Poniższe teksty pokazują, jak
bardzo Kościół katolicki obawia się, że Jezus może być uznany za wariata.
Fragment homilii Jana Pawła II
Rozważania Jana Pawła II przed modlitwą «Anioł Pański»
Fragment homilii Benedykta XVI
Homilia kardynała Stanisława Dziwisza
Fragment homilii kardynała Zenona Grocholewskiego
Znalezione w portalu Katolickiej Agencji Informacyjnej
Fragment homilii wygłoszonej przez
Jana Pawła II w Pelplinie w dniu 6 czerwca 1999 r.
W ciągu dwudziestu wieków Kościół pochylał się nad kartami Ewangelii, [aby je dokładnie odczytać], aby jak najdokładniej odczytać to, co Bóg zechciał w niej objawić. Wydobywał najgłębsze treści słów i wydarzeń, formułował prawdy, ogłaszając je jako pewne i zbawienne. Święci wprowadzali te prawdy w życie i dzielili się własnym doświadczeniem spotkania ze słowem Chrystusa. W ten sposób na fundamencie świadectwa Apostołów rozwijała się Tradycja Kościoła. Jeżeli dziś sięgamy po Ewangelię, nie możemy odrywać jej od tego dziedzictwa [stuleci, od tej tradycji] wieków.
Mówię o tym dlatego, że istnieje pokusa, aby interpretować Pismo Święte w oderwaniu od wielowiekowej Tradycji wiary Kościoła, stosując klucze właściwe dla współczesnej literatury czy publicystyki. Rodzi to niebezpieczeństwo uproszczeń, zafałszowania objawionej prawdy, a nawet naginania jej do potrzeb z góry przyjętej, indywidualnej filozofii życia czy też ideologii. Już święty Piotr apostoł występował przeciw takim próbom, pisząc: «To przede wszystkim miejcie na uwadze, że żadne proroctwo Pisma nie jest dla prywatnego wyjaśnienia» (2 P 1, 20). «Zadanie zaś autentycznej interpretacji słowa Bożego (...) powierzone zostało samemu tylko żywemu Urzędowi Nauczycielskiemu Kościoła, który autorytatywnie działa w imieniu Jezusa Chrystusa» [jak przypomniał ostatni sobór w „Konstytucji o Objawieniu Bożym Dei verbum”].
Cieszę się, że Kościół w Polsce skutecznie wspomaga wiernych w poznawaniu treści Objawienia. Wiem jak wielką wagę przywiązują duszpasterze do liturgii Słowa podczas Mszy Świętej oraz do katechezy. Dziękuję Bogu za to, że przy parafiach oraz w ramach wspólnot i ruchów kościelnych stale powstają i rozwijają się kręgi biblijne i grupy dyskusyjne. Konieczne jest jednak, aby ci, którzy biorą na siebie odpowiedzialność za autentyczny wykład objawionej Prawdy, nie polegali na własnej, często omylnej intuicji, ale na solidnej wiedzy i niezachwianej wierze. (źródło)
1. Kilka dni temu rozpoczęliśmy Wielki Post, czas modlitwy i pokuty. Każe on nam w szczególny sposób zmierzyć się z wymaganiami stawianymi przez Boskiego Nauczyciela, który powiedział: «Jeśli kto chce pójść za Mną, niech się zaprze samego siebie, niech weźmie krzyż swój i niech Mnie naśladuje» (Mt 16, 24); a w innym miejscu: «gdzie Ja jestem, tam będzie i mój sługa» (J 12, 26). Jezus mówiąc: «Ten, kto kocha swoje życie, traci je, a kto nienawidzi swego życia na tym świecie, zachowa je na życie wieczne» (J 12, 25), zwraca się nie tylko do swoich uczniów, ale do wszystkich.
2. Co znaczy «wyrzec się samego siebie», «nienawidzić własnego życia»1? Te wyrażenia, fałszywie rozumiane, nadawały czasem chrześcijaństwu oblicze religii, która poniża człowieczeństwo, podczas gdy Jezus przyszedł po to, aby człowiek miał życie, i miał je w obfitości (por. J 10, 10)2. Rzecz w tym, że Chrystus, inaczej niż dawni i współcześni fałszywi nauczyciele, nie zwodzi człowieka. Zna do głębi ludzką naturę i wie, że musi ona — aby osiągnąć życie — dokonać «przejścia», czyli «paschy», z niewoli grzechu do wolności synów Bożych; musi wyrzec się «starego człowieka», by dać miejsce nowemu, odkupionemu przez Chrystusa.
«Kto kocha swoje życie, traci je». Te słowa nie wyrażają pogardy dla życia, ale przeciwnie — prawdziwą miłość życia. Miłość, która nie pragnie tego podstawowego dobra natychmiast i tylko dla siebie, ale na zawsze i dla wszystkich, co odróżnia ją wyraźnie od mentalności «świata». W rzeczywistości bowiem życie można znaleźć idąc właśnie «wąską drogą» za Chrystusem; kto natomiast wybiera drogę «szeroką» i wygodną, oddaje życie w zamian za przelotne przyjemności, poniżając godność własną i innych.
