ZAŁĄCZNIK 15
Marian Buchowski, Edward Stachura - biografia i
legenda, KAMERTON, Opole 1993, s. 188-189
Wspomina lekarka ze szpitala
w Drewnicy (podaję za relacją Marty Kucharskiej, zawierającą opis czynności dokumentacyjnych
do filmu Andrzeja Brzozowskiego Wszystko jest poezja, a drukowaną w
„Poezji” nr 8/1981): (...) Jego odmienność polega na bezgranicznej wierności
samemu sobie, był nieprzystosowany, chciał żyć tak, jak nakazywało mu jego
prawo moralne, a tak się nie da (...) Przechodził krótki okres dręczenia
głosami, wykładnik mistycznych ciągot do doskonałości.
(...)
Pogodzić się ze światem to wstrząsający dokument
zmagania się konkretnego człowieka z konkretną chorobą i lękiem przed jej
nawrotami, ale także utwór literacki o wysokich walorach artystycznych,
tłumaczący się i trafiający do odbiorcy bez przywoływania spoza tekstu
jakiejkolwiek dodatkowej wiedzy o
biografii autora. Oszczędna, porażająca metodyczną skrupulatnością relacja z
próby uratowania się z katastrofy, w wyniku której człowiek traci wartość
najbardziej niezbędną: chęć do życia. Ale jednocześnie relacja, która w sposób
coraz bardziej oczywisty ukazuje zbliżenie się do wniosku, że owe pogodzenie
się ze światem nie może oznaczać zgody na roślinną wegetację. A także –
świadectwo ogromnej samowiedzy, bodaj najtrafniejsza charakterystyka osobowości
Stachury, autoanaliza sporządzona z niesamowicie rozpaczliwym chłodem. Głód
spokoju. I częste powroty pamięcią do okresu powstania Fabula rasa: Człowiek-nikt
mógł nic nie robić. Mógł chodzić, zbierając przy okazji butelki, zarabiając w
ten sposób na swoje utrzymanie, i zarazem sprzątając parki i miejskie
promenady, i był cudownie spokojny, i promieniował tym spokojem na wszystkich
napotykanych ludzi. (...) Gdzie się podział człowiek-nikt? Wydaje mi się , że
jedna miliardowa część jego spokoju pozwoliłaby mi się podźwignąć z tego
nieopisanie rozpaczliwego stanu, w którym trwam.
Pogodzić się ze światem to także rozrachunek z
dotychczasowym życiem i wyznawanymi kryteriami, szukanie przyczyn tego, co się
stało, i szukanie odpowiedzi na pytanie: czy do takiego stanu musiało dojść, a
jeśli tak – gdzie tkwił błąd?
Niemal we wszystkich
zapiskach Pogodzić się ze światem obecna jest 72-letnia wówczas matka
poety, do której syn próbuje nauczyć się zgody na świat i własną w nim
obecność: Dla większości ludzi, do których należy moja matka, sprawy
ostateczne są załatwione przez przodków. Wszystkie sprawy ostateczne.
Przekazywane z ust do ust, na piśmie i w rytuałach. To wielkie szczęście tych
ludzi, bo sami już nie muszą nic załatwiać. Ale rodzą się też niekiedy ludzie,
którym nie dane jest uznać, że wszystkie sprawy ostateczne są załatwione przez
przodków. Dochodzą do tego, że dla nich żadna sprawa ostateczna nie jest
załatwiona. Wtedy spada na ich plecy wszystko. Muszą zaczynać od zera. I to
jest bardzo ciężko wtedy, och jak ciężko. Bo ci ludzie wszystko od nowa
sprawdzają, sprawdzają na sobie, sprawdzają sobą.