Strona główna

 

 

 

R O Z W Ó J

 

 

 

 

Jest przepiękne, słoneczne jesienne popołudnie. Złota polska jesień. Znajdujemy się w parku, któremu uroku dodają malowniczo położone stawy. Niektóre spośród nich połączone są wąskimi przesmykami. Nad tymi przesmykami zbudowano mostki dla spacerowiczów (jak np. w Parku Sołackim w Poznaniu - polecam). Na jeden z takich mostków wchodzi człowiek. Zatrzymuje się pośrodku niego i, opierając się o barierkę, podziwia przepiękną okolicę. Dominuje nastrój jesiennej ciszy i spokoju. Bezwietrzna pogoda sprawia, że w koronach drzew nie drgnie ani jeden nie opadnięty jeszcze listek. Drzewa mienią się przepięknymi odcieniami żółci, pomarańczu, czerwieni i zieleni. Po stawie leniwie kursują dzikie kaczki. Zauważyły stojącego na mostku spacerowicza i płyną w jego stronę. Zatrzymują się w pobliżu mostku i wpatrują w nieruchomą postać. Przechodzień nie ma żadnego jedzenia dla kaczek. Nie wykonał żadnego ruchu, który mógłby sugerować nieodległe w czasie karmienie. Jedynie przystanął na mostku, aby móc podziwiać piękno majestatycznej jesiennej przyrody.

 

Dlaczego zatem kaczki podpłynęły? Na tym mostku nieraz przystawał niejeden przechodzień, po czym rzucał kaczkom jedzenie. Podobnie było już nie jeden raz nad brzegami tych malowniczych stawów. Można powiedzieć, że kaczki są „nauczone” takiego następstwa faktów: nieruchoma postać człowieka; karmienie. Co to znaczy „nauczone”? Czy to znaczy, że kaczka myśli w ten sposób:

 

Już wiele razy po tym, gdy człowiek zatrzymywał się na mostku lub nad brzegiem stawu, rzucał nam, kaczkom, kawałki pożywienia. Muszę zatem podpłynąć w jego pobliże, aby, gdy znów tak się stanie, móc szybko złapać pożywienie, które jest mi potrzebne, abym mogła przeżyć i wychować swoje potomstwo. Jeżeli tak nie uczynię, inne kaczki uprzedzą mnie, a ja będę mogła zadowolić się jedynie widokiem jedzenia. Co prawda, nie wiadomo, czy ten człowiek zacznie wkrótce rzucać nam, kaczkom, pożywienie, ale na pewno watro już teraz podpłynąć i w razie czego zajmować dobrą pozycję wyjściową.

 

Oczywiście, nic z tych rzeczy. Kaczki tak nie myślą, tak myślą tylko ludzie. Ponawiam pytanie: Dlaczego zatem kaczki podpłynęły? Można jedynie zaryzykować stwierdzenie: Jakaś siła zmusza kaczki do podpłynięcia w pobliże nieruchomej postaci. Coś każe im podpłynąć. Co to jest to „COŚ”?

 

Od treści zawartych w poprzednim odcinku odbiegłem bardzo daleko. Tam był nasz odległy przodek, żyjący ponad 500 milionów lat temu, a tu współczesne ptaki. Pomiędzy nimi były ryby, płazy, gady, wśród gadów pierzaste dinozaury, pierwsze ptaki, późniejsze ptaki, jeszcze późniejsze ptaki, wreszcie współczesne kaczki. Ptaki właściwie nie są zbyt dobrym materiałem do obserwacji i porównań z psychiką człowieka, gdyż rozdzielenie ich linii rozwojowych nastąpiło stosunkowo wcześnie – u zarania ery gadów. Ssaki oddzieliły się od gadów u samych początków ich istnienia. Ptaki, obok ssaków, należą do najinteligentniejszych kręgowców. W obrębie gromady ptaków, podobnie jak u ssaków, wyróżnia się gatunki mniej lub bardziej inteligentne. Do najinteligentniejszych należą podobno krukowate.

