Gdy piszę te słowa jest dzień 31 stycznia 2003r. W porannym
programie telewizyjnym „Kawa czy herbata?” jako motto dzisiejszego dnia zaprezentowano słowa
Kazimierza Przerwy – Tetmajera:
Nienawiścią nie można daleko zajechać. Za daleko można.
Słowa te jak ulał pasują do aktualnej sytuacji na świecie i
wielu osobom decydującym o losach całych narodów, czy nawet świata można by je
dzisiaj dedykować. Słowa te można również dedykować wszystkim uczestnikom
dramatu, którego wkrótce, czytając tę stronę, będziecie Państwo świadkami.
Wszystkie te osoby „zajechały” za daleko i nie tam, gdzie chciały. A teraz już
zapraszam do lektury uprzednio przygotowanego tekstu.
Z książki Daniela Ropsa „Dzieje Chrystusa”1 korzystałem już
niejednokrotnie, pomimo, że została ona napisana z pozycji chrześcijańskich2.
Cenię sobie jednak to dzieło, ponieważ jego autor zadaje sobie trud bardzo
szczegółowego zbadania „sprawy Jezusa z Nazaretu”, podchodząc do tego tematu z
dużą skrupulatnością. Zobaczmy zatem, co pisze na temat Piłata oraz procesu
Jezusa przed trybunałem tego rzymskiego namiestnika Judei człowiek, którego z
pewnością nie można podejrzewać o sugerowanie, że Jezus nie zmartwychwstał „samodzielnie”.
Sanhedryn miał jedynie prawo przedłożyć Rzymianinowi
przedmiot oskarżenia, a dopiero on miał zadecydować, czy należało nadać dalszy
ciąg orzeczeniu sanhedrytów. Ale jest rzeczą oczywistą, że nie można się było
spodziewać, by Rzymianin wydał wyrok śmierci na człowieka oskarżonego o jakieś
bliżej nieokreślone przestępstwo religijne. Toteż członkowie Sanhedrynu ani
słowem nie wspomną przed Piłatem o bluźnierstwie, lecz wysuną trzy nowe
zarzuty, zarzuty polityczne: oskarżony podburza lud, zabrania płacić podatki,
mieni się królem. (...)
(...)
Wyszedłszy na próg fortecy Piłat powiedział Żydom:
„Jaką skargę wnosicie przeciwko temu człowiekowi?” Żydzi nie odpowiadają
wprost: - Myśmy go skazali na śmierć, a ty każ ten wyrok wykonać. - Odpowiadają
wymijająco: „Gdyby ten nie był złoczyńcą, nie wydalibyśmy go tobie.” Piłat nie
daje wyprowadzić się w pole lub też może źle zrozumiawszy, o co chodzi, myśli,
że Żydzi przyszli prosić o pozwolenie dalszego prowadzenia sprawy. „Weźcie go
wy i osądźcie według swojego prawa.” A wtedy kapłani odpowiadają: „Nam nie
wolno nikogo zabić” (Jan 18,29-31). Piłat jeszcze się waha. Cóż ostatecznie
zrobił ten człowiek? „Stwierdziliśmy, że ten człowiek podburza nasz naród, że
odwodzi od płacenia podatków Cezarowi i że siebie podaje za Mesjasza-króla” (Łk
23,2). Zbyteczne jest podkreślenie złej woli tego potrójnego oskarżenia. Ale na
Piłacie wywiera ono pewne wrażenie, toteż postanawia sam Jezusa wybadać.
Kimże był ten człowiek, od którego zawisł teraz los
Jezusa? Mówi o nim Tacyt; szeroko mówią także i Józef Flawiusz, i Filon.
