ZAŁĄCZNIK 39
Edward Stachura, Poezja i Proza t. V, Czytelnik, Warszawa 1982,
s. 142-143 (Fabula rasa)
... właśnie to, że
człowiek-Ja nie słucha, nie słucha świeżo, czysto, niewinnie, dziewiczo, tak
jak słucha człowiek-nikt lub maluteńkie dziecko, półtoraroczne, dwuroczne, nie
więcej niestety, nie więcej, gdyż potem ze swoim „Ja, Ja, Ja, Ja chcę, Ja nie
chcę, Ja tak, Ja nie, Ja też, a Ja?” które to Ja wstrzykują mu rodzice (którzy
nie robią nic, by tego uniknąć), które to Ja wstrzykuje mu całe otoczenie, cały
język sfabrykowany przez Ja i dla Ja, zatraca na swoje nieszczęście tę
niewinność, tę dziewiczość, którą odzyskać może tylko jedynie, jeżeli siebie
pozna, później, w jakimkolwiek wieku, dwudziestu lat, lub nawet mniej,
czterdziestu lat, sześćdziesięciu, osiemdziesięciu, stu, nigdy nie jest na to
za późno.
(...)
Kto widzi – widzi. Widzi
także to, że widzi. Nie potrzebuje wierzyć, ani w to, że widzi, ani w
cokolwiek. Problem wiary wynikający z niewidzenia i problem lęku wynikający z
niewidzenia – w ogóle przed nim nie wyrastają, wszak on przecież widzi.
A kto nie widzi? O, to jest
nieskończenie straszliwsze, niż to na pierwszy rzut oka wydaje się. Bo kto nie
widzi, nie widzi także tego, że nie widzi! Gdyby zobaczył, że nie widzi, byłby
to początek widzenia. Ale on tego nie widzi, bo nie może tego zobaczyć. Nie
może tego zobaczyć, bo właśnie nie widzi. Zamknięte błędne koło. Sytuacja
bezwyjściowa. Coś absolutnie piekielnego. Dokładnie piekło właśnie. I to piekło
niekończące się. Nieskończoność tego piekła tkwi w tym, że ponieważ ten
człowiek nie widzi, że nie widzi, to jemu wydaje się, że on widzi! On myśli, że
widzi, on wierzy, że widzi, on jest dogłębnie przekonany o tym, że widzi, on
nie ma w tym względzie najmniejszej wątpliwości. On w ogóle nie zwraca na to
uwagi.