 

Ryby. Ryby w porównaniu z ich przodkami – pierwotnymi strunowcami – wykazują bardziej wyrafinowane zachowania. Pierwotne strunowce posiadały co najwyżej światłoczułe plamki, namiastki późniejszych oczu. Ryby widzą już w miarę wyraźnie swoją przyszłą ofiarę i potrafią podążać w jej kierunku, a następnie połknąć. Działają na zasadzie połykania tego, co się rusza, ma określony kształt, czy błyszczy (łuski mniejszej ryby). Najlepiej znają się na tym wędkarze, dobierając odpowiednią przynętę. Co „każe” rybom tak postępować? Co to jest to „coś”? Ryby nie uczą się tego, tak jak kaczki. Mają to „we krwi”. Otrzymały w spadku po rodzicach. Mają to w genach. Podobnie zresztą, jak przejętą po pierwotnych strunowcach ucieczkę przed zbliżającym się czymś znacznie większym od nich. W „normalnych” sytuacjach postępowaniem ryby kierują zachowania wypracowane po wyewoluowaniu spośród pierwotnych strunowców. Zachowania nabyte później, niż ucieczka przed czymś znacznie większym od niej. Ryba pływa sobie to tu, to tam, rozgląda się za swoją przyszłą ofiarą, ocenia, czy to, co widzi warto połknąć, czy też nie, ściga przyszły posiłek, połyka. Jednak, gdy zbliża się coś znacznie większego od niej, te wyrafinowane zachowania ryby tracą nad nią kontrolę, są spychane na daleki plan. Wtedy górę bierze głębiej zakorzeniony instynkt ucieczki, który „zmusza” rybę do natychmiastowego działania, bez żadnych ocen, rozglądania się, itd... Nad „stare” zachowania (ucieczka) zostały nadbudowane zachowania bardziej wyrafinowane, jednak te „stare” zachowania nie tracą na swej ważności, lecz czasami stają się najważniejsze i decydują o działaniu ryby. Zresztą już i u pierwotnych strunowców mieliśmy do czynienia z nadbudowaniem „nowych” funkcji sterowniczych (ucieczka) nad „stare” (wegetatywne).

 

Płazy i gady, jakie są, każdy widzi. Nie będę się nad nimi rozwodził. Zatrzymam się przy ssakach.

 

Ssaki bywają mało inteligentne, średnio inteligentne i bardzo inteligentne. Do tych ostatnich podobno należy człowiek. Przyjrzyjmy się innym ssakom. Kot potrafi na przykład skoczyć na klamkę, gdy drzwi od pomieszczenia w którym się znajduje są zamknięte, a następnie, gdy te otwierają się do wewnątrz, łapką uchylić je. Nie trzeba kota do takich zachowań szkolić czy tresować. Dochodzi do nich sam. Ale koty nie potrafią okazywać radości czy smutku, co z kolei potrafią na przykład psy czy wyższe naczelne. Pies to wilk, który obcując z człowiekiem, stał się bardziej wyrafinowany w swoich zachowaniach, bardziej „cywilizowany” i bardziej „ułożony”. Ale i u psa nieraz dochodzą do głosu głębiej zakorzenione instynkty, o czym praktycznie każdy z nas niejeden raz już się przekonał, delikatnie i ostrożnie stąpając przed obszczekującym psem w obawie aby go jeszcze bardziej nie rozsierdzić. Jego „pan(i)” nie zawsze ma nad nim kontrolę. Czynniki wychowania typu ciepły kąt, miska strawy, czy nieraz bicie smyczą, nie zawsze bywają dla psa wystarczającymi argumentami. Można powiedzieć, że te agresywne zachowania psów działają według „starego programu”. „Program” ten został wypracowany, gdy o przeżyciu decydowała agresja i szybkość reakcji. Finezyjne zachowania, typu posłuszeństwo swemu „panu(i)”, związek, więź „psychiczna” z nim (nią), nie miały wtedy żadnego znaczenia, były dla wilka zupełnie nieznane. Zostały nad starą „bazę” nadbudowane później. Psy z kolei nie potrafią się śmiać, do czego zdolne są przynajmniej niektóre małpy1.

 

Na podstawie tego krótkiego omówienia widać, jak do wcześniejszych, prymitywniejszych zachowań z upływem czasu dochodziły późniejsze, bardziej wyrafinowane, bardziej finezyjne, bardziej skomplikowane. U ssaków było to dodatkowo związane z takimi czynnikami jak długa opieka nad potomstwem oraz „życie społeczne”, tzn. życie w stadzie i związane z nim przeróżne związki międzyosobnicze. Stare zachowania albo były częściowo wypierane, albo pozostawały w uśpieniu. W tym wszystkim chodziło oczywiście wyłącznie o jak najdłuższe utrzymanie się przy życiu komórek ciała osobnika oraz o przekazanie genów. Wszystko, co służyło tym dwóm celom, było dobre. Taki był dalszy ciąg formowania się naszej psyche.

 


 

Przypis:

1 Polecam artykuł dr Anny Radomskiej „Małpy też się śmieją” oraz numer (maj 2002) miesięcznika „Charaktery”, w którym został zamieszczony; tytuł numeru: „Oswojone zwierzę w Tobie”.

 

 

 

Strona główna                                      Następny odcinek