Mianowany prokuratorem Judei przez Tyberiusza „w dwunastym roku jego
panowania”, to znaczy w roku 26, pozostanie na tym stanowisku przez lat
dziesięć. O jego pochodzeniu niewiele wiadomo. Należał zapewne do stanu
rycerskiego. Cesarze lubili się posługiwać ludźmi tego stanu, gdyż byli oni
dogodniejsi niż arystokracja. (...) Tak więc Piłat miał się urodzić w Sewilli,
miał towarzyszyć Germanikowi w jego karierze aż do czasu jego tajemniczej
śmierci, potem przez małżeństwo zarówno zręczne, jak i cyniczne miał zyskać
względy dworu, czemu zawdzięczał swoją nominację w Judei. Jest to tylko
hipoteza; ale bardziej od owych danych biograficznych zajmuje nas psychika tego
człowieka.
Nie trzeba oczywiście brać dosłownie wszystkiego, co
o nim pisali dwaj Żydzi, Józef i Filon. Józef Flawiusz przedstawia go nam jako
człowieka niemoralnego, niesprawiedliwego i zdziercę, mówi, że nie tylko sam
był taki, ale i drugich zachęcał do przekupstwa i gwałtów; jednak Piłat nie musiał
mieć tych wad w stopniu wyższym niż inni współcześni mu urzędnicy rzymscy.
Filon zaś wspominając o jego „dokuczliwościach, ździerstwach, nieprawościach i
wyrządzanych ludziom obelgach” nie przytacza żadnych przykładów. Wiele było
incydentów świadczących o tym, że prokurator miał ciężką rękę. Ale czy on,
odpowiedzialny za ład w narodzie szczególnie trudnym do rządzenia, miał
możliwość wyboru środków? Gdy czytamy Ewangelię, nie mamy wrażenia, by Piłat
był człowiekiem brutalnym i niesprawiedliwym. Natomiast mamy wrażenie, że był
bardzo podobny do innych ludzi swej kasty, do tego całego rządzącego personelu
cesarskiej Romy, który Renan porównuje do angielskich torysów mówiąc, że „siłę
swą czerpią ze swych przesądów”; wydaje się, że jak wszyscy jemu współcześni,
był cywilizowany tak w złym, jak i w dobrym tego słowa znaczeniu i że jak inni
Rzymianie miał najwyższą pogardę dla wszystkiego, co nierzymskie.
A oto teraz ten naród, którego nie rozumiał,
przyprowadza mu jakiegoś rzekomego króla. Jakiegoś proroka, jasnowidza. Może
chcą po prostu, by się ośmieszył wydając wyrok na półgłówka? Zresztą nie
schwytano tego człowieka in flagranti na podburzaniu ludu. Znowu więc jakieś
machinacje tych niemożliwych kapłanów! Tak więc przez podejrzliwość i pogardę
dla Żydów Piłat nie był Jezusowi nieżyczliwy.
Wróciwszy na dziedziniec pretorium, aby już nie
słuchać wrzasków wyjącej tłuszczy, Rzymianin począł pytać tego, którego przed
nim oskarżono. „Czy ty jesteś królem żydowskim?” W pytaniu tym brzmi lekka
ironia. Jezus odpowiada też pytaniem, pytaniem sięgającym samego sedna sprawy.
„Czy to mówisz od siebie, czy też inni powiedzieli ci to o mnie?” Nigdy, ani
przez chwilę nie przyznał Jezus wobec prawa rzymskiego, by oskarżenie go o chęć
zawładnięcia tronem było uzasadnione, ale jeśli chodziło o żydowski punkt
widzenia, to tak, On był Mesjaszem-Królem, Pomazańcem Pańskim. Piłat odparł:
„Czy ja jestem Żydem? Naród twój i arcykapłani wydali mi ciebie. Coś uczynił?”
