OTWARCIE
Otwarcie
się na cały świat, wszystkich ludzi (Łk 6,27-35); chęć rozwiązywania problemów
globalnych (Obrona Sokratesa: 31B), ponieważ osoba taka cały świat
postrzega jako swój dom, swoje gniazdo;
Brak
zamknięcia np. w kręgu rodzinnym (zał. 9, 13, 29);
Nieakceptowanie
siebie i innych jako skończonych, zamkniętych, odrębnych jednostek (zał. 5). Niechęć do pracy dla siebie, niechęć do
codziennej krzątaniny (Łk 10,38-42; zał. 9, 20, 46, 47),
Lekceważący,
niefrasobliwy stosunek do pieniędzy (Mt 6,24b; Mk 12,15-17; zał. 48), oszczędzania, dorabiania się. Brak jakichkolwiek
motywacji do zajmowania się sobą (zał. 47). Implikacją
tego może być chęć rozdawania pieniędzy lub dóbr materialnych (zał. 12), lub też chęć prymitywnego użycia – «Faust».
Niechęć
do wszelkiej własności indywidualnej, wszelkiego posiadania (Mt 40-42; 6,19-21;
6,25; Łk 6,30):
Poza tym i przede wszystkim -
posiadać co? Co posiadać i po co posiadać, jeżeli wszystko jest dane. Ciało
jest dane, ziemia cała i wszystko, co na ziemi żyjące, niebo całe i wszystko,
co na niebie żyjące. Wszystko jest cudownie stworzone i dane ci w wielkiej
obfitości, nieustającej nowości i niepodważalnej realności, żebyś był szczęśliwy,
żebyś była szczęśliwa. A zatem, co posiadać i po co posiadać?1
Brak
barier, osłon, akcentowanie bezbronności (Mt 5,38-42; 22,39; Mk 12,31);
Pragnienie zespolenia wszystkich ludzi miłością (Łk 6,27-35);
“Zbawiciel” ma świadomość, że wtedy, gdziekolwiek i kiedykolwiek się
znajdzie, zawsze spotka kochających go ludzi; dlatego ta perspektywa jest dla
niego tak bardzo pociągająca; dlatego tak bardzo boli go ludzka obojętność -
chciałby być przez wszystkich kochany; skarży się później, że świat go znienawidził
(J 15,18-25) - przejawia się w tym wszystkim syndrom braku miłości, syndrom
sieroty;
Chęć rozniecenia miłości na świecie jest nie uświadomioną walką o miłość
dla siebie.
Jest
jeszcze jedna przyczyna, która powoduje, że takiemu człowiekowi tak łatwo
przychodzi otwarcie się na wszystkich ludzi. Teraz nareszcie nie musi już on
się z nimi spierać, walczyć i rywalizować, do czego w dzieciństwie był zmuszany
i z tego powodu znienawidził wszelką walkę i rywalizację i boi się ich:
W życiu, w tym prawdziwym –
żadnych chronometrów, żadnego ścigania się, żadnych zawodów: kto szybszy,
silniejszy, skoczniejszy i temu podobne. Żadnych przegrywających. W życiu –
sami wygrywający.2
Liczy
też na zredukowanie przez inne osoby oczekiwań w stosunku do niego:
Żadnych zobowiązań, żadnych
długów; ani cienia tych rzeczy.3
Łk 6,30
«Daj każdemu, kto cię prosi, a nie dopominaj się zwrotu od tego, który bierze twoje» .
Osoba
taka znajduje się wciąż jeszcze w początkowej fazie psychicznego rozwoju
emocjonalnego, w tak zwanej fazie kosmicznej, być może wręcz w okresie
niemowlęcym, kiedy to jeszcze nie dzieliła otaczającego świata na swoich
najbliższych, przede wszystkim kochających, otaczających troskliwą opieką
rodziców, i pozostałych ludzi, którzy są jej obojętni. Budując wielką wspólnotę
kochających siebie i Boga ludzi, tworzy nieświadomie dla siebie nową rodzinę z
Bogiem jako jej ojcem:
Mk 3,33-35
Odpowiedział im: «Któż jest moją matką i [którzy] są braćmi?» I spoglądając na siedzących dokoła Niego rzekł: «Oto moja matka i moi bracia. Bo kto pełni wolę Bożą, ten Mi jest bratem, siostrą i matką».
Miłość
do całej ludzkości (zał. 25):
Myślenie
kategoriami całej ludzkości, patrzenie na nią “z góry” (zał. 5, 9, 10,
11), nieraz jak na nierozumne zwierzątka lub nawet
wegetujące rośliny (zał. 14, 45).
Myślenie kategoriami: szczęścia ludzkości, zbawienia ludzkości, rozwoju
ludzkości (zał. 6, 34, 35, 36, 37),
celu istnienia ludzkości i Wszechświata (zał. 26),
końca świata, spraw transcendentnych, absolutnych, kosmicznych i ostatecznych
(zał. 55), zupełne zapominanie przy tym o sobie;
Pragnienie
realizacji ostatecznych, absolutnych, wiecznych i nieprzemijających celów (zał.
