ZNAJOMOŚĆ BOGA
Łk 10,22
«Nikt też nie wie, kim jest Syn, tylko Ojciec;
ani kim jest Ojciec, tylko Syn ...»
J 6,46
«Nie znaczy to, aby ktokolwiek widział Ojca; jedynie Ten, który jest od Boga, widział Ojca.»
J 7,29
«Ja Go znam, bo od Niego jestem i On Mnie posłał».
J 8,54b-55
«Ale jest Ojciec mój, który Mnie chwałą otacza, o którym wy mówicie: "Jest naszym Bogiem", ale wy Go nie znacie. Ja Go jednak znam. Gdybym powiedział, że Go nie znam, byłbym podobnie jak wy - kłamcą. Ale Ja Go znam i słowa Jego zachowuję.»
J 10,15a
«... Mnie zna Ojciec, a Ja znam Ojca» .
J 17,25a
«Ojcze sprawiedliwy! Świat Ciebie nie poznał, lecz Ja Ciebie poznałem ...»
Powstaje uzasadnione pytanie, na jakiej
podstawie Jezus twierdził, że zna Boga lepiej niż inni? Więcej światła na tą
kwestię może rzucić ten oto fragment artykułu autorstwa Anthony de Mello,
napisanego dla pisma “Concilium” w 1982 roku1:
Biblia naucza, że żaden człowiek nie może ujrzeć Boga i pozostać przy życiu. Kiedy umysł jest wyciszony, można zobaczyć Boga i umiera “ja”. Mistrzowie Wschodu są zgodni, że kiedy spokój wkracza do serca, umiera “ja”. Jak? Na pewno nie poprzez unicestwienie, ale poprzez “wizję”. W bezruchu spokoju można zobaczyć, że “ja” jest złudzeniem. (...) Człowiek zostanie uzdrowiony, kiedy “zobaczy”, doświadczy, że jego znajdujące się w centrum “ja”, jest maya, to znaczy iluzją.
To tak jakby taniec uświadomił sobie, że nie jest w centrum, że nie istnieje poza Tancerzem, to znaczy, że nie jest w ogóle “bytem”, ale działaniem. Tylko Tancerz jest Bytem. Tylko Tancerz istnieje. Taniec nie istnieje sam w sobie, istnieje w Tancerzu. Bóg powiedział do Katarzyny ze Sieny: Jestem tym, który Jest - ty jesteś tą, której nie ma”. Kiedy wkroczysz w ciszę, doświadczysz tego, że cię nie ma. Nie jesteś już w centrum, Bóg jest w centrum, a ty jesteś tylko obrzeżem. Takie oto niezwykle silne słowa przypisuje się Mistrzowi Eckhartowi: “Tylko jeden byt ma prawo używać zaimka « ja» - Bóg!”
Człowiek, który tego doświadczy, staje się Przebudzony. Staje się “nikim”, pustką, “wcieleniem”, przez które prześwieca i działa Bóg.
i twórczość Edwarda Stachury2:
Się patrzy w ogień zwyczajnie naturalnie, się nie tęskni, się nie dyszy w kosmos nieprzenikalnie, się nie lęka się poczytalnie i niepoczytalnie, się nie cierpi w proch ścieralnie, w ruinę, w obłęd obracalnie.
Się zrozumiało. Się rozumie. Się za daleko szukało tej kryształowej kuli, co chowa odpowiedzi na dwa, trzy pytania. Na jedno pytanie. Na wszystkie pytania. Się jej nie tam, gdzie była, szukało. Się jej w bezgranicznych przestworzach szukało. Daleko. Za daleko. O wiele za daleko. O całą odległość. O cały dystans. O cały kosmos. Się błądziło. Się za nią jak błędny rycerz w eterze błądziło. Gdzie indziej ona była. Nie tam. Dużo bliżej. Jeszcze bliżej. Najbliżej. Tu ona była. Nie trzeba było jej szukać. Tu ona jest. Każda własna głowa nią jest. Własna mała biedna głowa. Już nie biedna. Już nie mała. Już nie własna. Już nie głowa. Otworzyła się głowa. Rozsunęła głowa na oścież półkule i wyrzuciła z siebie, wydaliła to wszystko, czym była nabijana zapijana zabijana przez czterdzieści lat, przez czterysta lat, przez cztery tysiące lat, przez cztery miliony lat, przez cztery miliardy lat, i zrobiło się strasznie, bardzo strasznie, bardzo straszliwie, najstraszliwiej, przerażająco wstrząsająco zatrważająco, zamarło serce, bo zrobiło się pusto, całkiem pusto, wielkie spustoszenie, wielka czarna dziura - i oto przyszło to inne, wszystko przyszło, wszystko wszystko, bo zrobiło się dla tego miejsce, i to przyszło, i zmieściło się wszystko, dokładnie się zmieściło, wszystko się zmieściło, wszystko wszystko, to inne, to nieznane, to niewyobrażalne, to niewypowiedziane.