Jezus nie uchyla się od odpowiedzi. Czy dlatego, że Piłat jest przedstawicielem
władzy? Odpowiada: „Królestwo moje nie jest z tego świata. Gdyby królestwo moje
było z tego świata, słudzy moi biliby się, abym nie był wydany Żydom. Teraz zaś
królestwo moje nie jest stąd.” Wszystko to wydało się zapewne Piłatowi dosyć
mgliste, zrozumiał tylko jedno: „A więc jesteś królem?” A Jezus odpowiada, a
to, co mówi, może wobec prawa rzymskiego stanowić przedmiot oskarżenia: „Ty
mówisz, że ja jestem królem. Ja się na to narodziłem i na to przyszedłem na
świat, aby dać świadectwo prawdzie. Każdy, kto jest z prawdy, słucha głosu
mego.” Stanowczo niczego nie można się było dowiedzieć od tego marzyciela.
Rzymanin wzruszył ramionami: „Cóż to jest prawda?” (Jan 18,33-38). Cały
sceptycyzm społeczeństwa, którego był członkiem, zawarty jest w tych kilku
słowach.
Wrócił na próg fortecy i powiedział do kapłanów i do
zgromadzonych rzesz: „Ja nie znajduję w nim żadnej winy.” (Jan 18,38). Wydaje
się oczywiste, że z tą chwilą opinia Piłata o Jezusie jest wyrobiona: jest to
biedny prostak, człowiek nieszkodliwy. Ale Żydzi wyją, protestują i burzą się.
(...)
(...)
Czyż Rzymianin będzie się dalej ociągał w spełnieniu
woli ludu? Ale Piłat nie zdawał się być skłonny do tak jawnego pogwałcenia
zasad sprawiedliwości jedynie dlatego, że kapłani i motłoch ryczeli domagając
się śmierci tego Człowieka. „Przywiedliście tego człowieka do mnie pod
zarzutem, że podburza lud. Otóż ja przeprowadziłem śledztwo wobec was i nie
znalazłem u tego człowieka żadnego z przestępstw, o które Go oskarżacie. (...)
Każę go więc ubiczować i wypuszczę.” (Łk 23,13-16). Jest to oświadczenie
sumiennego i roztropnego urzędnika: mówi o karze, bo ostatecznie Człowiek ten
spowodował zamieszanie, a także trzeba przecież dać jakąś satysfakcję tłumom.
Nie są to powody, aby razem z Tertulianem mówić, że „miał chrześcijańską
duszę”, ale na pewno są wystarczające na to, by widzieć, że Jezus wywarł na nim
duże wrażenie. (...)
Piłat powrócił więc na trybunał i usiadł na kurulnym
krześle, aby wydać wyrok. Wtedy to zgodnie z tym, co opowiadają wszyscy czterej
ewangeliści (por.: Mt 27,15-26; Mk
15,6-15; Łk 23,17-25; Jan 18,39-40), zaszedł wypadek, który
przez chwilę pozwolił ufać Piłatowi, że ocali Jezusa nie rozdrażniając tłumu.
Zwyczaj chciał, by w dniu Paschy prokurator ułaskawiał jednego skazanego. Może
jakaś delegacja przyszła przypomnieć Rzymianinowi ten zwyczaj? „Trzymano zaś
wtedy znacznego więźnia imieniem Barabasz. Gdy się więc zebrali, spytał ich
Piłat: «Którego chcecie, żebym wam wypuścił, Barabasza czy Jezusa, którego
nazywają Mesjaszem?»” (Mt 27,16-17). Tu także zamiar jego jest
jasny: Rzymianin przypuszcza, że gdy lud będzie musiał dokonać wyboru między
jawnym złoczyńcą a Człowiekiem, który najwidoczniej nie popełnił żadnego przestępstwa,
wybór ten padnie po jego myśli.
(...)
Na pytanie prokuratora tłum nie odpowiedział
natychmiast. Czytając Ewangelię można tu między wierszami wyczuć jakieś
wahanie. Piłat mógł się spodziewać, że jego pociągnięcie odniesie pożądany
skutek. (...)
(...)
