ZAŁĄCZNIK  23

 

 

 

 

Herbert George Wells, Historia Świata, Zakład Narodowy im. Ossolińskich, Wrocław 1983, s. 184-185

 

 

[ciąg dalszy załącznika 41] ogarnie serca ludzkie, wszędzie tam świat zewnętrzny musi się z gruntu przebudować i odmienić. Jakkolwiek głuchota i ślepota jego słuchaczy mogła wiele ominąć z jego nauk, to pewna, że nikomu nie było tajne, iż dąży on do zrewolucjonizowania świata. Cały sens opozycji przeciw niemu, okoliczności jego procesu i stracenia wskazują jasno, że współcześni zrozumieli dobrze, czego on chce: zmienić, przetopić, rozszerzyć całe życie ludzkie.

Nie dziw więc, że na głos jego nauki ludzie bogaci i możni odczuwali zgrozę i mieli wrażenie, że świat, ich świat, usuwa im się pod nogami. Wszystko, w czym ich prywatne życie uchylało się od służby społecznej, wyprowadzał na światło nie mającego granic życia religijnego. Był to groźny moralny łowca, który ludzkość wypłasza z mateczników, gdzie dotychczas wygodnie siedziała. W białej światłości tego królestwa nie miało być ani bogactw, ani przywilejów, ani dumy, ani wyższości, ani zachęty, ani zapłaty – tylko miłość. Czyż można się dziwić, że ludzie, oszołomieni i oślepieni, krzyczeli przeciw niemu? Nawet uczniowie krzyczeli, gdy ich parł w zbyt wielki blask. Czyż można się dziwić, że kapłani zrozumieli, iż między nim a nimi nie ma wyboru, że albo on zginie, albo całe kapłaństwo? Czyż można się dziwić, że żołnierze rzymscy, stanąwszy w osłupieniu wobec rzeczy, których nie rozumieli, a które zagrażały wszystkim zasadom ich życia, szukali ucieczki w dzikim śmiechu, i założyli mu wieniec cierniowy i dali szatę z purpury, robiąc zeń Cezara na pośmiewisko? Albowiem, kto go brał poważnie, ten jednocześnie wstępował w obręb dziwnie niespokojnego życia, musiał porzucić dotychczasowe zwyczaje, panować nad instynktami i popędami, próbować niewiarygodnego szczęścia.

 

 

Strona główna