RODZICE
OJCIEC
Przemożny wpływ na ukształtowanie psychiki
mojego ojca wywarła jego matka. W celu przybliżenia jej osoby posłużę się
fragmentami kroniki rodzinnej sporządzonej przez ojca: (zał.
1). Lecz niemałe znaczenie miał w kształtowaniu jego charakteru również mój
dziadek, którego ojciec charakteryzuje w ten sposób: (zał.
2)
Pierwsze lata życia upłynęły mu w Poznaniu,
w rodzinnej, spokojnej atmosferze. Wspomnę w tym miejscu, że miał młodszego
brata. Pierwsze lata wojny i okupacji spędził w rodzinnej wsi swojego ojca -
Grądach koło Mielca. Tak wspomina tamte lata: (zał. 3).
Ojciec, jakiego pamiętam począwszy od
pierwszych lat życia i patrząc przez pryzmat późniejszych wspomnień, to
człowiek spokojny, uległy, nie wchodzący nikomu w drogę, nie walczący, nie
zabiegający i nie starający się o tzw. swoje.
Ale też człowiek opowiadający, starający się
zainteresować mnie otaczającym światem, zjawiskami w nim występującymi,
przyrodą, geografią, fizyką, astronomią. Sam widziałem, jak bardzo go ta
tematyka zajmowała i muszę przyznać, że udzielało mi się to zainteresowanie (zał. 8). Tym bardziej dlatego że nie czynił tego
nachalnie i na siłę. Chociaż w wielu miejscach tych opowiadań zapędzał się za
daleko, tak, że nieraz wiele z tego nie rozumiałem i nie nadążałem za jego
myślami, to jednak już sama atmosfera tych opowieści, niesamowitość, nieprzeciętność
zdarzeń i zjawisk, ich ogromna skala, zarówno w przestrzeni jak i w czasie
wywierała na mnie bardzo duże wrażenie.
Odczuwałem w związku z tym głęboki podziw
dla ojca jako człowieka o tak rozległych horyzontach. Widziałem jednocześnie
kontrast między nim a moją małostkową matką.
MATKA
Ze skąpych informacji mojej matki na temat
swojego dzieciństwa wyłania się obraz dziewczynki żyjącej w cieniu starszej
siostry - faworyzowanej przez rodziców i wyraźnie dominującej. Z tą poniżającą
w jej odczuciu sytuacją przez całe dzieciństwo walczyła, bez powodzenia. Duży
wpływ na jej psychikę miał również pobyt w szkole i internacie. Panowała tam, w
jej odczuciu, atmosfera obcości i zagubienia. Towarzyszyło jej dokuczanie i
ciągła walka, aby nie dać się pognębić, oddać cios, obronić się. W tej
atmosferze kształtował się jej charakter. Stała się osobą stanowczą, walczącą,
zabiegająca, załatwiającą i przebiegłą. Lecz cechy te zostały ukształtowane z
pozycji dziewczynki w swym odczuciu poniżanej, krzywdzonej i nieszczęśliwej.
Dlatego brak im tej swobody, polotu, tego luzu, który cechuje osoby nastawione
do życia optymistycznie. Nie wzbudzają więc akceptacji i sympatii otoczenia.
Swoją postawę wobec życia i stwarzanych
przez nie problemów - postawę walki o swoje interesy, rozpychania się łokciami,
wykłócania się i zabiegania o wszystko, starała się wpoić również mi. Tym
staraniom towarzyszyła zawsze silna presja wywierana na mnie, abym się
podporządkował jej “dobrym radom” i nauce (zał. 8). Wywoływało
to u mnie naturalny odruch obronny w postaci głębokiego wewnętrznego sprzeciwu,
potęgowany jeszcze przez wspomnianą już jej nieatrakcyjność w tej roli.
Efekty starań matki były zatem dokładnie
odwrotne od zamierzonych. W wyniku tych działań stawałem się jeszcze bardziej
zagubiony nieporadny i nieśmiały.
Podobna była postawa matki wobec mojego
ojca. Nie akceptowała również jego niezaradności. Jednocześnie dostrzegała
bardzo silny związek ojca z jego matką. Wysnuła z tego wniosek, że owa
nieporadność wynika ze zbyt dużej akceptacji ojca ze strony jego matki (według
mnie źródła charakteru ojca tkwią w asymilacji osobowości jego matki, zupełnie
odmiennej od mojej matki). Wobec mnie przyjęła zatem postawę dokładnie
odwrotną. Była to postawa krytykująca, wytykająca i wyolbrzymiająca wszelkie
błędy a jednocześnie nie dostrzegająca sukcesów. Łączyło się to ze znaczną
ingerencją we wszystkie dotyczące mnie sprawy, kontrolą moich poczynań i
tłumieniem wszelkich objawów samodzielnego myślenia i wszelkiej własnej
ekspresji osobowości1.
Pamiętam, jak towarzyszył mi ciągły lęk przed ostrą krytyką, odrzuceniem, wręcz
wyśmianiem i wykpieniem przez nią. Poza tym często dawała mi do zrozumienia, że
jestem trudnym dzieckiem, że przeze mnie musiała zrezygnować z pracy, że
kosztowałem ją dużo zdrowia i nerwów. Miałem w związku z tym głębokie odczucie
odrzucenia, braku akceptacji, braku bezpiecznego schronienia i zrozumienia.
Przypis:
1 Dotyczy to oczywiście wyłącznie spraw codziennych, przyziemnych. W pozostałych, tych “górnolotnych” sprawach miałem pełną swobodę. Tam moja matka nie miała wstępu.
Strona główna Następny rozdział