Ale przeliczył się nie zdając sobie dostatecznie
sprawy z namiętności tłumu i z jego zaślepienia. Zresztą kapłani nie tracili
czasu: wmieszawszy się w tłum podpowiadali, jaką lud ma dać odpowiedź. Zaczęły
się odzywać głosy: - Barabasza! Barabasza! - Piłat zdziwiony zabrał głos: „«Cóż
więc mam uczynić z tym, którego nazywacie królem Żydów?» Poczęli wołać:
«Ukrzyżuj go!» «Co właściwie złego uczynił?» - odparł Piłat. Lecz oni jeszcze
głośniej krzyczeli: «Ukrzyżuj go!»” (Mk 15,12-14). Okrzyk zabójczy rozbrzmiewał
powtarzany przez wielką ilość gardzieli, wykrzykiwany z wielką nienawiścią.
(...)
(...)
Wtedy zaczęły się tortury. W tym momencie następuje
szereg wypadków, podczas których coraz obficiej lać się będzie krew
Chrystusowa. Piłat powiedział, że zanim Jezusa wypuści, ukarze Go; zmuszony do
zwolnienia bandyty, podtrzymuje jednak swój rozkaz biczowania niewinnego. (...)
(...)
Gdy myślimy o okrucieństwie tej tortury, musimy
bardzo surowo osądzić człowieka, który ją nakazał. Jednak wielu spośród
pierwszych chrześcijan myślało inaczej; wrażliwość ludzi starożytnych nie była
podobna do naszej wrażliwości. Św. Augustyn widział w biczowaniu okoliczność
dla Piłata łagodzącą, a Kościół być może nie jest daleki od podzielenia tej
opinii, ponieważ przytacza ją po części w nabożeństwie wielkopiątkowym: „Piłat
stał się po części uczestnikiem zbrodni, lecz w porównaniu z nimi (tj. Żydami - LN) nierównie mniej jest winien: gdyż nalegał, ile
tylko mógł, aby Go z rąk ich wyrwać; i przeto okrutnie ubiczowanego przed nimi
stawił. Nie z chęci prześladowania ubiczował Pana, lecz zajadłości ich chciał
dogodzić, aby się tym przynajmniej ułagodzili i zaniechali zamiaru zabicia Go,
gdy tak dalece ubiczowanego ujrzą.” (lekcja 6).
Po skończonym biczowaniu „żołnierze namiestnika
zabrali Jezusa z sobą do pretorium i zgromadzili koło Niego całą kohortę.
Rozebrali Go z Jego odzienia i zarzucili na nań płaszcz szkarłatny. Uplótłszy
wieniec z ciernia włożyli Mu na głowę, a do prawej ręki dali Mu trzcinę. Potem
przyklękali przed Nim i szydzili z Niego, mówiąc: «Witaj, Królu Żydowski!» Przy
tym pluli na Niego, brali trzcinę i bili Go po głowie.” (Mt 27,27-30; por.: Mk 15,16-19;
Jan 19,1-3).
Tej męki Piłat już nie nakazał. Ale czego można się
spodziewać po rozpasanym żołdactwie? Ci żołnierze to byli Syryjczycy i Beduini,
a tylko paru oficerów było Rzymianami. A oto wydano im Żyda, który nie musiał
być wiele wart, skoro Go gubernator kazał ubiczować!
(...)
Ta farsa trwała już dość długo. Piłat znowu się ukazał.
Patrzył na Jezusa. Jakże inny wyszedł z rąk żołnierzy! Ukoronowany cierniami,
odziany w szkarłatny płaszcz - zapewne była to jakaś żołnierska chlamida,
purpurowa, jak purpurowe bywały koronacyjne szaty królów - umazany krwią i
błotem, wyglądał tak mizernie i nędznie, że może Piłatowi zaświtała ostatnia
nadzieja, iż jakiś przebłysk litości obudzi się w końcu w tym tłumie. U wejścia
do pałacu, stłoczony w szerokich jego drzwiach, nie mający odwagi przekroczyć
progu Antonii, aby nie stać się „nieczystym”, jak stawał się nim każdy, kto
wchodził do domu poganina - tłum groźny i złowrogi czekał. Rzymianin wmieszał
się weń i powtórzył: „Ja nie znajduję w Nim żadnej winy.” Potem próbując
jeszcze jednego efektu kazał Jezusowi wysunąć się naprzód i zawołał: „Oto
człowiek.” (Jan 19,4-5).