3. Idźmy zatem z radością trudnym wielkopostnym szlakiem, starając się wyrażać wewnętrzną przemianę w konkretnych postawach osobistych, kościelnych i społecznych. Na tym szlaku towarzyszy nam Maryja, która zawsze nas wyprzedza w naśladowaniu Jej Syna Jezusa i wspomaga nas, gdy bardziej zacięte i uciążliwe staje się nasze zmaganie ze złym duchem. Zawierzmy Jej ten Wielki Post, aby dla całego chrześcijańskiego ludu był okresem głębokiego nawrócenia.
Prośmy Ją także, aby towarzyszyła Kurii Rzymskiej, która razem ze mną rozpocznie dziś wieczorem swoje rekolekcje. Drodzy bracia i siostry, liczymy także na waszą pamięć w modlitwie o to, aby te dni uważnego wsłuchiwania się w głos Ducha Bożego, milczenia i wytrwałej modlitwy przyniosły oczekiwane owoce duchowej odnowy. (źródło)
Homilia3 wygłoszona przez o. Jacka Salija
OP w kościele pw Świętego Krzyża w Warszawie w dniu 3 listopada 2002 r.
Bracia i siostry!
Swoją mowę przeciw uczonym i faryzeuszom4 Pan Jezus zakończył siedmioma przejmującymi „biada wam”. Jest to Jego ostatnie i najmocniejsze słowo upomnienia pod adresem ówczesnych przywódców ludu Starego Przymierza. Ewangeliści Mateusz, Marek i Łukasz są zgodni co do tego. Że Pan Jezus mowę tę wygłosił już po swoim uroczystym wjeździe do Jerozolimy i po wypędzeni przekupniów ze świątyni jerozolimskiej5. Już w najbliższy piątek miał umrzeć za nas wszystkich na drzewie krzyża.
Była to z Jego strony ostatnia próba uratowania tych ludzi. Ciągle musimy mieć przed oczyma, że Pan Jezus jest Synem Bożym i nawet jeżeli wypowiada słowa gniewu, to w Jego ustach są to słowa miłości. Kiedy On mówi do faryzeuszy „biada wam”, to dlatego, że chodzi Mu o ich dobro, że pragnie nimi wstrząsnąć, aby porzucili wreszcie swoją niewiarę. Podobnie jak czasem trzeba potrząsnąć człowiekiem nieprzytomnym, żeby ten odzyskał świadomość. Pan Jezus aż siedem razy mówił faryzeuszom „biada wam”, bo niewątpliwie byli oni ludźmi duchowo nieprzytomnymi.
Przypomnijmy sobie, że już wkrótce te Pana Jezusowe „biada wam” zaczęły
przynosić błogosławione owoce. Już za dwa-trzy miesiące – a stało się to dzięki
Jego śmierci i zmartwychwstaniu – wręcz wielu faryzeuszów, a nawet
starotestamentowych kapłanów miało uwierzyć w Pana Jezusa i przyjąć chrzest.
Dzieje Apostolskie wspominają i tym w jednej z pierwszych informacji na temat
rozszerzania się wiary w Chrystusa (6,7). W samych Dziejach Apostolskich
czytamy, że w tzw. Soborze Jerozolimskim wzięli udział „niektórzy nawróceni ze
stronnictwa faryzeuszów” (15,5).
Trzech wspaniałych faryzeuszów, których Kościół zachowa w czci aż do
końca świata, Nowy Testament wspomina z imienia. Pierwszy z nich to,
oczywiście, faryzeusz Nikodem. Człowiek prawy i odważny, który razem z Józefem
z Arymatei zajął się w Wielki Piątek pogrzebem Pana Jezusa. Drugi to faryzeusz
Gamaliel, który podczas posiedzenia Sanhedrynu wziął w obronę uwięzionych
apostołów, mimo że sam nie był uczniem Chrystusa, ale tak mu kazało jego
poczucie sprawiedliwości.
Faryzeuszem był wreszcie zatwardziały w swej niewierze i zapiekły w
nienawiści do uczniów Chrystusa Szaweł, którego łaska Boża przemieniła w
naczynie wybrane i apostoła narodów. Apostoł Paweł nawet po swoim nawróceniu
mówił o sobie: „Jestem faryzeuszem i uczniem faryzeuszów” (Dz 23,6) – bo łaska
Boża rozjaśniła w Pawle jego ciemności i oczyściła go z jego grzechów, ale
zachowała w nim wszystko, co w jego faryzejskiej formacji było dobre.
