ZAŁĄCZNIK 7
Juliusz K. Palczewski, Wstęp do Historii Świata G. H. Wellsa,
Zakład Narodowy im. Ossolińskich, Wrocław 1983, s. IV - V
[początek
strony] złamał nogę, i te mizerne źródła dochodu ustały, pracę zaś
zmuszona była podjąć matka Wellsa. Została przełożoną służby w Up Park,
posiadłości miejscowej rodziny arystokratycznej. Jednakże brak przygotowania i
wrodzona nieporadność prowadziły do coraz częstszych zadrażnień, i wreszcie
spowodowały ostateczne jej odejście z dotychczasowego miejsca pracy w roku
1893. Up Park pod zmienioną nazwą Bladesover zostanie szczegółowo przedstwiony
i z gryzącą ironią opisany przez Wellsa jako system w stanie rozkładu w jego
późniejszej powieści Tono-Bungay.
Łamanie kończyn stało się czymś niemal nagminnym w rodzinie Wellsów. Na trzy lata przed ojcem, w wieku niespełna lat ośmiu, przytrafiło się to samo młodemu Herbertowi. Fortunne w nieszczęściu owo wydarzenie okazało się jednym z ważniejszych w jego życiu. Przykuty bowiem do łoża zaczął namiętnie czytać, i to pierwsze zetknięcie się z magią nieznanej egzotyki, z barwami i kształtem dalekich, tajemniczych mórz i kontynentów, przedziwnych roślin i niezwykłych zwierząt, pozostawiło trwałe ślady w jego wyjątkowo chłonnej wyobraźni.
Unieruchomiony w gipsie
młody Wells sam przynajmniej dokonywał wyboru dostępnej sobie lektury. Po
wyzdrowieniu za to rozpoczął naukę w szkole szczebla podstawowego pod wyszukaną
i pełną godności nazwą „Akademii Handlowej pana Morleya”. O jakimkolwiek
wyborze nie było tutaj mowy. Uczniów przytłaczała rutyna reguł ortograficznych,
stylistyki zwyczajnej i kwiecistej, arytmetyki logicznej i historii
starożytnej. (...) Uczniowie pobierali tu naukę do 13-14 roku życia. Wiek ów i
okres swojej biografii określa pisarz mianem „hitlerowskiego”, jako że w
porywach wyuzdanej chłopięcej fantazji widział siebie w roli wszechwładnego
wodza z marsową miną, na koniu, staczał krwawe bitwy, zawsze zwycięskie, tak,
że okolice Bromley usłane były trupami jego nieprzyjaciół, dla żywych zaś nie
miał litości.
Rzeczywistość przedstawiała
się zgoła inaczej. W roku 1880 młodego Wellsa wysłano do terminowania w sklepie
tekstylnym w Windsor. Ta próba wyuczenia się zawodu zakończyła się całkowitym
niepowodzeniem. Wells nienawidził swojego miejsca pracy, nazywał je więzieniem.
Nigdy nie potrafił skupić się przy przyjmowaniu i wydawaniu pieniędzy, tak że
bilans dnia zwykle wykazywał mniejsze lub większe niedokładności, saldo zaś
przeważnie bywało ujemne. Jako że z zamiataniem, odkurzaniem i myciem okien nie
było lepiej, uznano, iż Wells nie zdobył zawodu, natomiast sprawił zawód.
(...)
Przyjemnym interludium był
krótki okres terminatorski w aptece pana Cowapa w Midhurst. Było coś
szczególnie pociągającego w długich rzędach preparatów chemicznych, szufladek,
słoików i probówek, kryjących w sobie tajniki nowych połączeń i związków.