ZAŁĄCZNIK 10
Edward Stachura, Poezja i Proza t. III, Czytelnik, Warszawa 1984,
s. 306-307 (Siekierezada)
Mówił, że widział coś, co on
nazwał: cała jaskrawość. Tu nie chodzi – mówił – ni o życie, ni o śmierć, ni o
sens i bezsens, istotę i
istnienie, przyczynę i skutek, materię i ducha, serce i rozum, dobro i zło,
światłość i ciemność, i tak dalej, i tak dalej, ale o coś zupełnie innego.
Chodzi – mówił – o to wszystko razem wzięte i podane na tacy.
(...)
Więc on sam to przyznał,
Szerucki, że coś nieludzkiego było w tym wszystkim, choć tego słowa nie użył,
tylko inne słowa, ale które to słowa do tej właśnie nieludzkości prostą jak
strzelił drogą prowadziły. Bo ta cała jaskrawość to było coś takiego
zobaczonego wybitnie spoza. Z zewnątrz. Z boku, z dołu czy z góry, wszystko
jedno, ale spoza koła, czy też lepiej spoza elipsy, tak, spoza elipsy naszej
galaktyki. „Chodzi o to wszystko razem wzięte i podane na tacy” – powiedział
Szerucki. Szerucki jest tam sobie gdzieś poza i widzi, powiedzmy, z góry,
elipsę naszej galaktyki. To jest ta właśnie taca. Na tacy – jak owoce: melony,
arbuzy, jabłka, śliwki, orzechy – ciała niebieskie: Słońce, inne słońca,
miliony słońc, mgławice, komety, planety, gdzieś tam wśród planet Ziemia, malutka
jak wisienka, ledwie albo i wcale niewidoczna w niezliczonej hiperbolicznej
ciżbie niebieskich owoców. I wtedy być może zaiste nie chodzi o to, co tam się
na wisience dzieje: życie – śmierć, dobro – zło, światłość – ciemność, miłość –
nienawiść, wojna – pokój i tak dalej, i tak [ciąg dalszy à
załącznik 11]