To jest. To jest śpiew. To nie echo. To jest ech! To się nieustannie staje jest. To się wciąż od nowa staje nowe jest. To jest wieść. To się wciąż od nowa staje nowa wieść. To nie wiersz. To nie sidła. To nie sieć. To poezja. To nie słowa. To nie ta mowa. Ta tu mowa - niemowa. Ta tu mowa - literaturowa. To nie literatura. To nie fabuła To fabula rasa. To się nie da napisać. To się nie da namalować. To nie coś. To nie ktoś. To niezłomny los. Ciągle nowy niewymowny los niezłomny. To jest wszystko. To w sam raz. To jest zadość. To jest radość. To jest jedno. To jest jedność. To jest pełność. To jest całość. Cała jaskrawość. Cudne manowce. Kropka nad ypsylonem. Zjawa realna3. To rzeczywistość. To oczywistość. To jest teraz. Wieczne teraz. To nie czas. Gdzie jest czas? Czy kto pyta? Nikt nie pyta. Się nie pyta. Się nie hałasuje. To jest śpiew. Ciszy śpiew. To nie handel. To nie klatka. To jest ptak. To jest fakt. To nie miraż. To nie majak. To jest hamak. To jest harfa. To harmonia. To porządek. To jest ład. To nie ja. Ja to jad. Ja to wąż. Ja to rak. (...) Umarł rak. Umarł rak na raka. Ja umarło. Położyło sobie kres. Koniec biografii. Koniec bibliografii. Koniec biobibliografii. Koniec biobibliobleblemafii. Nie ma ja. Się jest. Się jest stanem. Nie panem. Ani nad innymi panem, ani sobiepanem. Żadnym panem. Koniec z panem. Z panem amen. Się jest stanem. Się jest duch. Teraz dopiero. Nigdy przedtem. Przedtem się to muskało. Przedtem się o to ocierało się. Wtedy, kiedy nie było ja. Kiedy nie było: mój moja moje. Bardzo rzadko. Bardzo od czasu do czasu. W tych przerwach od czasu do czasu. W tych przerwach od ja do ja. Bo ja to czas. Ja to wąż. Ja to rak. Rak umarł na raka. Wąż umarł od własnego ukąszenia. Czas umarł na czas. Ja umarło na ja. Nie ma ja się jest. Się jest się. Się jest duch. Się jest nikt.
A oto wcześniejsze doświadczenia Edwarda
Stachury w kwestii “poznania ojca”:
Nie obywało się też bez konfliktów i spięć, zwłaszcza z ojcem. Kończyły się ucieczkami z domu. W czasie takich ucieczek przed gniewem i ręką ojca - młody Stachura często nocował u mieszkającej w pobliżu swej ciotki Marii Potęgowej. Rodzina dość szybko uznała Edzia za odmieńca, zwłaszcza kiedy rozwiał marzenia rodziców o przewidywanej dla niego pewnej drodze życiowej i karierze inżyniera lub lekarza4.
Postać ojca, jak już wspominaliśmy, zajmowała w życiu poety miejsce szczególne. Stanisław Stachura był człowiekiem surowym, miał ciężką rękę. W synu najpierw budził podziw i strach. A potem wrogość. A jeszcze później - współczucie5.
Głód miłości ojcowskiej był przemożny, choć poeta ujawniał go jakby mimochodem6.