Przypominam o tych różnych dobrych wydarzeniach, jakie miały miejsce w
środowisku faryzeuszów już po śmierci i zmartwychwstaniu Pana Jezusa, bo
dopiero w ich świetle możemy pełniej zrozumieć niezwykle ostrą mowę przeciw
faryzeuszom, której początek słyszeliśmy w dzisiejszej Ewangelii. Bo również
dzisiaj – kiedy Pan Jezus mówi do kogoś z nas „biada tobie”, „biada wam” – nie
są to słowa potępienia, ale upomnienia. Pan Jezus – nawet jeśli sam sobie, a
również innym wydajesz się całkiem nienawracalny – zwraca się do twojego
zatwardziałego serca, ażebyś w końcu się jednak opamiętał i nawrócił.
W swojej mowie piętnuje Pan Jezus obłudę i egocentryzm faryzeuszów, ich
zadufanie w sobie, brak zrozumienia dla innych, jałowy formalizm ich religijności.
A wszystko po to, żeby odsłonić złą glebę, z której wyrosła ich niewiara –
niewiara agresywna, która już wkrótce, w Wielki Piątek miała się ujawnić w
sposób wręcz przerażający.
Bracia i Siostry!
Ja tylko próbuję pokazać, że miłosierdzie Boże jest większe nawet od
tych grzechów, które tak mocno piętnuje u faryzeuszów Pan Jezus. Szukanie
własnej chwały, formalizm i hipokryzja były to grzechy naprawdę niemałe, skoro
uczyniły ich niezdolnymi do uwierzenia w Syna Bożego, a nawet popchnęły ich do
tego, żeby rzucić się na Niego i Go zamordować. A jednak miłosierdzie Boże jest
większe nawet od tak wielkich grzechów i przynajmniej niektórzy faryzeusze
jednak się nawrócili.
W świetle dzisiejszej Ewangelii z wielką jasnością można zobaczyć, że
niewiara może się zdarzyć nawet u ludzi formalnie religijnych. Ponadto
dzisiejsza Ewangelia każe zweryfikować popularny pogląd, jakoby niewiara była
niewinnym wyborem światopoglądowym. Niewiara faryzeuszów z całą pewnością nie
była moralnie neutralnym wyborem światopoglądowym. Była ciężkim grzechem, który
był owocem uprzednich przewinień moralnych i który miał ich doprowadzić do
udziału w zamordowaniu samego Chrystusa.
Boże zachowaj, gdyby w tym, co przed chwilą powiedziałem, ktoś chciał usłyszeć zaproszenie do osądzania niewierzących z powodu ich niewiary. Jeden Bóg zna ludzkie serca. Nam nie wolno uzurpować sobie boskiej władzy osądzania drugiego człowieka. W dzisiejszej Ewangelii Pan Jezus zaprasza nas do czegoś zupełnie innego. Zaprasza do zastanowienia się, czy przypadkiem ty sam swoimi grzechami nie oddalasz się od Boga, a może nawet już dojrzewa w tobie twoja przyszła niewiara. Innych ludzi nie wolno ci osądzać, ale jeżeli zauważyłeś, że Pan Bóg w twoim życiu coraz mniej znaczy, jest to dzwonek alarmowy, że najwyższy czas, abyś zaczął wystawiać się na osąd swojego własnego sumienia.
Kryzys wiary przejawia się u różnych ludzi różnie. U jednego przyjmowanie sakramentów przemieniło się w rutynę, ktoś inny już bardzo dawno nie był u spowiedzi, a jeszcze komuś innemu coraz częściej zdarza się opuszczać coniedzielną Mszę świętą. Zjawiskom tym nieraz towarzyszy naśladowanie prarodziców w ich udawaniu, że jesteśmy równi Bogu. Jeden – zamiast zobaczyć, jak wiele zła wprowadzamy w nasze życie własnymi grzechami – krytykuje Pana Boga, że źle urządził świat, i zapomina o tym, że Bóg jest nie tylko naszym Ojcem, ale zarazem źródłem i wzorem wszelkiego prawdziwego ojcostwa. Drugi dochodzi do wniosku, że lepiej od Boga poznał różnicę między dobrem i złem, i próbuje ustanawiać swoje własne normy moralne, zapominając o tym, że „jeden jest tylko nasz Nauczyciel, Chrystus”. Jeszcze ktoś inny zachowuje się tak, jak gdyby modlitwa i słowo Boże i sakramenty były mu praktycznie niepotrzebne. Kryzys wiary może się przejawiać bardzo różnie.
Otóż przyjmijmy słowo Chrystusa Pana przeciw niewierze faryzeuszów jako szczególny dar, którym On chce nas obdarzyć właśnie dzisiaj. Nie wolno ci osądzać drugiego człowieka z powodu jego niewiary, ale może w sobie zauważasz jakieś narastanie religijnej obojętności, jakieś oddalanie się od Pana Boga. Jeżeli tak, to zacznij pytać własnego sumienia, czy nie kryją się za tym jakieś twoje grzechy, może nawet grzechy bardzo ciężkie. Porzucenie grzechów i ożywienie modlitwy to najważniejsze sposoby ocalenia wiary, która znalazła się w kryzysie.