26, 54); pragnienie naprawy
świata (zał. 36);
Odczuwanie
miłości “bezosobowo” (Mt 24,12; J 5,42; 17,26; Dz 20,35; zał. 5, 14, 17,
19, 20, 23,
28, 47, 55):
Ten prezent jakiś, który
chciałem im zrobić, pomyślałem sobie, że to będzie też prezent ode mnie dla
miłości w ogóle, która to potrafi, że kamień drży jak listek brzozowy na
wietrze. 4
Dowodem na płynięcie czasu
byłoby dla Michała Kątnego wygasanie miłości, wygasanie miłosnego ognia w
wulkanie jego serca. A tu wszak nie wygasał nic a nic, odwrotnie, bardzo
odwrotnie: coraz większym buchał żarem i płomieniem, choć konkretnego, jednego,
upostaciowanego obiektu tej miłości nie było.5
Utożsamianie
miłości z Bogiem.
Radość
z miłości pomiędzy poszczególnymi, spotykanymi osobami, jako z drobnych,
lokalnych, wstępnych, początkowych przejawów wielkiej miłości ogólnoludzkiej,
która kiedyś ma ogarnąć cały świat.
Właśnie
z tego wynika ogromna siła psychicznego pozytywnego oddziaływania “zbawiciela
ludzkości” w okresie wzlotu. Dzieje się tak dlatego, że następuje u niego
zjednoczenie ogromnych ambicji, które go cechują (patrz: “Ekstremalizm”) z pełnym, pozytywnym angażowaniem
się w kontakty z napotykanymi ludźmi. Daje on tym osobom “całego siebie”. Kocha
wszystkich napotykanych ludzi jak mało kto inny, gdyż jest przekonany, że
zapoczątkowuje w ten sposób wybuch potężnej miłości ogólnoludzkiej. Ta miłość,
tak szczodrze udzielana napotykanym osobom, jest dla niego ziarnem gorczycy, z
którego wyrośnie wielkie drzewo (Łk 13,18-19), czy też zaczynem, który zakwasi
całe ciasto (Łk 13, 20-21).
Kosmopolityzm
(patrz niżej) - (Mt 8,11; Łk 4,25-27; 7,9; 10,30-37; 13,29);
Umiejętność
wznoszenia się ponad wszelkie podziały i partykularyzmy (Mt 8,11; Łk 12,13-14;
13,29);
Skłonność
do “wędrowania”; trudności w “zagrzaniu miejsca” - Jezus, Stachura, autor
„Opracowania”;
Niechęć
do wszelkich zamkniętych zespołów ludzkich, takich jak rodzina, grupa
znajomych, grupa społeczna, naród. Niechęć do selektywnych, ograniczonych do
pewnej grupy osób, więzi międzyludzkich. “Zbawiciel” postrzega tego rodzaju
zamknięte związki jako przeszkodę w rozwoju miłości ogólnoludzkiej. Niechęć do
wszelkich obowiązków związanych z przynależnością do określonej, ograniczonej,
zamkniętej wspólnoty (Mt 10,35-37; 23,9; Mk 3,31-35; Łk 9,59-62; 10,30-37;
12,51-53; 14,12; 14,26; 18,28-29; zał. 5, 13, 29, 41,
51). Wykształciło się to na zasadzie pogardy do tego,
czego nigdy się nie miało i czuło się, że nigdy mieć się nie będzie.
I myślał o tym, że, ach, jakie
to straszliwe, ale nie ma nic do powiedzenia, nic do dodania do tego świata
rodzinnego, familijnego, świata synów i córek, matek i ojców, braci i sióstr,
kuzynów, szwagrów, wnuczków i tak dalej, i tak dalej, świata mężów i żon,
świata sekt familijnych, klanów rodzinnych, świata babci i wnuczka, dziadka i
wnuczki.6
Chciałem nie mieć rodziny,
chciałem wszystkich ludzi traktować równo, chciałem być bliźnim każdego
człowieka. Do dzieci, braci i siostry, nawet do malutkiej 6-letniej Moniki,
powiedziałem: “Nie jestem waszym wujkiem, jestem waszym bliźnim”. Do Andrzeja
Babińskiego, który mnie odwiedził w te dni przedostatnie, powiedziałem też:
“Nie jestem twoim przyjacielem; jestem czymś dużo więcej; jestem twoim
bliźnim”.7
Nie kłóciłem się ani z matką,
ani z braćmi, ani z siostrą. Porzuciłem ich, chcąc zostać sierotą z wyboru.8
Przypisy:
1 Edward Stachura - “Poezja i proza”, T. 5, (SW Czytelnik, Warszawa 1982), s. 269
2 Tamże, s. 58
3 Tamże, s. 58
4 Edward Stachura - “Poezja i proza”, T. 2, (SW Czytelnik, Warszawa 1984), s. 125
5 Edward Stachura - “Poezja i proza”, T. 5, (SW Czytelnik, Warszawa 1982), s. 383
6 Tamże, s. 364
7 Tamże, s. 412
8 Tamże, s. 411
Strona główna Następny rozdział