(...)
Jego nadzieja została zawiedziona. Zaledwie „Go
ujrzeli arcykapłani i słudzy, zawołali: «Ukrzyżuj! Ukrzyżuj!» Rzecze do nich
Piłat: «Weźcie go wy i ukrzyżujcie! Ja bowiem nie znajduję w nim winy».
Odpowiedzieli mu Żydzi: «My mamy Prawo, a według Prawa powinien on umrzeć, bo
sam siebie uczynił Synem Bożym».” (Jan 19,6-7). (...)
„Gdy Piłat usłyszał te słowa, uląkł się jeszcze
bardziej.” (Jan 19,8). Tu rozpoznajemy zabobonnego Rzymianina, którego umysł
został silnie poruszony przez sen żony. Za Syna Bożego? ... Zaiste, niepokojące
sformułowanie... Wraca do pretorium i znowu zaczyna Jezusa Pytać: „«Skąd ty
jesteś?» Jezus jednak nie dał mu odpowiedzi. Rzecze więc Piłat do Niego: «Nie
mówisz ze mną? Nie wiesz, że mam władzę uwolnić cię i mam władzę ukrzyżować
cię?» Jezus odpowiedział: «Nie miałbyś żadnej władzy nade mną, gdyby ci jej z
góry nie dano. Dlatego ten, który mnie tobie wydał, ma większy grzech».” (Jan
19,9-11).
Można przypuszczać, że Piłat czuł się coraz bardziej
nieswojo tak wobec niezmąconego spokoju Jezusa, jak i wobec powagi Jego nauki.
Bardziej niż kiedykolwiek pragnął uwolnić tego Proroka powołującego się na
potęgę Bożą. Ale od progu zamku dolatywały do niego wrzaski i wyzwiska
motłochu, a to, co usłyszał ów urzędnik najpodejrzliwszego z cesarzy nie mogło
mu dodać otuchy: „Jeśli go uwolnisz, nie jesteś przyjacielem Cezara.”3
(Jan 19,12). Piłat był niewątpliwie człowiekiem z charakterem i zapewne wycie
tłumu nie byłoby go zmusiło do zmiany postanowienia. Całe jego poprzednie
postępowanie wskazuje, że był dość wierny tradycyjnym zasadom rzymskiej
sprawiedliwości, tej sprawiedliwości, którą później rzymscy cesarze Maksymilian
i Dioklecjan ujmą w następującą formułkę: „Niech sędzia nie słucha czczych
krzyków tłumu! Zbyt często chcą one uwolnić winnego, a skazać niewinnego.” Ale
Żydzi znaleźli argument polityczny i ten podziałał.
Filon mówi, że prokurator obawiał się, żeby Rzym nie
przysłał komisji, która by wykryła błędy jego złych rządów, jego ucisk, jego
niesprawiedliwe wyroki, jego nieludzkie kary. Jest więcej niż prawdopodobne, że
Piłat miał w zakresie swej administracji wiele powodów, aby mieć nieczyste
sumienie. Ale choćby nawet było idealnie czyste, to jednak lękałby się
denuncjacji. Bo wtedy - powiada Tacyt - „prawa były bezsilne wobec przemocy,
intryg i pieniędzy”, zwłaszcza za panowania Tyberiusza „denuncjacje stały się
takimi plagami jak dawniej przestępstwa”. „Nie jesteś przyjacielem Cezara.”
Tylko to zdanie wystarczyło, aby ciarki przeszły Piłata od stóp do głowy.