Również środowisko może komuś utrudniać wiarę. Wśród faryzeuszów, którym Jezus wygłosił swoje siedem „biada wam”, na pewno byli również ludzi zacni, którzy niestety ulegli złym wpływom swojego środowiska.
To jest również nasz problem współczesny. Podam może konkretny przykład. Jakieś dwa – trzy tygodnie temu na słupach ogłoszeniowych w wielu miastach Polski pojawiła się reklama pewnego tygodnika z rzucającym się w oczy hasłem: „Niewierność zaczyna być w modzie”. Od czasu do czasu przez radio lub w jakiejś gazecie pojawiają się twierdzenia, że poligamia jest to naturalna potrzeba każdego mężczyzny, że żony dopuszczają się zdrady małżeńskiej może nawet częściej niż mężowie, a różni ludzie publicznie głoszą, że nie widzą nic złego w uprawianiu rozpusty.
Wydaje się, że bezwstyd ujawnia się publicznie na skalę dotychczas u nas nieznaną. Łatwo głosić różne nieodpowiedzialne poglądy, ale warto czasem pomyśleć, ile krzywdy kiedyś z tego wyniknie. W XIX wieku różni – nieraz osobiście bardzo zacni – dziennikarze i profesorowie głosili, że najbardziej skuteczną drogą do ustanowienia sprawiedliwości społecznej będzie zrobienie rewolucji. A przecież mogli przewidzieć, że takie poglądy muszą zaowocować ogromem ludzkiej krzywdy, przelaniem morza ludzkiej krwi.
Podobnie jeżeli przyzwyczaimy się do twierdzeń, że w seksualnym promiskuityzmie nie ma nic złego, musi to w przyszłości owocować zwiększeniem liczby rozbitych małżeństw, krzywdą niewinnych dzieci, nieszczęściem porzuconych żon i mężów, deformacją wzorów życia rodzinnego. Musi się to również skończyć społecznym kryzysem wiary. Przecież to byłby absurd, gdyby to samo społeczeństwo odznaczało się wysokim poziomem wiary i jednocześnie wysokim poziomem lekceważenia Bożych przykazań. Stoimy wobec albo – albo. Albo wzrośnie wśród nas poszanowanie dla Bożych przykazań, albo czeka nas masowe odchodzenie od wiary. Przecież nie robimy Panu Bogu łaski, że się do Niego przyznajemy. Obyśmy usłyszeli te siedem „biada wam”, jakie wypowiedział Pan Jezus przeciwko niewierze faryzeuszów. Obyśmy się nawrócili i w wierze naszej – również na skalę społeczną – wytrwali.
Doprawdy niespodziewanej aktualności nabierają dziś słowa, jakie ponad dwadzieścia lat temu skierował do nas Jan Paweł II: „Czy można odrzucić Chrystusa i wszystko to, co On wniósł w dzieje człowieka? Oczywiście, że można. Człowiek jest wolny. Człowiek może powiedzieć Bogu: nie. Człowiek może powiedzieć Chrystusowi: nie. Ale – pytanie zasadnicze: czy wolno? I w imię czego «wolno»? Jaki argument rozumu, jaką wartość woli i serca można przedłożyć sobie samemu i bliźnim, i rodakom, i narodowi, ażeby odrzucić, ażeby powiedzieć «nie» temu, czym wszyscy żyliśmy przez tysiąc lat?! Temu, co stworzyło podstawę naszej tożsamości i zawsze ją stanowiło”.
Czy można porzucić Chrystusa? Bracia i Siostry, abyśmy przy Nim trwali i wytrwali do końca! Amen.
Fragment homilii wygłoszonej przez Benedykta XVI w
Warszawie w dniu 26 maja 2006 r.
