Są
różne podejścia do rzeczywistości. Jest np. podejście profesora Tomasza Maruszewskiego:
Badania
psychologiczne nad emocjami dotyczą głównie emocji prostych, które stosunkowo łatwo
wywołać w sztucznym środowisku laboratoryjnym. Eksperymentator za pomocą
różnych sposobów – pośrednich lub bezpośrednich – stara się
badanych przestraszyć, rozzłościć czy rozśmieszyć. Osoby poddane takim
oddziaływaniom nie zdają sobie sprawy z ich rzeczywistego celu. Gdyby się tego
domyślały, to wysiłki badacza mogłyby spełznąć na niczym. Załóżmy jednak, że
badaczowi udało się wywołać pewne emocje; wtedy może on dokonywać różnych
pomiarów, czy to psychologicznych, czy też fizjologicznych. Co dalej? Badanie
kończy się, eksperymentator wyjaśnia jego prawdziwy cel, przeprasza osobę
badaną za wprowadzenie w błąd i czeka na następną. Kurz bitewny opada i
doznania, które pojawiły się w trakcie badania, stają się nic nie znaczącym
epizodem. Co ciekawe, ludzie oszukani przez badacza nie mają do niego żalu o
to, że nadużył ich zaufanie. Zdają sobie sprawę, że manipulowano ich emocjami w
imię wyższych celów. Badacz z kolei zachowuje się tak, jak zachowywał się
pewien bohater filmowy, który naciskając spust, mówił do swojej ofiary:
„It’s nothing personal”. Każdy wypełnił swoją rolę.
Jednak
prawdziwe emocje mają to do siebie, że skoro już zostaną wzbudzone, to
wyzwalają różne reakcje, będące próba poradzenia sobie z nimi. Reakcje te mogą
być odmienne od tych, jakie chciał wywołać ich sprawca. Odwołajmy się do
przykładu złożonej emocji, jaką jest pogarda. Jest to emocja, z która możemy
spotkać się w wielu sytuacjach, tak zawodowych, jak i osobistych. Pojawia się
ona wtedy, kiedy osoba A jest przekonana o własnej moralnej i profesjonalnej
wyższości nad osobą B. Głównym celem przejawiania pogardy – jak piszą
Carroll Izard i Brian Ackerman – jest wywołanie wstydu u osoby B.
Pogarda
może być wyrażana na różne sposoby, poczynając od bezpośrednich, takich jak
deprecjonowanie lub połajanki, a kończąc na pośrednich, jak ośmieszanie B czy
odmawianie mu pewnych przymiotów (pracowitości, zdrowego rozsądku itp.). Celem
takiego działania jest nakłonienie B, by się poprawił. B ma dwa wyjścia: albo
zareaguje złością, albo też może pozornie podporządkować się wymaganiom, ale
jednocześnie może traktować A w sposób cyniczny. Przejawem takiej reakcji są
powywieszane w różnych miejscach porzekadła typu „Człowiek został stworzony
po to, aby odpoczywać”, „Szanuj szefa swego, bo możesz mieć gorszego”.
Szef oczywiście uznaje, że nie jest to komunikat adresowany do niego
(„It’s nothing personal”). Przekonany o własnej doskonałości,
może sądzić, że odnosi się to do innych szefów. Poczucie godności sprawia, że
nie wyda polecenia usunięcia takiego napisu. Można powiedzieć, że w takiej
sytuacji zachowuje się zgodnie z tytułem książki Tavris i Aronsona Błądzą wszyscy (ale nie ja). Ten tytuł
powinien być przestrogą dla wszystkich, którzy sądzą, że mają patent na mądrość
i że to akurat ich obraz świata i system wartości powinny być zaakceptowane
przez wszystkich. Niestety, świat nie zawsze chce się dopasować do ich
oczekiwań i presja związana z narzucaniem innym własnego sposobu widzenia
świata może okazać się nieskuteczna. Ludzie pogardzani czasami nie chcą się
wstydzić; jeśli już coś robią, to czują, że robią to pod przymusem. Stają się
cyniczni i marzą tylko o tym, by awersyjna sytuacja skończyła się jak
najszybciej. Myślą sobie: „Jeszcze tylko 10 lat do emerytury, a potem
mogą mi naskoczyć”. Myśli tego typu są skrzętnie ukrywane i ten, kto
pogardza innymi, żyje w błogim poczuciu własnej doskonałości. Z kolei ludzie
pogardzani nie mają szacunku ani dla siebie, ani dla tych, którzy nimi
pogardzają.
(Tomasz
Maruszewski, „Na marginesie pogardy”, Charaktery sierpień 2011)
i
jest podejście kartezjańskie.
Obecnie
w regionie północnego Atlantyku dominuje podejście prof. Maruszewskiego,
natomiast w rejonie wschodniej Azji dominuje podejście kartezjańskie.
Niewiele jest książek, które zachowywałyby nieprzerwanie taką świeżość, jak niewielka objętością Rozprawa o metodzie. Pomyślana początkowo jako wstęp do większego dzieła, stała się jeśli nie przełomowym, to w każdym razie ważnym etapem w rozwoju myśli ludzkiej. Mimo że spod pióra Kartezjusza wyszło wiele wybitnych prac z zakresu filozofii, fizyki, geometrii, astronomii, sławy autorowi przyczyniać będzie przede wszystkim Rozprawa o metodzie. Głosił w niej bowiem Kartezjusz w sposób jasny i przekonujący kanony myślenia nowożytnego człowieka, aby „… zamiast tej filozofii spekulatywnej, której uczą w szkołach, można znaleźć filozofię praktyczną, przy pomocy której, znając siłę i działanie ognia, wody, powietrza, gwiazd, niebios i wszystkich innych ciał, które nas otaczają, równie dokładnie, jak znamy rozmaite warsztaty rzemieślnicze, będziemy mogli podobnie zastosować ciała te do celów, do których się nadają, i w ten sposób stać się panami i posiadaczami przyrody”.
Kartezjańska postawa zwątpienia w stosunku do ustalonych twierdzeń i autorytetów będzie punktem wyjścia dla każdego, kto podejmie poszukiwanie prawdy. To ona każe zagłębiać się w „księdze świata” i odwoływać do sił swego umysłu, aby na drodze logicznego rozumowania „prowadzić myśli po porządku, zaczynając od przedmiotów najprostszych i najłatwiejszych … następnie wznosić się pomału, jak gdyby po stopniach, aż do poznania bardziej złożonych”.
Metodyczne zwątpienie, wypowiedziane w pierwszej dyrektywie poznawczej, aby „nie przyjmować nigdy żadnej rzeczy za prawdziwą, zanim jej nie poznam z całą oczywistością” – doprowadza Kartezjusza do racjonalizmu dedukcyjnego, który uzna on za jedyną metodę naukową.
W różnych jednak kierunkach biegły drogi myśli ludzkiej wychodzące z kartezjańskiej zasady de omnibus dubitandum. Zwątpienie doprowadza Pascala do mistycyzmu, Bayle’a zaś – do religijnego sceptycyzmu. Natomiast w wieku XVIII kartezjański aksjomat przekształca się w wolteriańską ironię, szydzącą ze świętości i wielkości, aby doprowadzić do krytyki i zburzenia starego porządku.
(str. 531)
Grzegorz
Leopold Seidler – Przedmarksowska
myśl polityczna – Wydawnictwo Literackie, Kraków-Wrocław 1985