ZAŁĄCZNIK 27
Pierre
Teilhard de Chardin, Wybór Pism, W. PAX, Warszawa 1966, s. 44-45
Nie obawiajmy się, że
ludzie, o których mówimy, pracując dla rozwoju własnego i dla rozwoju świata, zbyt
mocno przywiążą się do Ziemi. Wręcz przeciwnie, dojrzewając w łączności z
Ziemią oderwą się od niej. Po pierwsze tym, czego szukają w materii i w rozwoju
życia, nie jest bezpośrednio ani materia, ani życie (wrócę jeszcze do tego
zagadnienia), lecz tylko i wyłącznie boża światłość, przebłyskująca w
przejrzystych warstwach rzeczywistości; może jej dosięgnąć tylko ten, kto
zdecydowanie zanurzy się w głębokim nurcie przemian kosmicznych.
(...)
Taka jest w istocie
rzeczywista logika działania, że nie możemy zawładnąć sobą i stać się
większymi, jeśli po trosze nie odumrzemy samych siebie. Działać szlachetnie i
pożytecznie – to, jak powiedzieliśmy, jednoczyć się. Lecz jednoczyć się – to
przekształcać się w coś większego. A zatem działać – to naprawdę wydobywać się
z materialności, z tego, co bezpośrednio dane, przezwyciężać egoizm i zagłębiać
się w rzeczywistość powszechną, która się tworzy.
(...)
Droga każdego istnienia
indywidualnego, jeśli jesteśmy wierni sobie, usiana jest skorupami porzuconymi
po każdej kolejnej przemianie. Cały wszechświat pozostawił za sobą długi szereg
stanów, które by mu, być może, dogadzały, które jednak musiał porzucić, bo
musiał rosnąć. To wspinanie się w górę, któremu towarzyszy nieustanne
ogołacanie się, jest już drogą krzyżową.
Pod wpływem bodźca, który mu
każe ustawicznie porzucać siebie, by dojść do kresu siebie, czyli do Kresu i
Celu świata, człowiek, który postępuje uparcie po drodze wszechświata
wznoszącej się wzwyż w sposób naturalny (dzięki przyciągającemu oddziaływaniu Omegi),
przywiązuje coraz mniejszą wagę do swych sukcesów indywidualnych (w takiej
mierze, w jakiej są sukcesami indywidualnymi). Z początku pragnie przede
wszystkim doskonalić siebie, później jednak rozmiłowuje się coraz bardziej w
realnościach wyższych, szerszych, trwalszych, bliższych absolutu niż jego
sprawy indywidualne.