„Ojciec da wam innego Pocieszyciela – Ducha Prawdy”. Wiara jako znajomość i wyznawanie prawdy o Bogu i o człowieku „rodzi się z tego, co się słyszy, a tym zaś, co się słyszy, jest słowo Chrystusa” – naucza św. Paweł (Rz 10, 17). W dziejach Kościoła Apostołowie głosili słowo Chrystusa, starając się przekazać je nieskazitelne swoim następcom, którzy z kolei przekazywali je następnym pokoleniom, aż do naszych czasów. Wielu głosicieli Ewangelii oddało życie za wierność prawdzie słowa Chrystusa. I tak, z troski o prawdę, ukształtowała się Tradycja Kościoła. Podobnie jak było w minionych wiekach, i dziś są osoby lub środowiska, które, odchodząc od tej Tradycji, chciałyby zafałszować słowo Chrystusa i usunąć z Ewangelii prawdy, według nich, zbyt niewygodne dla współczesnego człowieka. Usiłuje się stworzyć wrażenie, że wszystko jest względne, że również prawdy wiary zależą od sytuacji historycznej i od ludzkiej oceny. Kościół jednak nie może dopuścić, by zamilkł Duch Prawdy. Za prawdę Ewangelii odpowiedzialni są następcy Apostołów, razem z Papieżem, ale także wszyscy chrześcijanie są wezwani, by wziąć na siebie część tej odpowiedzialności, przyjmując jej autorytatywne wskazania. Każdy chrześcijanin winien konfrontować własne poglądy ze wskazaniami Ewangelii i Tradycji Kościoła, aby dochować wierności słowu Chrystusa, nawet gdy jest ono wymagające i po ludzku trudne do zrozumienia. Nie możemy ulec pokusie relatywizmu czy subiektywnego i selektywnego interpretowania Pisma św. Tylko cała prawda pozwoli przylgnąć do Chrystusa, który umarł i zmartwychwstał dla naszego zbawienia. (źródło)
Homilia wygłoszona przez kardynała Stanisława Dziwisza w Pelplinie w dniu 6 czerwca 2006 r. (wytłuszczenia moje)
Drodzy Bracia w Biskupstwie,
Umiłowani Księża, siostry zakonne i seminarzyści,
Czcigodni przedstawiciele władz miasta,
Kochani Bracia i Siostry!
„Błogosławieni ci, którzy słuchają słowa Bożego i zachowują je” (Łk
11,28). Tymi słowami rozpoczął homilię Jan Paweł II w Pelplinie 6 czerwca 1999.
Te słowa jak refren powtarzały się przez całe kazanie, by wyryć się głęboko w
sercu i pamięci tych, którzy słuchali umiłowanego Sługi Bożego. „Błogosławieni
ci, którzy słuchają słowa Bożego i zachowują je”
Minęło siedem lat. To nie tak mało. Jeśli były to lata tłuste, i jeśli
skrzętnie zbierano obficie sypane słowa Namiestnika Chrystusowego, to nie ma
się co lękać, że głodem duchowym pomrą ci, na których nadejdzie czas próby.
Jeśli były to lata chude, kończy się czas trudny i nadchodzi wiosna dla tych,
którym już brakuje sił do staczania walki ze złem.
Minęło siedem lat. Ale jeśli dzisiaj przychodzimy tutaj, dokładnie w
rocznicę tamtego pamiętnego dnia, to nie po, by wracać w sentymentalną
przeszłość, ale przed wszystkim po to, by sobie uświadomić, że to nie jest
żadna przeszłość, że w Bogu, to jest zawsze dzisiaj. Przychodzimy tutaj tak
samo, jak siedem lat temu i z tym samym Papieżem, nadal tak samo zatroskanym o
tych, którzy słuchają Słowa Bożego, i tak samo głoszącym tę samą prawdę, którą
wypowiedział na pelplińskiej ziemi: „Błogosławieni ci, którzy słuchają słowa
Bożego i zachowują je”. Do tych słów nie możemy wracać jako do przeszłości. To
musi być teraźniejszość! Bo żyje Ten, który wypowiedział te słowa, bo żyje ten,
co tłumaczył te słowa, bo te słowa nie można rzucić za siebie, ale trzeba je
wziąć sobie „do serca i do duszy”. „Błogosławieni ci, którzy słuchają słowa
Bożego i zachowują je”
Drodzy Bracia i Siostry,
Najpierw chodzi o słuchanie, i to słuchanie nie kogokolwiek, ale jak
powiedział Benedykt XVI do młodzieży w Krakowie: „Chodzi o słuchanie Jezusa”
(27.05.2006). A słuchać Jezusa nie można inaczej, jak klęknąwszy przed tym
źródłem, jakim jest Pismo święte i czerpiąc obydwiema rękami z tego słowa,
którym jest Słowo Boże. Prosił nas wszystkich Ojciec Święty 7 lat temu i prosi
dzisiaj słowami: „Proszę was: wchodźcie w nowe tysiąclecie z księgą Ewangelii!
Niech nie zabraknie jej w żadnym polskim domu! Czytajcie i medytujcie!
Pozwólcie, by Chrystus mówił! Obyście usłyszeli dzisiaj głos Jego: Nie
zatwardzajcie serc waszych”. Tak nas prosił Ojciec święty. Tak nas prosi
nadal Ojciec święty. „Nie możemy ulec pokusie relatywizmu czy subiektywnego
i selektywnego interpretowania Pisma Świętego” – mówił w Warszawie Benedykt XVI
– „tylko cała prawda pozwoli przylgnąć do Chrystusa”.
