ZAŁĄCZNIK 19
Platon, Uczta,
210 B - 211 D
... A potem więcej zaczyna
cenić piękność ukrytą w duszach niż tę, która w ciele mieszka; toteż jeśli w
kim duszę zdrową znajdzie, choćby nawet jej ciało nieszczególnie kwitło, wystarcza
mu to, i kochać zaczyna, i troszczy się, i znowu takie myśli płodzi, i szuka,
kto by też młodego człowieka rozwinąć potrafił; z czasem musi zobaczyć piękno
ukryte w czynach i prawach i znowu pozna, że i ono w każdym jest jedno i to
samo. Wtedy mu się piękno ciał zacznie wydawać czymś małym i znikomym. Od
czynów przejdzie do nauk, a kiedy całą ich piękność zobaczy, kiedy na takie skarby piękna spojrzy,
nie będzie już niewolniczo wisiał u jednostkowej formy jego, nie będzie ślepo
kochał piękności jednego tylko chłopaka albo człowieka jednego, albo dążenia;
nie, on na pełne morze piękna już wypłynął i kiedy się na nim rozglądnie,
płodzić zaczyna słowa i myśli piękne i wspaniałe, gnany nienasyconym dążeniem
do prawdy; aż kiedy sił w tej pracy nabierze i hartu, jedyna mu się wiedza
ukaże, która naprawdę mówi o tym, co piękne. Teraz mnie słuchaj – powiada – jak
tylko możesz, uważnie!
Ten, kto aż dotąd zaszedł w
szkole Erosa, kolejne stopnie piękna prawdziwie oglądając, ten już do końca
drogi miłości dobiega. I nagle mu się cud odsłania: piękno samo w sobie, ono
samo w swojej istocie. Otwiera się przed nim to, do czego szły wszystkie jego
trudy poprzednie; on ogląda piękno wieczne, które nie powstaje i nie ginie, i
nie rozwija się ani nie więdnie, ani nie jest z jednej strony piękne, a z
drugiej szpetne, ani raz tylko takie, a drugi raz odmienne, ani takie w
porównaniu z czymkolwiek, a z czym innym inne, ani też dla jednego piękne, a
dla drugiego szpetne. I nie ukaże mu się piękno niby twarz albo ręce jakie, lub
jakakolwiek cząstka cielesna, ani jako słowo, ni wiedza jakakolwiek, ani jako
cecha jakiegoś, powiedzmy, stworzenia, ni ziemi, ni nieba, ani czegokolwiek
innego, tylko piękno samo w sobie niezmienne i wieczne, a wszystkie inne
przedmioty piękne uczestniczą w nim jakoś w ten sposób, że podczas gdy same
powstają i giną, ono ani się pełniejszym nie staje, ani uboższym, ani go żadna
w ogóle zmiana nie dotyka.
Więc kto od kochania
chłopców zaczął, jak należy, a wznosząc się ciągle wyżej już to piękno oglądać
zaczyna, ten stanął prawie u szczytu. Bo tędy biegnie naturalna droga miłości,
czy ktoś sam po niej idzie, czy go kto drugi prowadzi; od takich pięknych ciał
z początku ciągle się człowiek ku temu pięknu wznosi, jakby po szczeblach
wstępował: od jednego do dwóch, a od dwóch do wszystkich pięknych ciał, a od
ciał pięknych do pięknych postępków, od postępków do nauk pięknych, a od nauk
aż do tej nauki na końcu, która już nie o innym pięknie mówi, ale człowiekowi
daje owo piękno samo w sobie; tak że człowiek dopiero przy końcu istotę piękna
poznaje. Na tym szczeblu życia, Sokratesie miły – mówiła niewiasta z Wieszczego
Grodu w obcym kraju – na tym szczeblu dopiero [ciąg dalszy
à
załącznik 20]