ZAŁĄCZNIK  14

 

 

 

 

Pierre Teilhard de Chardin, Wybór Pism, W. PAX, Warszawa 1966, s. 12-13

 

 

Tak czy inaczej punktem wyjścia moich rozważań jest przeświadczenie, że świat jako całość ma zapewniony sukces, co znaczy, że zgodnie z zasadą drugą osiągnie jakiś wyższy poziom świadomości.

Wiarę tę potwierdza następujące wnioskowanie: skoro dotychczas przebiegał pomyślnie niewiarygodnie trudny proces, w którego wyniku myśl ludzka pojawiła się we wszechświecie sprawiającym wrażenie niepojętej plątaniny przypadków i niepowodzeń, to znaczy, że w głębi kieruje nim moc niepodzielnie władająca wszystkimi elementami, co się na ten świat składają.

Wiara w przyszłość świata wypływa również z pewnej potrzeby. Gdybym bowiem mógł wątpić o niezniszczalnej trwałości rzeczywistości, w którą jestem wprzęgnięty, czułbym się całkowicie zagubiony i poddałbym się rozpaczy.

Innym, a raczej głównym fundamentem mej wiary jest miłość. Za bardzo kocham wszechświat, który mnie otacza, bym miał mu nie ufać.

 

(...)

 

... nasuwa się wniosek, że, jak już zaznaczyłem, we wszechświecie dojrzewa owoc jakiejś świadomości. Jakich cech mamy oczekiwać od tej wyższej świadomości, od tego wyższego sposobu bytowania? Będziemy się domagali, by był to stan ostateczny, nieodwracalny, czyli stan doskonałości absolutnej.

Rzecz jasna, iż w rzeczywistości tylko jeden człowiek na stu stawia sobie wyraźnie pytanie: „Czy warto żyć?” Inni nie widzą problemu, ponieważ życie prowadzi ich jeszcze automatycznie, tak jak wiodło niegdyś istoty nierozumne, gdy przed pojawieniem się człowieka one tylko realizowały dzieło ewolucji. Jednakże, teoretycznie rzecz biorąc, problem istnieje i należy przewidywać, że rysował się będzie coraz ostrzej przed ludzkością, w miarę jak realizowane przez nią dzieło będzie się stawało coraz cenniejsze i coraz trudniejsze. Czy naprawdę możemy ufać, że urzeczywistniamy coś trwałego, czy też usiłujemy coś ulepić z popiołu? Wraz z intelektem pojawiła się w świecie doczesnym niebezpieczna zdolność krytycznego oceniania świata. Zwierzęta niosą ciężar procesów rozwojowych posłusznie, bez zastanowienia. Człowiek, nim weźmie udział we wspólnym dziele, może i powinien postawić sobie pytanie, czy warte jest ono ceny, jaką się za nie płaci: znojów życia, lęku przed śmiercią. Otóż jedyną rekompensatą, jaka mogłaby nas zadowolić (odwołuję się do uczciwych myśli każdego człowieka zdolnego do naprawdę wnikliwej introspekcji), byłaby pewność, że konkretne wyniki naszych trudów, dzięki czemuś, co tkwi w nich samych, wchodzą w skład Rzeczywistości, której nie zniszczy „ani robak, ani rdza”.

 

(...)

 

Im dłużej się nad tym zastanawiam, tym bardziej utwierdzam się w przekonaniu, że byłbym psychologicznie niezdolny do podjęcia najmniejszego wysiłku, gdybym nie mógł wierzyć w absolutną wartość czegoś, co jest zawarte w tym wysiłku. Jeśli mi ktoś [ciąg dalszy à załącznik 26]

 

 

Strona główna