Powróćmy do Biblii, umiłowani bracia i siostry, powróćmy do tej świętej
Księgi, bo trzeba nam powrócić do Słowa Jezusa! A jeśli dla kogoś ten powrót
nie jest powrotem, ale nową tajemnicą, niech się jej ani nie lęka ani przed nią
nie cofa! Czytając Pismo Święte w duchu Kościoła, stajemy się błogosławieni, bo
to jest słowo Boga.
Jeśli jednak błogosławieństwem jest słuchanie słowa Bożego, może stać
się przekleństwem słuchanie tego słowa, które z Bogiem nie ma nic wspólnego.
Proszę was, bracia i siostry, byście mnie dobrze zrozumieli. Raz po raz
pojawiają się ci, którzy piszą, mówią, są twórcami filmów, wystaw, kreują się
na artystów, literatów czy nawet geniuszy ludzkiego ducha, ale to, co płynie z
ich serca, nie jest słowem serca Jezusowego. Co więcej, zadaje ból sercu
Jezusowemu. Nie chodzi o to, by powracać do indeksu ksiąg zakazanych. Nie
chodzi o to, by tworzyć listy autorów, których trzeba skazać na banicję. Chodzi
jednak o to, by wiedzieć i być głęboko przekonanym, że tak jak słuchanie słowa
Jezusowego jest błogosławieństwem dla życia, tak słuchanie i propagowanie tego,
co Jezusowi przeciwne, może stać się przekleństwem, które zatruje czystość
wiary i zgasi ten płomień zaufania do Boga, który otrzymaliśmy na chrzcie
świętym, a który Duch Święty podsyca nieustannie w Kościele.
Drodzy Braci i Siostry!
Słuchać słowa Jezusa, nie znaczy czytać tylko Pismo Święte.
Bóg który jest Stwórcą i Panem Świata, mówi nieustannie przez całe swoje
dzieło stwórcze. I tu, trzeba widzieć niezastąpioną rolę nauk i mądrego
wychowania, które pozwoli czytać słowo Jezusa w przestrzeniach nieskończonych
galaktyk, w bosko malowanych pejzażach, w mikroskopijnych wymiarach najmniejszych
żyjątek, w tej przysłowiowej Jana Twardowskiego biedronce. Pelplin, znany z
Biblii Gutenberga, znany był w historii i jest coraz bardziej także dzisiaj
znany z promowania nauki, kształtowania młodych serc, by wspomnieć Wyższe
Seminarium Duchowne czy Collegium Marianum, obchodzące w tym roku 170
lat swojego istnienia.
Uczcie człowieka tak czytać świat, by słyszał w nim słowo samego Boga, i
by w tym świecie mógł swoim życiem pisać takie słowo, które będzie
błogosławieństwem dla przyszłych pokoleń!
„Błogosławieni ci, którzy słuchają słowa Bożego i zachowują je”.
Błogosławieństwo, o którym mówi Jezus jest uwarunkowane wypełnianiem słowa
Bożego. Nie ci budują domy na piasku, którzy nie słuchają Słowa Bożego, ale ci,
którzy je nie wypełniają. Nie ci budują domy na piasku, którzy nie wołają:
„Panie, Panie”, ale ci, którzy nie pełnią woli Ojca. Ewangelia kładzie mocny
nacisk na nierozerwalność między słuchaniem a wypełnianiem.
Drodzy Bracia i Siostry!
Już wiele było słów. Przyszedł czas na czyny. Wiele dostaliśmy wskazówek
od Jana Pawła II. Wiele zostawił nam już Benedykt XVI. Przyszedł czas na czyny.
Przyszedł czas na zapytanie siebie w szczerości serca: co ja właściwie zrobiłem
z usłyszanym słowem? Co zrobiłem, by nie usłyszeć od Chrystusa: „Nie każdy,
który mi mówi: „Panie, Panie”, wejdzie do królestwa niebieskiego” (Mt 7,21)
„Dzieci – pisze św. Jan w swoim pierwszy liście – nie miłujmy słowem i
językiem, ale czynem i prawdą” (1 J 3,18).
Wielu Polaków wyjeżdża za granicę, wchodzi w nowe środowiska i staje
nieraz wobec wielkiej próby wiary wyniesionej z domu rodzinnego. To nie jest
jedyna okoliczność, ale może jak mało która staje się sprawdzianem, czy
rzeczywiście ktoś słucha Jezusa i wypełnia Jego wolę. Co więcej, ta nowa
rzeczywistość jest wyzwaniem dla nas, Polaków, byśmy nie dawali złego
świadectwa o swoim narodzie, byśmy nie ukrywali swoich korzeni, byśmy byli
mocni mocą tej wiary, którą umacniał Ojciec Święty w czasie ostatniej
pielgrzymki
Drodzy Bracia i Siostry!
