Na ogół jednak,
podobnie jak w marzeniu sennym, w schizofrenii przenosi się chory w inną
rzeczywistość. Jego „ja” staje się innym „ja”. Zanika tożsamość chorego. Jest już
kimś innym zarówno we własnym odczuciu, jak też w odczuciu otoczenia. Często w
wywiadach najbliżsi fakt ten wyraźnie podkreślają: „on stał się kimś innym”,
„to całkiem inny człowiek”, „zmienił się”.
(...)
ROZBICIE „JA”
W ostrych formach schizofrenii, gdy struktura własnego „ja” i
otaczającego świata uległa gwałtownemu rozbiciu, „ja
chcę” faktycznie przestaje istnieć; chory jest owładnięty niezwykłością
wydarzeń, które zachodzą w nim i w otoczeniu, nie ma już zdolności wyboru, jest
niesiony wartkim prądem omamów, urojeń, dziwnych doznań, gwałtownych uczuć.
Taki nagły stan rozbicia dotychczasowego świata łączy się zwykle z bardzo
silnym uczuciem lęku (lęk dezintegracyjny), rzadziej z uczuciem ekstazy,
wszechmocy, boskości, rozkoszy. Tego typu rozbicie struktury spotyka się
najczęściej w postaci katatonicznej i w ostrych formach paranoidalnych (np. w onejroidalnej). Trudno nawet
wyobrazić sobie, co z chorym wówczas się dzieje; jest to prawdziwa burza psychiczna,
wszystko jest pomieszane, „ja” rozbite na drobne fragmenty.
KRYSTALIZACJA
ROZBITEGO „JA”
W schizofreniach o spokojniejszym przebiegu może dojść do utrwalenia
się struktur patologicznych (usystematyzowane urojenia i omamy). Wówczas
rozbite „ja” krystalizuje się w urojonej roli – chory staje się prześladowanym,
zdobywcą świata, świętym, diabłem, Bogiem, chorym rozkładającym się za życia.
Zachowuje się odpowiednio do nowej roli ujawnionej mu w chorobie i odpowiednio
do niej wszystko przeżywa.
str. 215-216, 219-220
Antoni Kępiński – Schizofrenia – Wydawnictwo
Literackie, Kraków 2001