Strona główna

 

 

 

 

Bieżący komentarz na temat ludzkiej głupoty

(Czyli bóg jednak jest – zerem.)

 

 

 

W gazecie Metro z dnia 13 stycznia 2012 r. ukazał się taki oto felieton red. Jana Turnaua.

 

W styczniowej „Więzi” wywiad prymasa seniora Henryka Muszyńskiego, a w nim wspomnienie jezuity, o. Kazimierza Dąbrowskiego, który od ateizmu doszedł do wiary i został księdzem. Potem pytał niewierzących, kim jest dla nich Bóg. Doszedł do wniosku, że gdyby miał takie o Nim pojęcia, jak 95 proc. jego rozmówców, też nie mógłby w Niego uwierzyć. Bo też – mówi to też papież Benedykt XVI – Bóg nie jest surowym księgowym liczącym skrupulatnie nasze grzechy. Nie powinniśmy ich popełniać, niemniej taki Jego obraz to najstraszniejsza z herezji. Trzeba potężnej inkwizycji, by ten błąd przestał straszyć w kancelariach parafialnych, konfesjonałach, na ambonach. By przestał wyganiać ludzi z Kościoła. By wreszcie nasi księża zrezygnowali z kartkowej buchalterii. By porywali własną wiarą i dobrocią.

 

Trzeba być bezgranicznie głupim, by pytać ateistów, kim jest dla nich bóg i trzeba być bezgranicznie głupim ateistą, by na takie pytanie odpowiadać. Jak można pytać człowieka, kim jest dla niego coś, co nie istnieje? Równie dobrze można pytać ateistów, kim są dla nich murkwie czy pćmy (gdyby posłużyć się słynnymi nieistniejącymi bytami z książek Stanisława Lema). Równie dobrze można mnie zapytać, kim jest dla mnie np. Santa Klaus. Odpowiedziałbym, że jest dla mnie starszym facetem z białą brodą, w czerwonym kubraczku, w czerwonej czapce z białym pomponem, wchodzącym przez komin do domu w dniu 24 grudnia wieczorem z workiem pełnym prezentów.  No cóż, jest takie powiedzenie – na głupie pytanie dostaje się głupią odpowiedź. I co by z takiej odpowiedzi wynikało? Czy byłby to może dowód na istnienie Santa Klausa? Niestety, ale byłby to jedynie dowód głupoty zadającego w poważny sposób takie pytanie – tzn. pytanie z założeniem pytającego, że jednak Santa Klaus istnieje, bo takie było założenie zadającego pytanie, kim jest dla ateistów bóg. Zresztą nawiasem mówiąc, pytanie „czy istnieje bóg?” jest równie absurdalne jak pytanie „czy istnieją murkwie?”.

 

Można(by) jedynie zastanawiać się, kim jest bóg dla osób wierzących w jego istnienie. I tu mogą padać różne odpowiedzi.

        jest dla nich kimś, kto się nimi opiekuje, kocha ich, ponieważ potrzebują takiej opieki i miłości,

        jest dla nich kimś, do kogo modlą (modlili) się i kogo kochają (kochali) ich rodzice,

        jest dla nich kimś, kto ich uskrzydla, ponieważ nic innego nie jest w stanie ich uskrzydlić,

        jest dla nich kimś, kto nadaje sens ich życiu, ponieważ wydaje im się, że życie bez boga nie ma sensu,

        jest dla nich kimś, kto zapewni im wieczne szczęście, ponieważ boją się tego, co będzie po śmierci,

        jest dla nich kimś, kto stworzył Wszechświat, życie i ludzi, ponieważ nie potrafią sobie wyobrazić, jak Wszechświat, życie i ludzie mogli powstać bez udziału boga.

 

Problem polega jednak na tym, że dla każdego wierzącego bóg jest kimś choć trochę innym. Charakter, cechy boga jako wytworu ludzkiej wyobraźni zależą od tego, czyja wyobraźnia tworzy sobie tenże obraz boga. A zatem każdy wierzy w choć trochę innego boga, czyli każdy wierzy w innego boga. Dlatego słowo „bóg” piszę z małej litery, bo tyle jest w ludzkich umysłach bogów, ile wierzących w ich istnienie ludzi. Mówi się, że każdy wierzący jest trochę ateistą, ponieważ nie wierzy tylko w o jednego boga mniej niż ateista. Poniekąd faktycznie nie wierzy np. w Ozyrysa, Ra, Zeusa i wielu innych bogów, w których ludzie wierzyli lub wierzą nadal.

 

W boga się nie wierzy, bo bóg nie istnieje, a nie dlatego, że jest taki czy owaki, podobnie jak nie wierzy się w istnienie murkiew czy pciem, bo one nie istnieją, a nie dlatego że są takie czy owakie. Nie mogą być takie czy owakie, bo nie istnieją. – Te ostatnie zdania pokazują absurdalność całego felietonu. Jak można myśleć:  „NIE  WIERZĘ  W  ISTNIENIE  tego czy owego, bo to coś  JEST  takie czy owakie”? Głupota rozum zjadła.

 

A powracając do owych „ateistów”, którym zadano pytanie „kim jest dla nich bóg?”, to myślę, że oni jednak ateistami nie byli, a jedynie wydawało im się, że są ateistami.

 

 

styczeń 2012

 

 

 

Strona główna