ZAŁĄCZNIK  52

 

 

 

 

Marian Buchowski, Edward Stachura - biografia i legenda, KAMERTON, Opole 1993, s. 90-91

 

Postać ojca, jak już wspominaliśmy, zajmowała w życiu poety miejsce szczególne. Stanisław Stachura był człowiekiem surowym, miał ciężką ręką. W synu najpierw budził podziw i strach. A potem wrogość. A jeszcze później – współczucie. Zapis dotyczący odwiedzin u ojca w szpitalu, na oddziale chorób nowotworowych: Po operacji rok życia i teraz przerzut. Nawet gdy bardzo chce się widzieć inaczej lub w ogóle nie widzieć, nie można nie widzieć tego, co się widzi: zagłady. Bez sił, słaby, słabszy, najsłabszy ten, który w innych czasach na polonijnych zabawach w południowo-wschodniej Francji, w Delfinacie, zarywał deski w podłodze, kiedy tupał, tańcząc oberka, a gdy wracał po zabawie, międzynarodowa emigracja: Rodacy, Grecy, Albańczycy, Włosi – ryglowali drzwi, zamykali okna, spuszczali story, gasili światła. Tak było. Sam widziałem oczami szczeniaka. Sam najwięcej się bałem. A teraz zagłada. Przebaczyliśmy sobie wszystko. Dużo mieliśmy sobie do przebaczenia. Nie wnikajmy, kto więcej.

 

 

Strona główna