i zachowań wspomnianych na wstępie osób. Chciałbym również zwrócić uwagę na to, że w sposób szczególny swoje podobieństwo do tych osób zauważa człowiek, który podąża tą drogą, co oni (zauważył to Edward Stachura w «Fabula rasa» 8: „... tylko człowiek-nikt może rozpoznać drugiego człowieka-nikt”). Poza słowami i czynami dostrzega to szczególne podobieństwo również w atmosferze, sposobie wypowiedzi, nastroju. Niektóre z wymienionych osób otwarcie głosiły swoją szczególną bliskość duchową z pozostałymi: Stachura – z Jezusem, Buddą i Lao-Tse; Wells – z Jezusem i Platonem; Bach – z Jezusem i Buddą; Anthony de Mello – z Jezusem, Buddą, Lao-Tse, Goethe – z Jezusem. Twierdzili, że tylko oni w pełni rozumieją naukę pozostałych. Inni jej nie zrozumieli i przekręcili ją (zał. 21, 22, 23, 24, 30, 43, 57, rozdział „Analiza «Fausta»”).

Psychika moja i wszystkich wymienionych przeze mnie osób funkcjonowała na zupełnie odmiennych niż u innych zasadach. Jednocześnie w funkcjonowaniu tej psychiki u poszczególnych wymienionych osób zachodzą daleko idące podobieństwa. Uważam (na podstawie rozmów przeprowadzonych z kilkoma profesorami psychologii), że temat ten i sposób myślenia tych ludzi jest nauce zupełnie nieznany. Jestem gotów opisać bardzo szczegółowo ich drogę duchową oraz wszystkie meandry ich psychiki, gdyż poznałem i zbadałem to bardzo dokładnie – „od wewnątrz”. Zapewniam Pana, że jest to bardzo bogaty materiał, który ze względu na jego znaczenie powinien zostać opracowany. Załączone opracowanie jest jedynie bardzo ogólnikowym naszkicowaniem tego tematu. Jak Pan zapewne zauważy pomijam w nim wiele ważnych momentów. Dokładnego opisu wymagają przemiany, którym podlegała psychika tych osób, tworząc specyficzną drogę duchową, od gwałtownego wzlotu, poprzez apogeum do upadku. U każdej z tych osób przebiegało to podobnie.

Ze względów oczywistych uważam, że sprawa ta nie powinna być nagłaśniana a jedynie dokładnie zbadana przez wąskie grono specjalistów. Dlatego proszę Pana Profesora o dyskrecję.


Przypisy:

1 Platon - “Obrona Sokratesa” 36E-37A

2 Platon - “Fedon” 66D-E

3 Iz 53,10

4 Mk 13,30

5 Mk 13,26; Dn 7,13

6 Mt 25,31-46

7 niektórzy od tego miejsca szli w stronę poznania “odwiecznych tajemnic i natury wszechrzeczy” - patrz: “Analiza «Fausta»

8 Edward Stachura “Poezja i proza” T. V (Czytelnik, Warszawa 1982) s. 114, (Patrz także: zał. 38)

 

 

Strona główna                         Następny rozdział