Przejść mimo tych pogróżek, narazić się na fałszywy
donos, aby ocalić niewinnego - to byłaby odwaga. Poncjusz Piłat - i tu leży
jego prawdziwa zbrodnia - odwagi tej nie miał. Wrócił na swój trybunał, zapewne
aby dodać sobie odwagi. I jeszcze raz zwrócił się do Żydów: „«Oto wasz król!» A
oni krzyczeli: «Precz! Precz! Ukrzyżuj go!»” Urzędnika ogarnęły ostatnie
wątpliwości: „Czyż króla waszego mam ukrzyżować?” Ale lud podburzony przez
książąt kapłańskich wołał: „Nie mamy króla poza Cezarem”. Wtedy dał za wygraną;
nie ośmielił się nawet wydać formalnego wyroku: „Wtedy więc im Go wydał, aby Go
ukrzyżowano.” (Jan 19,14-16).
Co myślał Piłat pozwalając, by dopełniła się jedna z
największych niegodziwości historii? Dwa wersety św. Mateusza wyjaśniają nam
to: uległ naciskowi ludu, ale chciał zaznaczyć, że nie bierze na siebie
odpowiedzialności: „Wziął wodę i umył ręce wobec tłumu” (por. Mt 27,24a). Był
to zwyczaj bardzo stary, a jego symbolizm zupełnie przejrzysty; znajdujemy go
już w księdze Powtórzonego Prawa, gdzie ma to samo znaczenie, jakie nadaje mu
Piłat (por. Pwt 21,6-7). Znajdujemy także wzmiankę o tym zwyczaju u Wergiliusza
i u Owidiusza. Piłat, chcąc zrzucić z siebie straszną odpowiedzialność, wołał:
„Nie jestem winny krwi tego Sprawiedliwego. To wasza rzecz.” (por. Mt 27,24b).
(...)
(...)
Aby zrozumieć podstawę prawną postępowania
Rzymianina, trzeba przywrócić wydarzeniu odpowiednie dla niego ramy, trzeba je
zrównać z epizodem kolonialnym. Wyobraźmy sobie jakiegoś gubernatora w kraju
kolonialnym, do którego Murzyni przyprowadzają człowieka trochę upośledzonego
na umyśle i rzucają na niego jakieś mętne i ciemne oskarżenia, pomawiając go o
magię i o dążenie do zdobycia korony, a wówczas to, co dziś uważamy za
lekkomyślność nie do darowania, za podłe tchórzostwo i krzyczącą
niesprawiedliwość, stanie się dla nas aż nazbyt proste albo raczej - wyrażając
się ściślej - zobaczymy, że znamy niestety aż nazbyt wiele podobnych
przykładów.
Chrześcijanie powtarzający w Credo „umęczon pod
Ponckim Piłatem” i dziś jeszcze rzucają na tego człowieka i wyłącznie na niego
wiekuiste potępienie. Materialnie, prawnie odpowiedzialność za ten fakt ponosi
rzeczywiście rzymski urzędnik: on jest katem Jezusa. Ale jak przedstawia się
sprawa moralnie? Niektórzy pisarze przychylni Żydom, jak Montefiore i Juster,
daremnie powołują się na argumenty prawne i dowodzą, że w rzeczywistości
Sanhedryn nie skazał Jezusa na śmierć, gdyż zarówno intencje, jak i knowania są
aż nazbyt widoczne. Przywódcy żydowscy nie mogli wydać wyroku na Jezusa ze względu
na zakazy wydane przez mocarstwo, które sprawowało nad nimi protektorat, a
wobec tego tak manewrowali, by Rzymianin nie miał innego wyjścia poza
zastosowaniem ich własnego wyroku.
Tyle Daniel Rops w książce „Dzieje Chrystusa”.
