ZAŁĄCZNIK 57
Herbert George Wells, Ludzie jak bogowie, Państwowy Instytut
Wydawniczy, Warszawa 1959, s. 78-79
Powiedziano mu, że ten prorok umarł Utopii wśród
wielkich cierpień, ale nie na krzyżu. Został poddany jakimś torturom, ale ani
Utopianie, ani nasi Ziemianie nie mieli dostatecznego wyobrażenia o technicznej
stronie tortur, żeby zdać sobie z tego należycie sprawę. Zdaje się, że ów mądry
nauczyciel został następnie przymocowany do wolno obracającego się koła i tak
pozostał aż do śmierci. Była to hańbiąca kara panującej wtedy okrutnej rasy i w
danym wypadku została zastosowana dlatego, że doktryna powszechnej służby dla
dobra ludzkości głoszona przez winowajcę zagrażała możnym i bogatym, którzy nie
chcieli niczemu służyć. Przed oczami pana Barnstaple’a mignęła przelotna wizja
powykręcanych członków, rozciągniętych na kole tortury i wystawionych na żar
słonecznych promieni. I – o cudowny triumfie życia nad śmiercią! – na tym oto
świecie, który był w stanie dopuścić się takiego czynu, narodził się ten wielki
pokój i otaczające go zewsząd piękno!
Ale ojciec Amerton nie miał
jeszcze dosyć.
-
Ale
czyście nie pojęli, kim był ten człowiek? Czyż ten świat niczego się nie
domyślił
-
Bardzo
wielu ludzi myślało, że ten człowiek był Bogiem. On wszakże zwykł był siebie
nazywać po prostu synem Boga lub synem człowieczym.
Ojciec Amerton nie ustępował
-
Ale
teraz go czcicie?
-
Stosujemy
się jego nauk, bo są wspaniałe i prawdziwe – odrzekł Urthred.
-
Ale
go czcicie?
-
Nie.
-
Ale
czyż nikt tego nie czyni? Byli przecież tacy, co go czcili?
-
Byli
tacy, co go czcili, byli tacy, co drżeli przed jego nauką, przed surową
wspaniałością jego nauki, a przecież nie mogli się pozbyć dręczącego uczucia,
że w jego słowach tkwiła głęboka prawda. Oszukiwali więc swoje niespokojne
sumienia, traktując go nie jako światło swoich dusz, ale jako jakiegoś
magicznego Boga. Dzieje jego męki spletli ze starożytnymi tradycjami
królów-ofiarników i zamiast przyjąć go szczerze i otwarcie i uczynić częścią
swego intelektu i woli, udawali, że go spożywają w mistyczny sposób i czynią
częścią swego ciała. Koło jego uczynili cudownym symbolem i pomieszali je z
równikiem, ze słońcem i ekliptyką – właściwie ze wszystkimi przedmiotami o
kształcie koła. Wierzono, że w razie niepowodzeń, chorób lub nieurodzajów
zakreślenie w powietrzu kółka palcem wierzącego było bardzo pomocne i
skuteczne.
Z tego, że pamięć
nauczyciela była bardzo droga sercom ciemnych tłumów z powodu jego dobroci i
miłosierdzia, skorzystały przebiegłe i interesowne typy, które, ogłosiwszy się
bojownikami i kapłanami koła i zdobywszy w jego imię bogactwa i władzę,
poprowadziły ludy na wielkie wojny dla chwały mistrza i jego symbolu używały
jako pokrywki i usprawiedliwienia dla zawiści, tyranii, nienawiści i
straszliwych pożądań. W końcu ludzie powiedzieli, że gdyby prorok po raz drugi
zstąpił na Utopię, jego własne triumfujące koło zgniotłoby go i zabiło tak jak
poprzednio...
Ojciec Amerton zdawał się
nie słyszeć ostatnich uwag. Patrzył na rzeczy z innego punktu widzenia.
-
Ale
z pewnością – zauważył – została się jeszcze garstka wyznawców! Może
wzgardzonych, lecz...
-
Nie.
Nikt nie pozostał. Cały świat wyznawał nauki Wielkiego Nauczyciela, ale nikt go
nie czcił.