ZAŁĄCZNIK  46

 

 

 

 

Edward Stachura, Poezja i Proza t. V, Czytelnik, Warszawa 1982, s. 438-439 (Pogodzić się ze światem)

 

Wszyscy ludzie mówią o sprawach tego świata. Wiatr wieje z tego świata i po tym świecie. I tak dalej i tak dalej. Wszystko, wszystko. Poza moją i może jeszcze czyjąś tęsknotą za innym światem. Czy można tu żyć i tęsknić rozdzierająco za czymś innym? Gdzie jest to inne? Jedyne miejsce tego gdzie może być, jeżeli nie tu, nie tu? Och, dolo, na tym padole. Jak długo można tak pisać i pisać, nie mając już o czym pisać? Jak długo można tak wałęsać się i wałęsać, nie mogąc znaleźć sobie miejsca? Do śmierci, do śmierci. Mam dopiero 42 lata, więc przypuszczalnie szmat czasu przede mną. A czy nie można by wyjść śmierci na spotkanie? Czy nie byłoby to normalne w mojej sytuacji? Taki krok. Czy to byłby przejaw obłędu, czy też coś zbliżonego do naturalności, do spontaniczności? Co robić? Żyć, nie będąc ani żywym, ani umarłym, czy umrzeć i... kto wie? Ale jeżeli tak bardzo wszystko mnie boli, to może ja żyję właśnie? Słyszę słowa: „Błogosławiony człowiek, który cierpiał; znalazł on żywot. (Ew Tom 58 – LN)

 

 

(...)

 

A kiedyś mogłem się zapatrzyć i byłem wniebowzięty. Należałem do tego świata i świat mi smakował.

 

(...)

 

Umarł ktoś we wsi i matka dzisiaj wybiera się na pogrzeb. Nawet pogrzeb jest sprawą tego świata. Wszystko tu jest z tego świata. Pogrzeb i chrzciny, wesele i imieniny. Wszystko. I żeby móc żyć na tym świecie, trzeba uczestniczyć w jego rytuałach.

 

(...)

 

Trzeba być specjalnej konstrukcji, żeby móc tak żyć, jak żyje większość ludzi. Praca, dom, spanie. Praca, dom, spanie. Tak można przetrwać życie. Chrzciny, wesele, pogrzeb.

 

 

Strona główna