„Co myślał Piłat pozwalając...?” No właśnie, co myślał Piłat
pozwalając, by stało się to, co się stało? Spróbuję zgadnąć. Myślał mniej
więcej to:
Dobrze gnojki, ja wam go skażę na śmierć, ale wy jeszcze będziecie tego żałować. Ja jeszcze z niego zrobię króla i zrobię z niego syna bożego. Zobaczycie, obiecuję wam to.
J 19,19-22
Wypisał też Piłat tytuł winy
i kazał go umieścić na krzyżu. A było napisane: «Jezus Nazarejczyk, Król
Żydowski». Ten napis czytało wielu Żydów, ponieważ miejsce, gdzie ukrzyżowano
Jezusa, było blisko miasta. A było napisane w języku hebrajskim, łacińskim i
greckim. Arcykapłani żydowscy mówili do Piłata: «Nie pisz: Król Żydowski, ale
że On powiedział: Jestem Królem Żydowskim». Odparł Piłat: «Com napisał,
napisałem».
[Piłat posługiwał się] przekupstwem, obelgami,
rabunkami, zniewagami, złośliwie wyrządzanymi krzywdami, wielokrotnie
dokonywanymi egzekucjami bez procesu sądowego, nieustannymi aktami dotkliwego
okrucieństwa.4
Przysłany przez Tyberiusza jako prokurator Judei
Piłat kazał nocą wnieść zasłonięte wizerunki Cezara, które nazywają się
sztandarami. Postępek ten nazajutrz wywołał wielkie poruszenie wśród Żydów. Ci
(...) byli tym widokiem do głębi wstrząśnięci, uważając to za podeptanie ich
praw, które przecież nie pozwalają stawiać w mieście jakiegokolwiek wizerunku.5
Tymczasem prokurator Judei Piłat ściągnąwszy wojsko
z Cezarei wysłał je na leże zimowe do Jerozolimy i chcąc okazać pogardę dla
obyczajów żydowskich, kazał wnieść do miasta godła z wizerunkiem Cezara, choć
nasze prawo zakazuje sporządzać takie podobizny. Dlatego poprzedni zarządcy
ilekroć wprowadzali wojsko do miasta, usuwali z godeł te ozdoby. Pierwszy Piłat
wkroczywszy z nimi potajemnie i nocną porą do Jerozolimy kazał tutaj te
wizerunki umieścić.6
W niedzielę rano kobiety pragnące namaścić ciało Jezusa zastają pusty grób. Odsunięty od wejścia głaz oraz leżące w grobie płótna, w które zawinięte było ciało Jezusa, sugerują, że Jezus rzeczywiście zmartwychwstał i wyszedł z grobu, dzięki boskiej mocy, którą rzekomo jako syn boży posiadał.
Jak widać tekst ten, sporządzony jak przystało na papirusie, jest w pewnym sensie donosem na Piłata. Tylko donosem do kogo? Rzymskich cezarów już nie ma.
Przypisy:
1 Instytut
Wydawniczy PAX, Warszawa 1968. Przytoczone fragmenty pochodzą ze stron: 455,
460-463, 465-466, 467, 468, 469-470, 471-472, 474, 475-477, 479.
2 Oryginał
francuski opatrzony został: Nihil obstat (Lutetiae Parisorium, die 17
aprilis 1944, Joseph Huby S. J.) oraz: Imprimatur
(Lutetiae Parisorium, die 17 aprilis 1944, A. Leclerc, vic. gén.).
3 „Jeśli go uwolnisz, nie jesteś przyjacielem
Cezara. Każdy, kto się czyni królem, sprzeciwia się Cezarowi.” (J 19,12)
4 Filon z Aleksandrii, “Poselstwo do Gajusza” 302; (przytaczam za: John Dominic Crossan, “Kto
zabił Jezusa” Książka i Wiedza, Warszawa 1998,
s. 194)
5 Józef Flawiusz, “Wojna Żydowska” 2,169; (tamże, s. 195)
6 Józef Flawiusz, “Dawne dzieje Izraela” 18,56; (tamże, s. 195)