Konflikt z ojcem trzeba uznać za imperatyw, który pchnął
go na drogę twórczości. Światowa literatura zna zresztą wiele innych
przypadków, żeby powołać się na twórczość Franza Kafki, Sylwii Plath i Malcolma
Lowry’ego, gdzie kompleks dzieciństwa w zasadniczy sposób wpłynął na
podrażnienie ambicji i wyzwolenie sił twórczych.7
Srogość ojca, wczesne odejście z domu, brak więzi
sprawił, że odczuwał absolutny głód ojca (...) Duszoznawcy twierdzą, że
czynniki wymienione wyżej powodują zbytnią sublimację popędu (libido) i
wyłączną jego realizację w sferze ducha.8
Miało się sen zatem więc:
(...) Już wracamy do statku i wychodząc za mur falochronu widzimy bieganinę ludzi między statkami, pokazywanie na nas i krzyki, że są już, są, wracają. My, znaczy się. Chodziło o to, że miał być przypływ, miało przyjść wkrótce morze, woda i był już wielki czas schronić się na statek.
Kiedy zmierzaliśmy do naszego statku, na drodze stanął ojciec z długim prętem w ręce.
Będzie bił za to, że spóźniamy się - pomyślało się. Istotnie. Uderzył po nogach, aż pręt złamał się. Chwyciło się ten kawałek, który pozostał mu w ręce i powiedziało się: nie wolno bić. Tatuś rozumie, nie wolno bić. Ojciec stał przechylony, nieruchomo z twarzą nieruchomą i patrzył wielkimi, szeroko, szeroko otwartymi oczami, które wyrażały absolutne zdziwienie. Palec po palcu odcapierzyło się jego dłoń od pręta i odrzuciło ten pręt.
Spojrzało się na twarz ojca i straszliwy był to widok. Wokół wielkich oczu i grubymi żyłami po skroniach, policzkach - krew! I nieruchome oczy. Martwe jakby - śmiertelnie zadziwione. Tak. Straszliwie śmiertelnie zadziwione.
- Tatulku - powiedziało się i objęło głowę ojca a ojciec objął głowę tego, co tutaj opowiada w bezosobowej formie trzeciej osoby liczby pojedynczej i płakał, płakał, płakał, aż płacz ten, szloch ten, przebudził go i usiadł na tapczanie i jeszcze chwilę płakał, szlochał krótko, urywanie9.
Na pomoc z domu Stachura nie mógł liczyć. Zachowało się w archiwum KUL pismo ojca, Stanisława Stachury, wysłane do uczelni z Aleksandrowa Kujawskiego 4 V 1959 r.:
Niniejszym zaświadczam, że syn mój Edward Stachura
nie otrzymuje ode mnie żadnej pomocy pieniężnej i materialnej. Niezmiernie mi
przykro o tym pisać. Ale nie mogę nic dopomóc.
6 V 1959 r. Edward Stachura wypełnia formularz podania o stypendium żywnościowe, a w rubryce: “Dokładniejsze uzasadnienie prośby” - pisze wielkimi literami: WSTYDZĘ SIĘ10.
Przypisy:
1 Cytuję za: Carlos G. Valles, “Sadhana z Anthonym de Mello”, (Wydawnictwo Zysk i S-ka, Poznań 1995) s. 140, 146-147; (podkreślenia moje)
2 Edward Stachura, “Poezja i proza” T. 2 ( Wydawnictwo Czytelnik, Warszawa 1984), s. 420-421; (podkreślenia moje; patrz również: zał. 56)
3 A oto fragment zapisków Stachury napisany 8 dni przed samobójczą śmiercią, zatytułowanych później “Pogodzić się ze światem”:
Między nami mówiąc, wszystkie moje książki, wiersze i proza były modlitwami do Boga, którego ja nazywałem Cudne manowce, Widok nad widoki, Zjawa realna, Biała lokomotywa, Kropka nad ypsylonem czy jeszcze inaczej. I były nieustającą spowiedzią. (Edward Stachura, “Poezja i proza” T. 5, Wydawnictwo Czytelnik, Warszawa 1982, s. 431)
4 Marian Buchowski, “Stachura, biografia i legenda” (Kamerton - Opole 1993), s. 24-35
5 Tamże, s. 91
6 Tamże, s. 92
7 Marek Badtke, “Fakty” nr 10/1983, (za: Marian Buchowski, “Stachura, biografia i legenda”, s. 25)
8 Zygmunt Trziszka, “Miesięcznik Literacki” nr 7/1983, (za: Marian Buchowski, “Stachura, biografia i legenda”, s. 25)
9 Edward Stachura, “Poezja i proza” T. 5, s. 332-333
10 Marian Buchowski, “Edward Stachura, biografia i legenda”, s. 45