Minęło już siedem lat od dnia, kiedy stopy Namiestnika Chrystusowego
stanęły na pelplińskiej ziemi. Słowa, które wtedy skierował do nas, zakończył
modlitwą. Nie bez powodu trzeba i dzisiaj zakończyć to rozważanie prośbą
skierowaną do Boga, bo bez Jego pomocy nie jesteśmy w stanie dobrze słuchać Jego
słowa. Bez Jego wsparcia nie potrafimy wypełnić tego, co nieraz dla nas wydaje
się za ciężkie. Dlatego prośmy z całego serca. Dlatego wołajmy do tego samego
Boga, do którego wołał Jan Paweł II, ale dziś wołajmy już przez jego
wstawiennictwo:
Panie
zostań z nami!
Zostań
z nami w Twoim słowie – w tym słowie, które staje się sakramentem: Eucharystią
Twojej obecności.
Pragniemy
słuchać Twojego słowa i wypełniać je!
Pragniemy być wśród tych błogosławionych, którzy słuchają słowa Bożego i zachowują je. Amen. (źródło)
Fragment homilii wygłoszonej przez kardynała Zenona
Grocholewskiego w Poznaniu w dniu 20 czerwca 2008 r.
Wszyscy wiemy, że źródłem Objawienia Bożego, a więc źródłem naszej
mądrości chrześcijańskiej, jest Pismo święte i Tradycja. Stanowią one depozyt
Słowa Bożego, powierzony Kościołowi. Pan Bóg nie mógł zostawić tych tak
drogocennych skarbów na łasce czy niełasce różnych sprzecznych ze sobą lub
ekstrawaganckich interpretacji, lecz jak to przypomina nam Sobór Watykański II:
„Zadanie [...] autentycznej interpretacji słowa Bożego, spisanego czy
przekazanego przez Tradycję, powierzone zostało samemu tylko żywemu Urzędowi
Nauczycielskiemu Kościoła, który autorytatywnie działa w imieniu Jezusa
Chrystusa6 [...] Jasne więc jest – kontynuuje dokument soborowy -,
że Święta Tradycja, Pismo Święte i Urząd Nauczycielski Kościoła, wedle mądrego
postanowienia Bożego, tak ściśle łączą się ze sobą i zespalają, że jedno bez
pozostałych nie może istnieć, a wszystkie razem, każdy na swój sposób, pod
natchnieniem jednego Ducha Świętego przyczyniają się skutecznie do zbawienia
dusz” (Konst. Dogm. Dei verbum, 10).
Z tych słów wynika znaczenie Urzędu Nauczycielskiego Kościoła, w którym
pokaźne miejsce zajmuje nauczanie Następcy Piotra, mającego umacniać braci w
wierze. Do kogo więc, jeżeli nie do Piotra na pierwszym miejscu odnoszą się
słowa Chrystusa: „Kto was słucha, Mnie słucha, a kto wami gardzi, Mną gardzi;
lecz kto Mną gardzi, gardzi Tym, który mnie posłał” (Łk 10, 16)? (źródło)
Znalezione w portalu Katolickiej Agencji Informacyjnej:
Uczestnicy tegorocznego spotkania nad Lednicą 7 czerwca br. złożą na ręce legata papieskiego abp. Józefa Kowalczyka Akt Wyboru Chrystusa. Przygotował go sekretariat stanu Stolicy Apostolskiej.
Poniżej publikujemy treść aktu:
1. Kochani, nadszedł czas! Niech zamilkną śpiewy! Niech nas ogarnie gwałtowny szum i łagodny powiew Bożego Ducha! Niech wzbudzi w nas moc wiary Piotra i Apostołów, i uczyni nas zdolnymi do przyjęcia i wyznania prawdy, że Panem świata i Panem naszego życia jest Jezus Chrystus,
zmartwychwstały i chwalebny władca czasów i dziejów. Nie wybieramy Go na króla, bo wierzymy, że On jest Królem. A zatem obieramy Go sobie za Króla.
Nie dajemy Mu władzy, bo wierzymy, że panuje od wieków. Siebie poddajemy pod Jego panowanie. Nie stawiamy Mu ziemskiego tronu, bo On ma swój tron na niebiosach (por. Ps 11, 4). Nasze życie pragniemy uczynić tronem Jego chwały. Nie oddajemy Mu ziemskich królestw, bo królestwo Jego nie jest z tego świata (por. J 18, 36). Zawierzamy Mu jednak trud naszej nauki i pracy dla dobra ziemskiej Ojczyzny, aby jej pomyślność była znakiem, że na polskiej ziemi On, zabity i zmartwychwstały, jest Królem królów i Panem panów (por. Ap 19, 16).
2. Oddajemy siebie pod panowanie Króla, który na to się narodził i na to przyszedł na świat, aby dać świadectwo prawdzie (por. J 18, 37). Jemu poddani chcemy na co dzień stawać się ludźmi prawdy. Wyznajemy, że berło sprawiedliwości berłem Jego królestwa (por. Hbr 1, 8) i wyrzekając się grzechu, oddajemy się w niewolę sprawiedliwości (por. Rz 6, 18). Stajemy pod krzyżem, na którym Jezus Chrystus Król dopełnił dzieła miłości (por. J 19, 19), aby wyznać Mu miłość i podjąć własny krzyż jako program życia na przyszłość.
