ZAŁĄCZNIK 42
Edward Stachura, Poezja i Proza t. II, Czytelnik, Warszawa 1984,
s. 168-169 (Cała jaskrawość)
Uznałem, że ja przecież
zawsze będę miał oczy i uszy otwarte, i rozum, i to, gdzie mi się tętno
szamoce, i nigdy się na to nie zgodzę, co jest. Nie dlatego, że nigdy nie
poznam całej prawdy, bo to jest jasne. Z tym się zgadzam. Z tym się zgodziłem
dawno, długo nie myśląc albo wcale. Z tym się może nawet urodziłem oczywiście.
Bo to jest los każdego, czy chce, czy nie chce. Na to nie ma rady. To jest
jasne. To jest ze wszystkiego najjaśniejsze. Całej prawdy się nigdy nie pozna.
Z tym się urodziłem i z tym się rodzi każdy. I każdy z tym umiera. To jest przy
śmierci tak samo najjaśniejsza świeca.
Więc nie dlatego się nigdy na to nie zgodzę, że nigdy całej prawdy nie poznam, że nigdy nie będę wiedział wszystkiego. Bo wiem, że tak jest i tak musi być. Niezależnie. Obojętnie co. Wiem, że umrę z tym i że urodziłem się z tym. Ale nie urodziłem się padalcem. I nie urodziłem się różą. I nie urodziłem się szczurem. Piękną hortensją. Tylko tym, czym jestem. I nie urodziłem się szakalem, hieną. I nie urodziłem się wielkim, potężnym dębem, gonną olchą. I nie urodziłem się niczym innym, tylko tym, czym jestem. I nie urodziłem się z pozorami. Tylko z nerwami. Z nerwami tuż pod cieniutką skórką.
Uznałem. Uznałem dzisiaj
idąc, że przecież nigdy się na to nie zgodzę, żeby być tym, czym nie jestem, a
od czego się roją półkule. Ani na to, ani tak samo na to, że: jakoś to będzie,
jak pan Bóg da zdrowie, a Matka Boska pieniądze, coś się musi zmienić, byle do
wiosny. Uznałem, że tysiąc razy wolę przeminąć jak kometa. Tysiąc razy wolę
mignąć tylko jak meteor i wsiąknąć w niezgłębione mgły. Całej prawdy nie znam.
Mówię, co wiem.
(...)
To, co ja teraz tu mówię,
dużo tu padnie niepotrzebnych spojrzeń. Ale może jedna albo dwie pary oczu. Bo
to jednak nie jest wszystko jedno.