3. Bracia i Siostry, jesteśmy wezwani do budowania Jego królestwa. On chce panować w nas i przez nas. Przyjmijmy Chrystusa za swego Króla! Oddajmy swe życie pod Jego panowanie! Uczyńmy to w sposób wolny, ufając Jego mocy.
Niech każdy i każda, wymieni własne imię, aby ten akt oddania był osobistym zawierzeniem wobec Boga i zgromadzonego tu Kościoła:
Rota:
Ja, ... wspominając swój własny chrzest wierzę i wyznaję, że Jezus Chrystus jest Synem Boga żywego, i Jego jest chwała, majestat, moc i władza przed wszystkimi wiekami i teraz, i na wszystkie wieki. On jest Panem dziejów.
Do Niego należy władza królewska. On panuje nad narodami. On jest moim Panem! W tej wierze pragnę żyć i pragnę być jej świadkiem wobec przyszłych pokoleń.
Panie Jezu Chryste! Poddaję siebie, moje życie obecne i przyszłe pod Twoje panowanie. Tobie całkowicie się oddaję i przyrzekam każdego dnia odczytywać Twoją wolę, i współpracując z Twoją łaską wypełniać ją w miłości Boga i bliźniego. Przyrzekam dokładać wszelkich starań, aby moja rodzina, środowisko i Ojczyzna coraz doskonalej stawały się Twoim królestwem aż wypełni się ono w dniu Twego przyjścia na końcu czasów.
Dzisiaj we wspólnocie z braćmi i siostrami za apostołem Piotrem powtarzam:
Panie, do kogóż pójdziemy? Ty masz słowa życia wiecznego, a myśmy poznali i uwierzyli, że Ty jesteś Chrystus Boga Syn – Zbawiciel!
Przy Tobie zatem chcę trwać jako wierny sługa Twojego królestwa. Tak mi dopomóż Panie Boże Wszechmogący, w Trójcy jedyny i wszyscy święci. Amen.
Wszechmogący wieczny Boże, Ty postanowiłeś wszystko poddać Chrystusowi, Królowi wszechświata; spraw, abyśmy wyzwoleni z niewoli grzechu, napełnieni Duchem prawdy, sprawiedliwości i miłości, godnie wypełniali wszystkie zobowiązania, jakie podejmujemy, oddając dziś siebie, nasze życie i losy pod panowanie jedynego Władcy: Jezusa Chrystusa, Twojego Syna, który z Tobą żyje i króluje w jedności Ducha Świętego, Bóg, przez wszystkie wieki wieków. Amen. (źródło)
1 zob. „Prowokator”
2 por. J 6,63 a
3 źródło: Świętokrzyskie kazania radiowe, t. 15, Wydawnictwo Instytutu Teologicznego Księży Misjonarzy, Kraków – Warszawa 2003, s. 283-287
4 Mt 23,1-36;
Mk 12,38-40; Łk
20,45-47; 11,37-54
5 Łukasz drugą część mowy przeciw faryzeuszom (Mt 23,13-36; Łk 11,37-54), tę z (u niego) sześciokrotnym „biada”, umieszcza na długo przed uroczystym wjazdem Jezusa do Jerozolimy (Łk 19,29-40). Jezus wygłasza owe pełne furii „biada” po uwadze faryzeusza, że nie obmył rąk przed obiadem, na który został zaproszony przez tegoż faryzeusza (Łk 11,37-38; zob. też „Upadek”). Jeżeli ów obiad nie został wymyślony przez Łukasza lub innego chrześcijanina, to można przyjąć, że Łukasz umieszcza tę relację we właściwych ramach czasowych, ponieważ po uroczystym wjeździe do Jerozolimy i po wypędzeniu przekupniów ze świątyni faryzeusze z oczywistych powodów Jezusa już na obiad nie zapraszali. Wygląda na to, że w Ewangelii Mateusza mowa przeciw faryzeuszom jest kompilacją dwóch różnych mów Jezusa. Marek przytacza jedynie pierwszą mowę (Mk 12,38-40), natomiast Łukasz pierwszą mowę (Łk 20,45-47) umieszcza w scenerii bynajmniej nie obiadowej („Gdy cały lud się przysłuchiwał, rzekł do swoich uczniów: ...”).
6 W tym
miejscu kardynał Grocholewski powtórzył słowa:
Zadanie autentycznej interpretacji powierzone samemu tylko Urzędowi Nauczycielskiemu, który autorytatywnie działa w imieniu Chrystusa. (źródło: transmisja w lokalnej TVP INFO)